Czy oddajesz innym władzę nad swoim samopoczuciem?
Mam nadzieję, że każdy się dzisiaj wyspał. Była zmiana czasu, godzinę dłużej spaliśmy. Dzisiaj właśnie o takim samopoczuciu, o uważności, o zrozumieniu samego siebie.
Oto jeden z uczonych w Prawie pyta Jezusa: „Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?”. Jezus wymienia dwa. Najpierw mówi o miłości Boga, a później o miłości bliźniego i siebie samego. Dalej: „Na tych dwóch przykazaniach zawisło całe Prawo i Prorocy”.
Na tym chciałbym się skupić, ale zanim jeszcze przejdę do przykazania miłości siebie samego, zobaczmy.
Ten człowiek zadaje Jezusowi pytanie, podchwytliwe, byśmy powiedzieli. W tym roku już raz miałem tutaj rozważanie do tego tekstu biblijnego. Dokładnie było to 21 sierpnia bieżącego roku, 2026. „Szlachetne pytanie może mieć przewrotne intencje” — tak je zatytułowałem, ponieważ okazuje się, że to pytanie wcale nie było takie szczere.
„Nauczycielu, które przykazanie jest największe w Prawie? Naucz nas, powiedz nam”.
Nie, tam nie o to chodziło. Wcześniej mamy napisane, że Pan Jezus zamknął usta saduceuszom, a uczony w Prawie chciał wystawić Jezusa na próbę, żeby Go pochwycić na słowie.
Też jeden z Ojców Kościoła, w tamtym rozważaniu z lata o tym mówiłem, wskazywał, że z nienawiści zadał to pytanie. Dlatego Jezus odpowiada o miłości, żeby jeszcze bardziej to ukazać.
A dzisiaj chciałbym się skupić nie na tej osobie, która zadaje pytanie, ale na tym, któremu pytanie jest zadawane, czyli na Jezusie.
Zobaczmy, na co dzień też mamy różne dialogi, różne sytuacje. Ktoś z nami rozmawia, ktoś nas zaczepia, ktoś coś od nas chce. Czasami skupiamy się na tej osobie, ale ważne jest, żeby zatrzymać się też na sobie.
Jak ja to odbieram?
To jest właśnie ta uważność. To jest to, co wynika też z dzisiejszego przykazania: kochać Pana Boga, jak najbardziej, ale kochać też bliźniego jak siebie samego. Czyli najpierw trzeba mieć tę miłość wewnętrzną, szacunek do samego siebie, potrafić siebie zrozumieć, żeby dojrzale kochać drugiego.
Teraz już przechodząc do meritum, zobaczmy, spotykamy różnych ludzi. Niektórzy na nas nakrzyczą gdzieś, niektórzy mają jakąś uwagę, niektórzy przychodzą się wyżalić, niektórzy mają jakieś swoje problemy, niektórzy gdzieś w zabieganiu przybiegają do nas.
Człowiek taki niedojrzały chłonie to jak gąbka i później sam staje się takim kłębkiem nerwów na co dzień, na koniec dnia. Albo to przenosi na rodzinę, albo na inne sytuacje i mówi: „No tyle tych ludzi, no ja już po prostu nie mogę!”.
To jest ten moment zatrzymania. Ktoś przychodzi, trzeba rozeznać, że to jest jego problem. Mogę mu pomóc, mogę z nim wejść w dialog, ale nie muszą jego emocje decydować o moim samopoczuciu czy o moim funkcjonowaniu.
Oczywiście nikt z nas nie jest robotem czy Chatem GPT, czy jakimś innym agentem AI. Każdy z nas ma swoje emocje i nie o to chodzi, żeby ich nie odczuwać.
Właśnie w uważności, w takim dojrzałym przeżywaniu swoich relacji z innymi chodzi o to, żeby rozeznać, co jest emocją tego drugiego człowieka, rozeznać swoje emocje, bo one też się dzieją.
No ktoś przybiegnie, tam jest zdenerwowany, no też się mogę zdenerwować, mogę się zezłościć, jak mi ktoś coś opowiada. Ale tu jest ten moment właśnie wewnętrznego rozeznania, mojej decyzji, jak ja zareaguję na to, co ten drugi człowiek mi mówi, z czym przychodzi.
Zobaczmy, dzisiaj Pan Jezus na to złośliwe, podchwytliwe pytanie, czy nawet zadane z nienawiści, w taki sposób odpowiedział, że jest to jedna z najpiękniejszych odpowiedzi w całym Piśmie Świętym, najbardziej wartościowych. Podaje jasne przykazanie miłości Boga, bliźniego i siebie samego, te dwa przykazania.
Mógł Pan Jezus z nim wejść w konfrontację, wykazać: „Co ty Mnie tutaj podpuszczasz?”.
Ale tu gwoli sprawiedliwości trzeba przyznać, że są sytuacje w Piśmie Świętym, gdzie Pan Jezus reagował inaczej. Albo wprost tutaj wykazywał właśnie złe chęci słuchaczy, albo czasami nie udzielał odpowiedzi, albo czasami nawet gdzieś uciekał, chował się przed tymi, którzy chcieli Go zabić, bo jeszcze nie nadszedł ten czas.
Ale najważniejsze: zawsze to była decyzja Jezusa.
To nie było tak, że ci ludzie teraz decydują o tym, jak Jezus zareaguje. On rozeznawał sytuację i stosownie do danej sytuacji podejmował decyzję, czy wejdzie w konfrontację taką mocniejszą, czy odpowie bardziej ogólnie, czy odpowie tak, żeby też inni słuchacze z tego mieli korzyść, czy w ogóle nie odpowie, nie będzie dyskutował, bo nie mieli otwartości.
Niech ta dzisiejsza Ewangelia, mam nadzieję, właśnie tak specjalnie dzisiaj, bo mnie to bardzo poruszyło, a mam nadzieję, że wreszcie będziemy wypoczęci, wyspani, bo ja już czekałem na tę zmianę czasu, żeby trochę dłużej sobie godzinkę pospać, pomoże nam zatrzymać się na chwilę, przyjrzeć się sobie.
Żebyśmy na co dzień nie funkcjonowali właśnie jak taka gąbka, która tymi emocjami od innych nasiąka i później człowiek sam gdzieś żyje w jakimś rozbiciu.
Uważność, czyli ten moment przyjrzenia się sobie, rozeznania, z czym człowiek do mnie przychodzi, na ile mogę mu pomóc, jakie też różne reakcje są we mnie, jakie emocje się rodzą, ale one nie mogą przejmować nad nami kontroli.
Niech w tym pomaga też rozeznanie takie na bieżąco, w rozmowie, ale i wieczorna modlitwa. Zwłaszcza tutaj polecam rachunek sumienia ignacjański, który pomaga zatrzymać się na tych momentach takich emocjonalnie trudniejszych w ciągu dnia i rozeznać, jak zareagowałem. Czy ktoś rzeczywiście przejął nade mną kontrolę, czy zareagowałem dojrzale? Ale też co odczułem, jakie odczuwałem emocje, co się we mnie obudziło?
Czasami jest tak, że te nasze reakcje nawet nas samych mogą zaskakiwać.
Tym co dotrwali do końca, się tutaj przyznam. Mówi się, że faceci nie płaczą, ale oglądałem sobie ostatnio film, włączyłem i tu łezka poleciała. Dawno nie płakałem na filmie, ale dobry był. Jednak nie zdradzę wam tytułu.
Dobrego dnia!