Negatywny wpływ na innych. Dzisiaj w Ewangelii chciałbym zatrzymać się na tej drugiej części opowiadania o nieurodzajnym figowcu, bo bardzo często skupiamy się właśnie tylko na nim, na tym, że ogrodnik ma się zatroszczyć, jeszcze wyprosił ten jeden rok, obłożył go nawozem i w przyszłości być może wyda owoc.
Ale spójrzmy trochę szerzej na ten tekst. Najpierw przychodzi ten pan, właściciel, przechadza się, patrzy na figowiec i mówi: „Trzy lata już nie znajduję na nim owocu”.
Czyli pierwsza rzecz: trzy lata nie ma owocu. To jest pewnik, ale to nie znaczy, że to był trzyletni figowiec. On mógł być o wiele starszy.
Co dalej? Nie wiemy, co było wcześniej, czy wcześniej on przynosił owoce, czy nie przynosił owocu, bo czasami może być tak, że figowiec właśnie przez kilka lat nie owocuje, a później znowu zacznie owoce przynosić.
To będzie potrzebne w dalszym rozważaniu.
Jaki jest zarzut wobec niego? Że nie wydaje owoców, ale dalej: „Po co jeszcze ziemię wyjaławia?”.
Na to chciałbym zwrócić uwagę. Tu nie chodzi tylko o brak owocu, ale o to, że czerpie składniki odżywcze z gleby, które mogłyby służyć innym wokół. To jest istotny dla mnie dzisiaj zarzut.
Bo teraz zobaczmy: to, że ktoś nie przynosi owoców, no zdarza się. Są ludzie niewierzący, są ludzie, którzy nie czynią dobra, ale tu chodzi też o ten wpływ na innych. Ziemię wyjaławia, glebę.
Przełóżmy to już na konkrety.
Jest rodzina: mąż, żona, zakochani, młodzi. Chłopak był lektorem, chodził na pielgrzymki, czy dziewczyna była w jakimś zespole młodzieżowym, w oazie, i wchodzą w małżeństwo z osobą mniej może religijną.
Często jest tak, że ta druga osoba ściąga właśnie małżonka w dół. Po dziesięciu, dwudziestu latach druga osoba gdzieś topnieje w swojej wierze. Mało że ten drugi nie chodzi do kościoła, to potrafi drugiego ściągnąć w dół, właśnie wyjałowić, bym to powiedział.
To, że ktoś sam grzeszy, to ja jeszcze jestem w stanie zrozumieć, no różni są ludzie, ale najbardziej mnie zawsze boli, jako księdza, ale ogólnie mnie boli, jeśli ktoś jeszcze właśnie wyciąga wiarę z serca drugiego człowieka.
Tu przykład podaję małżeństwa, gdzie mąż czy żona sami są może nie tyle niewierzący, co słabo wierzący, słabo praktykujący, ale jeszcze potrafią wyjałowić serce współmałżonka.
Ale to jeszcze nie jest najgorsze. Najgorsze są te sytuacje z wyjaławianiem serc dzieci.
To, że rodzice czasami mają problem z Bogiem, z przeżywaniem wiary, ale rodząca się wiara w sercu dziecka — nie ma czegoś piękniejszego na świecie.
Ten figowiec, który nie wydaje owoców przez trzy lata z dzisiejszej Ewangelii, może dodatkowo wyjałowić glebę wokół siebie.
Rodzic, katolicki, mówię o katolickim rodzicu, który przyrzeka przy chrzcie, że podejmuje się wychowania dziecka, zaczyna to dziecko wyjaławiać.
Nie zaprowadzi do kościoła, nie nauczy modlić, jeszcze będzie dodatkowo może wyśmiewał jakieś praktyki religijne czy dobre chęci tego dziecka, które chce być ministrantem, które chce być lektorem, które cieszy się, że nauczyło się jakiejś modlitwy w przedszkolu, czy śpiewa jakąś piosenkę, czy chce porozmawiać o Piśmie Świętym, o wierze, bo coś się dowiedziało na religii i teraz ta myśl je intryguje, chce porozmawiać z rodzicem.
A rodzice: „Zostaw, daj mi spokój, zostaw te sprawy. Do kościoła? Gdzie będziemy do kościoła chodzić?”.
To jest największy ból.
Myślę, że w takim kluczu, patrząc na dzisiejszą Ewangelię, możemy naprawdę spojrzeć na nią całkowicie inaczej. Cały czas wiele interpretacji, myślę, że było takich egoistycznych: właśnie ten figowiec, on sam, ogrodnik, który mu dał szansę, ale ten figowiec wyjaławiał ziemię.
Żeby nie było już tak pesymistycznie, nie wiemy, jak ta przypowieść się kończy. Ogrodnik obiecał: „Za rok możesz go wyciąć, jeśli nie wyda owocu”.
Ale czy wydał owoc? Tego nie wiemy.
Pan Jezus przypowieści na szczęście nie dokończył i może być tak, że ktoś, kto nie wydawał owocu, ten owoc wyda.
To już wspomniałem na początku, że nie wiemy też, ile lat miało to drzewo. Może wcześniej wydawało owoce, później przestało, może nigdy nie wydawało owoców, ale jeśli wyda te owoce, jakże może to być piękne.
Znowu wrócę do tego przykładu rodzinnego, jakoś te rodziny mi szczególnie na sercu blisko leżą.
Ten małżonek, który jakoś odciągał współmałżonka, jeśli on się nawróci, potrafi na nowo rozpalić ten płomień miłości i na nowo rozpalić życie religijne, rodzinne, też w kontekście wychowania dzieci.
Jeśli taki rodzic zrozumie, po co chodzi do kościoła, po co się modlić, jeśli coś przeżyje wewnętrznie, to naprawdę jest w stanie rozbudzić na nowo wiarę w swojej rodzinie.
Niech tym optymistycznym zakończeniem właśnie zamknijmy to rozważanie.
Nie wiemy, jak się skończyła ta przypowieść. My ją dopełniamy własnym życiem.
Nie byli większymi grzesznikami – lecz czy byli gotowi na niespodziewaną śmierć?
Rozważanie z: 25 października 2025 · Łk 13, 1-9