Niewolnik ludzkiej opinii – tak św. Hieronim podsumował Heroda.
Dzisiaj słyszymy Ewangelię, w której Herod zleca ściąć Jana Chrzciciela. Wcześniej trzymał go tylko w więzieniu, ale nie odważył się na taki krok. Dopiero gdy córka Herodiady tańczyła przed nim, w jakimś takim amoku nierozsądnie obiecał jej, że spełni każde jej życzenie. Ona poprosiła swoją matkę, a matka nakazała: „Chcę głowę Jana Chrzciciela na misie”.
O czym zresztą w innym rozważaniu mówiłem. Na dole będzie link do tego rozważania. Jakże matka w ogóle może posłużyć się własnym dzieckiem do takiego działania, do traktowania ludzi dla własnego interesu?
Dzisiaj zostańmy jednak przy tym wątku ludzkiej opinii.
Herod dokonał czynu złego. Tutaj jeszcze odniosę się do Orygenesa, który mówi, że przez słowa Heroda: „To Jan Chrzciciel, on powstał z martwych”, odzywa się w nim sumienie. Czyli miał świadomość, że popełnił zło.
Teraz pytanie: dlaczego je popełnił?
Na pierwszy rzut oka wydaje się, że był człowiekiem bardzo honorowym. Czytamy:
„Zasmucił się król, lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać tę głowę”.
Ze względu na przysięgę i współbiesiadników.
Gdyby była tylko przysięga, tekst sugerowałby, że jest to człowiek słowny, człowiek honorowy. Obiecał, przysiągł i słowa dotrzymał.
Na szczęście jest ten drugi człon: „i współbiesiadników”.
Tutaj św. Hieronim mówi jasno: nie chodziło o honor, nie chodziło o przysięgę, ale o ludzką opinię. O to, co teraz inni powiedzą.
Dalej św. Hieronim wypowiada bardzo ciekawą myśl: czasami większej odwagi wymaga wycofanie się z przysięgi niż jej dotrzymanie.
Dlaczego?
Bo w przypadku Heroda nie chodziło o pokazanie, że jest słowny. Chodziło o to, co powiedzą ci ludzie, jeśli się wycofa. Wyśmieją go, powiedzą: „Jedno mówi, drugie robi. Co to za człowiek? Niesłowny”.
Bardzo często w naszym życiu dajemy komuś nierozsądne słowo. Coś obiecamy, a nawet przysięgniemy, ale w ferworze emocji, uczuć czy sytuacji, kiedy nie mieliśmy jeszcze pełnego rozeznania i oglądu całej sprawy.
Ile razy jest tak, że człowiek w coś brnie, brnie, bo głupio się wycofać, bo co ludzie powiedzą?
W ten sposób nie jest człowiekiem honorowym ani słownym, ale człowiekiem, który idzie w kierunku pychy.
Dlaczego pychy?
Ponieważ przyznanie się do błędu wymagałoby pokory.
Powiedzenia: „Nierozsądnie postąpiłem, składając tę przysięgę. Chcę się z niej wycofać. Nie miałem wtedy pełnego rozeznania sytuacji”.
Wtedy może wydarzyć się właśnie to, czego obawiał się Herod. Ludzie wyśmieją, powiedzą: „Widzisz, nie można na tobie polegać”, zaczną się śmiać, komentować.
To właśnie wtedy najbardziej ucierpiałaby pycha.
To, co z zewnątrz czasami wydaje się pokorą, wydaje się czymś dobrym, wydaje się wiernym trwaniem przy przysiędze: „Obiecałem, więc dotrzymam słowa, nawet własnym kosztem”, wcale nie musi być dobre.
Jeśli prowadzi do zła, jeśli rodzi grzech, jeśli powoduje kolejne skomplikowane sytuacje, to nie jest dobre.
Wtedy większą odwagą jest wycofanie się i powiedzenie: „Przepraszam. Popełniłem błąd”.
Tylko że wtedy ucierpi pycha.
Może ucierpieć także nasza opinia w oczach innych.
Niech więc dzisiejsza Ewangelia, postawa Heroda i sposób, w jaki odczytał ją św. Hieronim, będą dla nas pytaniem o nasze przysięgi i o naszą słowność.
Oczywiście, w dobrych rzeczach trzeba być słownym. Dobrze mieć honor. Ale czy czasami nie jest tak, że bronimy już tylko swojego ego, swojej pychy, swojej opinii? Czy nie brniemy dalej, nawet jeśli wynika z tego zło, tylko po to, żeby nasze ego i nasza pycha nie ucierpiały?
Zobacz również wcześniejsze rozważanie:
Czy posługujesz się drugim człowiekiem?
Rozważanie z: 6 lutego 2026 • Mk 6, 14-29