Chociaż sprawiedliwy, świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał.
Dzisiaj chciałbym się skupić na tym słowie „poznanie”. Co to znaczy poznać Jezusa, poznać Pana Boga? Oczywiście Ewangelia jest o wiele szersza. Tutaj zachęcam też do zerknięcia na moje rozważanie z soboty. Tam zatytułowałem je: „Proszę nie tylko za nimi, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć”. Tam znajduje się początek dzisiejszej Ewangelii. Później Jezus mówi o jedności. To jest, myślę, też przesłanie dosyć ważne, ale niemalże oczywiste. Dzisiaj skupmy się właśnie na tym słowie „poznać”.
„Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem”, czyli Jezus poznał Ojca — rzecz oczywista. „Oni poznali, żeś Ty Mnie posłał”. To jest najistotniejsze, że chrześcijanie rozpoznali nie tylko Pana Boga, ale w Chrystusie rozpoznali Syna Bożego. Dzięki temu jesteśmy chrześcijanami. Inaczej bylibyśmy wyznawcami judaizmu, gdybyśmy tylko wierzyli w Boga jedynego. My wierzymy w Trójcę Świętą, w Boga, który objawił się jako Bóg Ojciec, Syn Boży, czyli Jezus Chrystus, i Duch Święty.
Teraz pytanie: co oznacza to „poznać”? Święty Augustyn, ojciec Kościoła, i Orygenes, ojciec Kościoła, słusznie zaznaczyli, że Pan Jezus nie powiedział, że oni usłyszeli, ale że oni poznali. Tutaj musimy się odnieść do głębszego rozumienia tego słowa „poznać” w grece, co ono oznaczało. Ono nie oznaczało tylko przyjęcia jakiejś informacji, ale poznanie oznaczało przyjęcie jakiejś rzeczywistości, poznanie kogoś, wejście z nim w relację, zrozumienie, kim jest.
Pomyślałem sobie — oczywiście ważne są przykłady z naszego życia — ile razy z kimś rozmawiamy i mówimy: „No tamten…”, a ktoś odpowiada: „Znam go, znam go”. Ale pod tym „znam go” rozumie: dużo o nim słyszałem. Nawet mógł go nigdy nie spotkać, ale jakieś opinie na jego temat słyszał. Nigdy z nim nie rozmawiał, ale mówi: „znam go”. Jakie to jest poznanie? To jest poznanie z jakichś plotek, z jakiegoś zasłyszenia, ale człowiek jest święcie przekonany, że zna tego drugiego.
Dużo jest takich sytuacji. Nawet ktoś może pobieżnie na co dzień mijać jakąś osobę i mówić: „Tak, ja go znam”. Ale co to ma wspólnego z takim rzeczywistym poznaniem, gdy znamy drugiego człowieka — kogoś z bliskiej rodziny, przyjaciela, kogoś, z kim spędzamy czas, kogo znamy reakcje, bolączki, trudności, to, czym żyje na co dzień? To jest całkowicie, kolosalnie inny rodzaj relacji i inny rodzaj poznania.
Można o kimś powiedzieć: „znam go”, ale na zasadzie zasłyszenia kilku słów. Przekładając to już na płaszczyznę wiary, można powiedzieć: „znam Jezusa”, bo znam trochę historii biblijnych, coś pamiętam z katechezy. Ktoś może nawet bardziej się intelektualnie wysilać, podejmować samodzielną lekturę, studia, dużo czytać i znać Jezusa intelektualnie. Potrafi cytować dosłownie Pismo Święte, omawiać reakcje Jezusa, sposób, w jaki zachowywał się w poszczególnych sytuacjach biblijnych. Ale to jeszcze nie to.
To jest pewna wiedza, a poznanie w tym głębszym, biblijnym znaczeniu oznacza wejście w relację. Czyli poznanie Chrystusa jako Syna Bożego i wejście z Nim w głębszą relację, budowanie z Nim relacji właśnie jako z Bogiem, jako z Osobą Trójcy Świętej.
Dzisiejsza Ewangelia będzie więc dla nas zachętą do refleksji, do zadania sobie pytania: czy Jezusa tylko tak po prostu znam, bo wiem, kim jest, czy poznaję Go głębiej poprzez modlitwę, ale przede wszystkim też przez rachunek sumienia i przekładanie wiary na życie codzienne? Bo wtedy dopiero można się poznać.
Możemy sobie z drugim człowiekiem wiele teoretyzować, jacy to nie jesteśmy, ale jakiś wspólny wyjazd, wspólne zamieszkanie, wspólne życie, wspólne przedsięwzięcie, jakiś projekt dopiero pokazują, co tak naprawdę ten drugi człowiek myśli, co potrafi, na ile życie go — że tak powiem — zweryfikuje w konkretnych sytuacjach.
Tak samo relacja z Panem Bogiem może być relacją intelektualną, taką pogłębioną teoretycznie: „Tak, znam Jezusa, wiem, jak postępuje”. Ale przychodzi życie, konkrety, pojawiają się sytuacje, pokusa, grzech. Wtedy pojawia się pytanie: czy trzymam się Chrystusa, czy idę z Nim, mówiąc: „Panie Jezu, pomóż mi, podtrzymaj mnie w tym zwątpieniu, w tych trudnych momentach”? Czy to jest dla mnie abstrakcja i wtedy liczę tylko sam na siebie, a modlitwa staje się dodatkowo ciężarem i obowiązkiem?
Niech ta Ewangelia będzie dla nas okazją do zastanowienia się, czy znam Jezusa w tym głębszym sensie, czy Go poznaję, czy chcę z Nim budować i rzeczywiście buduję relację, pogłębiając swoją wiarę.