Nikt nie może wyrwać ich z ręki mojego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy. Tak dzisiaj Pan Jezus mówi o nas, czyli o owcach, które do Niego należą. Nikt nie jest w stanie ich wyrwać z ręki mojego Ojca.
I tak się zastanawiałem, jak to rozumieć. Zanim przejdziemy do tego samego wyrwania, bo to jest najistotniejsze dzisiaj, takie pastoralnie rzecz biorąc, ale najpierw to: „Ja i Ojciec jedno jesteśmy”. Tu chodzi o współistotność, że Jezus Chrystus jest Bogiem, tak samo jak Bóg Ojciec, jedną z osób Trójcy Świętej. Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Tak mówimy, czyniąc znak krzyża, i tak wyznajemy prawdę: Bóg w Trójcy Jedyny. Współistotność, homousios — to jest to, co mówimy w wyznaniu wiary: współistotny Ojcu. To jest od strony teologicznej takie przypomnienie, że dla nas Chrystus jest równy Bogu Ojcu i Duchowi Świętemu. To jest jedna natura Boża, trzy osoby boskie. Czyli taki fundament.
A teraz już przejdźmy do tych konkretów. Nikt nie może ich wyrwać z ręki mojego Ojca. Co to miałoby znaczyć? Kto miałby w ogóle te owce wyrywać?
Tak szukałem jakiegoś obrazu. Nie wiem, kobieta idzie, ktoś jej wyrywa torebkę, kradnie i rzeczywiście, jeśli się nie zorientuje w porę, to torebki, pieniędzy i portfela już nie ma. Inny obraz, taki ze szkoły właśnie, tak mi się skojarzył: jakże często gdzieś w podstawówce, w tych młodszych klasach dzieci sobie biegają, jedno drugiemu coś spsoci i przybiega się schować za mnie, jak stoję na dyżurze, żeby je obronić. Czy jak jako dorośli bawicie się z własnymi dziećmi, to też często rodzeństwo jedno się pokłóci z drugim, przybiegnie się schować za mamę, za tatę, żeby ich obronić. I to jest właśnie ten obraz, jak mi się skojarzył z tym obronieniem przed kimś, żeby nie został wyrwany z moich rąk.
I teraz przechodzimy do sedna. Kto miałby nas chcieć wyrywać? Oczywiście na płaszczyźnie duchowej powiemy o złym duchu, to jest rzecz jasna, ale jak to działa w praktyce? Bo to nie jest tak, że teraz przyjdzie jakiś diabeł z rogami czy jakiś przebrany na czarno nam się objawi i on nagle porwie nas. Ale to jest takie stopniowe uwodzenie, porywanie, zabieranie.
I właśnie w kontekście tych dzieci tak sobie pomyślałem, bo dzisiaj mieliśmy próbę przed Komunią dzieci komunijnych. Jakże często, weźmy przykład właśnie dzieci, młodzieży, jakże często na ich przykładzie widzimy, jak one są właśnie porywane, można powiedzieć. Nie przez porywaczy, ale porywane z kościoła, z życia duchowego. Przez cały rok przygotowują się do Komunii. To, co najpiękniejsze — ten moment, kiedy mają czyste serca, przyjmują Ciało Chrystusa. W większości parafii są pięknie ubrane, dzieci w alby białe czy dziewczynki w białe sukienki. Ten taki symbol tych czystych serc.
A później przychodzi klasa czwarta i tak powoli tych dzieci ubywa, nieraz, czasami od razu jest totalny spadek. Niektórzy rodzice już więcej dziecka do kościoła nie zaprowadzą. Ba, nawet niektórzy wypiszą z religii i sami dają wyrwać to dziecko z tych rąk Bożych. To dziecko, które miało być teraz chronione, miało karmić się Eucharystią, miało przystępować do spowiedzi, do Komunii Świętej, cieszyć się jednością z Panem Bogiem.
Zły duch tego nienawidzi, zwłaszcza tych dzieci komunijnych, które mają serca najczystsze, i chce je wyrwać. I rodzice bardzo to ułatwiają, bo więcej nie przyprowadzą dziecka do kościoła, a czasami — nie czasami — często się zdarza, że chłopiec na religii mówi, że chciałby zostać ministrantem, ale mama się nie zgodziła. Albo dziecko mówi, że chciało pójść do kościoła, ale rodzice nie szli. Albo nie jechali samochodem, jeśli to jest dalej, albo jeśli jest bliżej, to młodszemu dziecku nie pozwolili pójść samemu czy z kolegą.
To już nie jest odpowiedzialność za własne lenistwo, ale pozwalanie na wyrywanie tego dziecka od Pana Boga. I tu podaję przykład kościoła, ale wiele innych rzeczy. Pozwalanie dzieciom na korzystanie z niezabezpieczonych telefonów komórkowych — także często dzieci przez to spotykają się z jakimiś niewłaściwymi sytuacjami, czy właśnie spotyka ich zło, czy wchodzą w jakieś niewłaściwe grupy, czy oglądają pornografię w młodym wieku, bo rodzic nie zabezpieczy telefonu, da im: „masz, niech się cieszy, niech korzysta, niech tutaj koledzy mają, to dlaczego nie ma z tego korzystać?”.
To też przykład ze szkoły. I to już nie takie starsze klasy, ale też chłopacy często tam mówili o jakimś kasynie — nie wiedziałem, o co chodzi — a okazuje się, że, tu nie będę podawał całej nazwy, żeby nie reklamować, bo się okazuje, że to kasyno jest nielegalne w Polsce, ale oni to znają. Skąd? Z reklam w firmach pornograficznych, bo namiętnie to oglądają i później gdzieś tym się chwalą.
Czy posłuchajcie języka młodzieży, jakże często on jest wulgarny czy seksualizowany, bo gdzieś oni te wzorce czerpią z internetu. I tu już nie mówię o szkole branżowej czy o technikum, jak uczyłem w starszych klasach, ale dzisiaj to przechodzi na poziom szkół podstawowych. Te dzieci są wyrywane — rodzicom, którzy nieraz nierozsądnie nie rozmawiają z nimi, dają im właśnie niezabezpieczone telefony czy dostęp do internetu.
Ale też ta rozmowa, właśnie ta troska, żeby mieć kontakt z dzieckiem, żeby wiedzieć, co się z nim dzieje. Te dzieci, które podejmują próby samobójcze, te dzieci, które gdzieś się załamują, wpadają w depresję — to nie są jakieś przypadki, że nagle to się gdzieś stało, ale tam często brakuje tej rozmowy z rodzicem, brakuje dialogu, brakuje bycia razem. To, co mówiłem we wczorajszym rozważaniu — obecności konkretnej, nie takiej pozornej, fizycznej, tylko elementarnej jedności, poznawania siebie, wspierania.
I więc ta dzisiejsza Ewangelia, po pierwsze, teologicznie przypomina, że Bóg jest jeden w trzech osobach: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty, ale ta druga rzecz — Jezus gwarantuje, że nikt nie wyrwie tych owiec z rąk Jego Ojca. Tylko trzeba właśnie się uznać jako ta owca. Początek Ewangelii już nie będę czytał, ale tam właśnie mówi: „wy nie jesteście z mojej owczarni”. Nie przez to, że Pan Jezus ich gdzieś odpycha, ale przez to, że oni nie chcą Go zaakceptować jako swojego pasterza i przyjść do tej owczarni.
Ale ci, którzy przychodzą, się modlą — Pan Jezus nam gwarantuje, że przytrzyma nas, że nie da nas wyrwać. I apeluję zwłaszcza do rodziców: dbajmy o siebie, o swoje zbawienie, o swojego ducha, ale też i o dzieci, żebyśmy gdzieś lekkomyślnie nie oddawali ich właśnie złemu duchowi poprzez te wszystkie pokusy, które na nie czekają we współczesnym świecie.