Rozmiar tekstu:

Wtorek czwartego tygodnia okresu Wielkanocnego

J 10, 22-30

Obchodzono w Jerozolimie uroczystość Poświęcenia Świątyni. Było to w zimie. Jezus przechadzał się w świątyni, w portyku Salomona. Otoczyli Go Żydzi i mówili do Niego: "Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie". Rzekł do nich Jezus: "Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec. Moje owce słuchają mojego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy".
Zły chce cię wyrwać z rąk Ojca.
*Ilustracja podglądowa, wygenerowana za pomocą AI

Rozważanie do Ewangelii w formie audio.

Zły chce cię wyrwać z rąk Ojca.

Rozważanie z:

Nikt nie może wyrwać ich z ręki mojego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy. Tak dzisiaj Pan Jezus mówi o nas, czyli o owcach, które do Niego należą. Nikt nie jest w stanie ich wyrwać z ręki mojego Ojca.

Zastanawiałem się, jak to rozumieć. Zanim przejdziemy do tego samego wyrwania, bo to jest dzisiaj najistotniejsze, tak pastoralnie rzecz biorąc, najpierw zatrzymajmy się na słowach: Ja i Ojciec jedno jesteśmy. Tu chodzi o współistotność, że Jezus Chrystus jest Bogiem, tak samo jak Bóg Ojciec, jedną z Osób Trójcy Świętej: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Tak mówimy, czyniąc znak krzyża, i tak wyznajemy prawdę o Bogu w Trójcy Jedynym. Współistotność, homousios — to jest to, co mówimy w wyznaniu wiary: współistotny Ojcu. To jest od strony teologicznej przypomnienie, że dla nas Chrystus jest równy Bogu Ojcu i Duchowi Świętemu. Jedna natura Boża, trzy Osoby Boskie. Czyli taki fundament.

Teraz przejdźmy do konkretów. Nikt nie może ich wyrwać z ręki mojego Ojca. Co to miałoby znaczyć? Kto miałby w ogóle te owce wyrywać?

Szukałem jakiegoś obrazu. Kobieta idzie, ktoś wyrywa jej torebkę, kradnie i rzeczywiście, jeśli się nie zorientuje w porę, to torebki, pieniędzy i portfela już nie ma. Inny obraz ze szkoły: jakże często w podstawówce, w młodszych klasach, dzieci biegają, jedno drugiemu coś zrobi i przybiega się schować za mnie, gdy stoję na dyżurze, żeby je obronić. Podobnie gdy jako dorośli bawicie się z własnymi dziećmi — rodzeństwo się pokłóci, jedno przybiega się schować za mamę czy tatę, żeby je obronić. To jest właśnie ten obraz obronienia przed kimś, żeby nie zostać wyrwanym z czyichś rąk.

Teraz przechodzimy do sedna. Kto miałby nas chcieć wyrywać? Oczywiście na płaszczyźnie duchowej powiemy o złym duchu, to jest rzecz jasna. Jak to działa w praktyce? Nie jest tak, że przyjdzie jakiś diabeł z rogami czy ktoś przebrany na czarno i nagle nas porwie. To jest raczej stopniowe uwodzenie, porywanie, zabieranie.

W kontekście dzieci tak sobie pomyślałem, bo dzisiaj mieliśmy próbę przed Komunią dzieci komunijnych. Jakże często na ich przykładzie widzimy, jak są właśnie porywane. Nie przez porywaczy, ale porywane z Kościoła, z życia duchowego. Przez cały rok przygotowują się do Komunii. To, co najpiękniejsze — moment, kiedy mają czyste serca, przyjmują Ciało Chrystusa. W większości parafii są pięknie ubrane: dzieci w białe alby, dziewczynki w białe sukienki. Symbol czystych serc.

Później przychodzi czwarta klasa i tych dzieci zaczyna ubywać. Czasami od razu następuje duży spadek. Niektórzy rodzice już więcej dziecka do kościoła nie zaprowadzą. Zdarza się, że wypiszą je z religii i sami pozwalają wyrwać to dziecko z rąk Bożych. Dziecko, które miało być chronione, miało karmić się Eucharystią, przystępować do spowiedzi i Komunii Świętej, cieszyć się jednością z Panem Bogiem.

Zły duch tego nienawidzi, zwłaszcza tych dzieci komunijnych, które mają najczystsze serca, i chce je wyrwać. Rodzice bardzo to ułatwiają, bo nie przyprowadzają dziecka do kościoła. Często zdarza się, że chłopiec mówi na religii, że chciałby zostać ministrantem, ale mama się nie zgodziła. Albo dziecko chciało pójść do kościoła, ale rodzice nie szli. Jeśli dalej — nie pojechali samochodem, jeśli bliżej — młodszemu dziecku nie pozwolili pójść samemu czy z kolegą.

To już nie jest tylko odpowiedzialność za własne lenistwo, ale pozwalanie na wyrywanie dziecka od Pana Boga. Podaję przykład Kościoła, ale jest wiele innych sytuacji. Pozwalanie dzieciom na korzystanie z niezabezpieczonych telefonów komórkowych sprawia, że spotykają się z niewłaściwymi treściami, wchodzą w złe środowiska, oglądają pornografię w młodym wieku. Rodzic daje telefon bez zabezpieczeń: „niech się cieszy, niech korzysta, inni mają, to dlaczego moje dziecko nie ma?”.

To także przykład ze szkoły. Nawet młodsze dzieci mówią o rzeczach, które znają z internetu, z reklam, z niewłaściwych treści. Posłuchajcie języka młodzieży — jak często jest wulgarny czy seksualizowany, bo wzorce czerpią z internetu. Dotyczy to już nie tylko starszych klas, ale także szkół podstawowych.

Te dzieci są wyrywane także przez brak rozmowy. Rodzice nie rozmawiają, nie mają kontaktu, nie wiedzą, co się dzieje. Dzieci, które podejmują próby samobójcze, które wpadają w depresję — to nie są nagłe przypadki. Tam często brakuje dialogu, bycia razem, obecności. Nie takiej fizycznej, pozornej, ale prawdziwej: jedności, poznawania siebie, wspierania.

Dzisiejsza Ewangelia po pierwsze przypomina teologicznie, że Bóg jest jeden w trzech Osobach: Ojciec, Syn i Duch Święty. Po drugie — Jezus gwarantuje, że nikt nie wyrwie Jego owiec z ręki Ojca. Trzeba jednak uznać siebie jako owcę. Na początku Ewangelii Jezus mówi: nie jesteście z mojej owczarni. Nie dlatego, że odpycha, ale dlatego, że nie chcą Go przyjąć jako swojego pasterza.

Ci natomiast, którzy przychodzą, modlą się, trwają przy Nim — mają tę obietnicę: że zostaną przy Nim, że nie zostaną wyrwani. I dlatego apeluję szczególnie do rodziców: dbajmy o siebie, o swoje zbawienie, o swoje życie duchowe, ale także o dzieci. Nie oddawajmy ich lekkomyślnie złemu duchowi poprzez pokusy, które czekają na nie we współczesnym świecie.

Nagranie wideo do tego rozważania jest publikowane dopiero w dniu, którego dotyczy.

Co dalej?