Pozorna obecność. Tak zatytułowałem dzisiejsze rozważanie, bo tekst ten bardzo mocno mnie uderzył, i nie tylko dlatego, że święty Grzegorz Wielki, do którego się będę dzisiaj odnosił, ten tekst wprost odnosi do biskupów i kapłanów, ale uderzył mnie na głębszym poziomie zrozumienia relacji międzyludzkich. Jakże często ta nasza obecność gdzieś jest taka zewnętrzna, pozorna, byśmy powiedzieli, bez relacji.
Cytat biblijny. Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz poświęca swoje życie za owce. Najemnik zaś i ten, który nie jest pasterzem ani właścicielem owiec, gdy zobaczy zbliżającego się wilka, opuszcza je i ucieka.
Tak dzisiaj mówi Pan Jezus o sobie, mówiąc, że On jest dobrym pasterzem. Dotychczas, rozważając ten fragment, czytając go, zawsze uważałem, że to „opuszcza i ucieka” oznacza pewne fizyczne opuszczenie, ucieczkę. Nawet odnosząc to w myśl Grzegorza Wielkiego – zerkam, bo mam tu kilka cytatów przygotowanych – myślałem, że to jest właśnie ucieczka, opuszczenie, czyli na przykład ksiądz odchodzi z kapłaństwa, czy gdzieś porzuca parafię, prosi biskupa o przeniesienie do innej, bo na tym probostwie jakoś się nie odnajduje.
A tu się okazuje, że Grzegorz Wielki, mówiąc o tym tekście, mówi o ucieczce w milczenie. Jest to piękne. Zobaczcie, nie chodzi o to, że fizycznie pasterz opuszcza wspólnotę, ale opuszcza ją mentalnie. Nie wchodzi w trudne tematy, pozostaje zewnętrznie oczywiście jako opiekun danej wspólnoty, zarządca.
I tutaj kilka cytatów. Homilia 14 do Ewangelii właśnie tej: „Najemnikiem jest ten, kto pasie owce nie z miłości wewnętrznej, ale dla doczesnej zapłaty”. Czyli najpierw ta interpretacja, kim jest najemnik. I tu jeszcze raz podkreślę: Grzegorz Wielki mówi wprost o kapłanach i biskupach, ale my to za chwilę rozszerzymy dalej do naszych relacji ludzkich.
I dalej pisze kolejny cytat: „Widząc wilka nadchodzącego, ucieka, bo zbliża się niebezpieczeństwo. Nie ośmiela się stanąć w obronie trzody”. Tu jeszcze nie mamy wprost o tej ucieczce w milczenie, ale za moment to będzie.
I dalej: „Ucieka, ponieważ milczy. Ucieka, ponieważ nie przeciwstawia się niesprawiedliwości”. Czyli zobaczmy – fizycznie pozostał ten pasterz, ale uciekł w milczenie. Boi się wypowiedzieć. Nie musi fizycznie opuścić owiec, wystarczy, że nie reaguje na zło. W tym momencie przestaje być pasterzem, a staje się tym najemnikiem, który tylko liczy na zysk, co było wcześniej.
Myślę, że z tych cytatów wystarczy na ten moment, na tę chwilę obecną. Czyli mieliśmy tu tę sytuację: Grzegorz Wielki mówi o pasterzach, o biskupach, o kapłanach. Do nich kierował swoją homilię. Drugi tekst to była „Reguła pasterska”.
Tu jeszcze jeden cytat: „Ten, kto został postawiony jako stróż, a milczy wobec grzechu, staje się współwinny śmierci tych, którzy giną”. Jeszcze bardziej radykalnie ujęte to milczenie, to zaniedbanie.
I jeszcze jeden cytat z „Reguły pasterskiej”: „Często zdarza się, że pasterz boi się utracić przychylność ludzi i dlatego nie mówi prawdy”. Przychylność ludzi – zobaczmy – to już nawet nie jest strach przed jakimś zagrożeniem, ale po prostu przed byciem wyśmianym, nieakceptowanym, przed tym, że inni się nieprzychylnie nastawią.
I ostatni cytat: „Gdy boi się powiedzieć prawdę, opuszcza trzodę, choć cieleśnie przy niej pozostaje”.
To właśnie skierowało moją myśl na relacje międzyludzkie. Zostawmy na chwilę pasterzy, biskupów, kapłanów – różnie to bywa. Niektórzy milczą dla własnej wygody czy po prostu z lęku. Przełóżmy to na nasze życie, żeby ten tekst pomógł nam coś zmieniać.
Jakże często jesteśmy fizycznie obecni, a mentalnie całkowicie gdzie indziej. Relacje takie, które znam najbardziej – uczę w szkole. Rodzic przychodzi do domu, rozmawia z dzieckiem, ale tego dziecka nie słyszy. Słyszy je fizycznie, ale nie słyszy, co ono chce powiedzieć.
Można patrzeć, ale nie widzieć. Można słuchać, ale nie słyszeć drugiej osoby. Pomyślmy, jak to wygląda w naszych relacjach w domu. Czy czasami nie jest tak, że słyszymy siebie, ale siebie nie słuchamy, nadajemy na zupełnie innych falach?
Rodzice często są nieobecni – nie mówię tylko o tych, którzy są fizycznie nieobecni, bo ciągle praca, praca i nie widują się z dziećmi. Chodzi o rodziców nieobecnych mentalnie. Są w domu, dziecko coś mówi, a rodzic cały czas: „no, no, tak…”, i jednocześnie jest w telefonie. Albo otwiera laptopa i coś klika, ogląda telewizję.
Dziecko coś do mamy mówi, a mama ogląda kolejny serial. Tata ogląda mecz i mówi: „nie mów teraz, gol”. Nie ma rozmowy, nie ma dialogu.
Mówię to też w kontekście tego, co ostatnio widzę – różne filmy, świadectwa ludzi, którzy zmagali się z myślami samobójczymi. Wielu z nich mówi, że nikt ich nie słuchał, a właściwie – nie słyszał.
Nie chodzi tylko o sytuacje, gdy ktoś nie potrafi tego zakomunikować, bo tak też bywa. Są osoby, które nie są w stanie wprost powiedzieć o swoim stanie. Chodzi o te sytuacje, gdy ktoś mówił, próbował nawiązać kontakt z rodziną, z rodzicami – a tego kontaktu nie było.
To są te momenty, kiedy się nie słuchamy. Jesteśmy fizycznie obecni, ale mentalnie bardzo daleko od siebie.
Niech ta dzisiejsza Ewangelia o Jezusie dobrym pasterzu i o najemnikach będzie dla nas okazją do refleksji nad naszymi relacjami. Łatwo pójść w tym tekście w rozmyślanie o biskupach, o kapłanach – że oni mają się nawracać, że mają być dobrymi pasterzami.
Ale pytanie jest inne: czy ja w moich relacjach jestem pasterzem? W domu, jako rodzic wobec dziecka, dzieci wobec rodziców, małżonkowie względem siebie, szerzej w rodzinie – czy jesteśmy dla siebie pasterzami?
Nie tylko w sensie duchowym, choć to też jest ważne. Ile dzieci nie uczestniczy w Mszy Świętej, bo rodzice ich nie zaprowadzą, nie pójdą z nimi, a są jeszcze za małe, żeby iść same.
Ale też w zwykłej, codziennej płaszczyźnie opieki nad drugim człowiekiem. Na ile jestem pasterzem – wchodzę w relację, słucham drugiej osoby?
A na ile jestem tylko najemnikiem? Jestem obecny w domu, obecny w rodzinie, ale tylko fizycznie. Myślami jestem gdzie indziej – w swoim świecie, w swoich sprawach, w swoich interesach.