Świętowanie niedzieli nie polega na bezmyślnym odpoczynku. To jest parafraza słów jednego z ojców Kościoła. Na końcu do tego przejdę.
Dzisiaj będzie naprawdę kilka ciekawych wątków. Jezus uzdrawia człowieka chorego na wodną puchlinę i pyta, czy wolno uzdrawiać w szabat, czy też nie. Lecz ci, którzy Go śledzili, nie odpowiedzieli. Bali się. Wtedy Jezus dotknął chorego, uzdrowił go i odprawił, a do nich powiedział: „Jeżeli któremuś z was wpadnie do studni w szabat syn albo wół, czy zaraz go nie wyciągnie?”. Nie mogli temu zaprzeczyć.
Tutaj pojawia się pierwsza ciekawa myśl. Święty Augustyn, jeden z ojców Kościoła, zauważa, że Pan Jezus używa bardzo wymownego obrazu.[1] Zobaczmy: syn albo wół wpadający do studni, czyli do wody. A na co był chory ten człowiek? Na wodną puchlinę. Święty Augustyn dostrzega właśnie ten związek między chorobą człowieka a obrazem zwierzęcia, które wpadło do studni. Możemy więc powiedzieć, że Pan Jezus posługuje się obrazem, który doskonale pasuje do sytuacji uzdrawianego człowieka.
Teraz drugi wątek: czy rzeczywiście wół mógł wpaść do studni? Tak sobie myślałem na ten temat. Na wsi czy gdzieś na działkach najczęściej mamy studnie z takich kręgów betonowych, ale one z reguły trochę wystają nad ziemię, nie są aż takie wielkie albo mają przykrycie. Jak więc wół mógł wpaść do takiej studni?
Okazuje się, że nie jest to abstrakcyjny obraz. W naszych czasach takie sytuacje pewnie raczej się nie zdarzają, ale dawniej były znacznie bardziej prawdopodobne. Zajrzyjmy do Starego Testamentu, do Księgi Wyjścia. Zobaczmy, co tam czytamy:
„Jeśli ktoś zostawi odkrytą studnię lub wykopie ją i nie zabezpieczy, wskutek czego wpadnie do niej wół lub osioł, wówczas właściciel studni zapłaci odszkodowanie, wyrówna stratę właścicielowi zabitego zwierzęcia, ono będzie należeć do właściciela studni” (por. Wj 21, 33-34).
Czyli już w Starym Testamencie przewidziano taki przypadek, że wół mógł wpaść do studni. Trzeba pamiętać, że słowo „studnia” może oznaczać zarówno studnię, jak i głęboki dół czy cysternę. W Palestynie budowano właśnie takie cysterny do gromadzenia wody. Jeśli ktoś ich nie zabezpieczył, mógł do nich wpaść wół czy osioł.
Teraz kolejny wątek. W Ewangelii mamy napisane: „syn albo wół wpadnie do studni”. Natomiast okazuje się, że istnieją różne wersje tego fragmentu. Wiemy, że Ewangelie nie powstawały w taki sposób, że apostoł chodzący za Jezusem od razu wszystko spisywał. Nauczanie Jezusa było najpierw przekazywane ustnie, później powstały spisane Ewangelie, które przez kolejne wieki były przepisywane.
Okazuje się, że w niektórych rękopisach zamiast słów „syn albo wół” pojawia się „osioł albo wół”. Być może kopiści, przepisując Ewangelię, zastępowali słowo „syn” słowem „osioł”, ponieważ zestawienie dwóch zwierząt wydawało im się bardziej naturalne. Mogło to wynikać również z podobieństwa do innych fragmentów Pisma Świętego, chociażby tego, który przed chwilą przytoczyłem z Księgi Wyjścia.
Na tym między innymi polega praca biblistów, którzy badają dawne rękopisy, porównują je i próbują ustalić pierwotne brzmienie tekstu. Najstarsze i najważniejsze świadectwa przemawiają za wersją „syn albo wół”, czyli taką, jaką mamy we współczesnym tłumaczeniu.
Na koniec wróćmy do tego, od czego rozpocząłem: do bezmyślnego świętowania niedzieli. To nawiązanie do myśli świętego Cyryla Aleksandryjskiego. Oczywiście on mówił w odniesieniu do szabatu, bo przecież Żydzi świętowali szabat, a nie niedzielę.
Zacytuję:
„Jeśli Prawo zabrania okazywania miłosierdzia w szabat, dlaczego sam okazujesz współczucie temu, kto wpadł do dołu?”.[2]
Czyli zobaczmy: ktoś zaczyna ratować zwierzę, które wpadło do studni, a tutaj przecież chodziło o uratowanie przez Jezusa człowieka, który był chory.
Dalej Cyryl Aleksandryjski pisze:
„Lecz nie zgodzisz się z takim rozumowaniem. Wyciągniesz rękę do człowieka znajdującego się w nieszczęściu, uznając, że jest on ważniejszy niż zachowanie Prawa, a raczej niż bezmyślny odpoczynek”.[3]
Zobaczmy, czasami tak myślimy o niedzieli: nie wolno pracować, nie wolno pralki włączyć, nie wolno nic zrobić. Sobie ta niedziela mija, człowiek siedzi zadowolony, że czcił Pana Boga, bo nic nie zrobił.
A przecież o to chodzi, żeby robić! Odwiedzić rodzinę, znajomych, zorganizować dzieciom jakiś wyjazd, spotkać się z kimś, pójść do kościoła, pomodlić się. Dużo można dobrych rzeczy zrobić.
Nie chodzi właśnie o taką bezczynność. W czasach Jezusa niektórzy Żydzi bardzo rygorystycznie podchodzili do przestrzegania szabatu. Istniały szczegółowe przepisy dotyczące tego, co wolno, a czego nie wolno robić. Jednak sam szabat nie miał być jedynie czasem bezczynności. Był dniem poświęconym Bogu, odpoczynkowi i wspólnocie.
Podobnie my, chrześcijanie, nie powinniśmy sprowadzać świętowania niedzieli wyłącznie do powstrzymywania się od pracy. Nie. My czcimy Pana Boga również przez dobre czyny.
Niech ludzie chwalą Pana Boga przez to, że widzą właśnie dobre czyny w nas. Niech niedziela nie będzie taką po prostu bezczynnością, ale również kreatywnym podejściem do tego, w jaki sposób czcić Pana Boga poprzez dobre uczynki.
[1] Św. Augustyn, Quaestiones evangeliorum, II, 29. Autor porównuje człowieka chorego na wodną puchlinę do zwierzęcia, które wpadło do studni. Źródło: Catena Aurea, komentarz do Łk 14, 1-6.
[2] Św. Cyryl Aleksandryjski, Komentarz do Ewangelii według św. Łukasza, Homilia 101, komentarz do Łk 14, 1-6. Tłumaczenie własne z angielskiego. Źródło: Homilia 101.
[3] Św. Cyryl Aleksandryjski, Komentarz do Ewangelii według św. Łukasza, Homilia 101. Tłumaczenie własne z angielskiego. Źródło: Homilia 101.