Dodaj rozważania.pl do preferowanych źródeł w Google G Dodaj do preferowanych źródeł
Rozmiar tekstu:
Ewangelia na dzień

Rozważanie do Ewangelii na 21 września 2026 (Mt 9, 9-13).

Poniedziałek, Święto świętego Mateusza, apostoła i ewangelisty

Mt 9, 9-13

Odchodząc z Kafarnaum Jezus ujrzał człowieka siedzącego w komorze celnej, imieniem Mateusz, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim. Gdy Jezus siedział w domu za stołem, przyszło wielu celników i grzeszników i siedzieli wraz z Jezusem i Jego uczniami. Widząc to faryzeusze, mówili do Jego uczniów: „Dlaczego wasz Nauczyciel jada wspólnie z celnikami i grzesznikami?” On, usłyszawszy to, rzekł: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Idźcie i starajcie się zrozumieć, co znaczy: "Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary". Bo nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.
Ilustracja
Jezus jako lekarz nie brzydzi się chorym. – ilustracja do rozważania biblijnego na 21 września 2026 – Mt 9, 9-13
Audio Słuchaj na stronie

Rozważanie do Ewangelii w formie audio.

Rozważanie

Jezus jako lekarz nie brzydzi się chorym.

Rozważanie z: 21 września 2026 · Mt 9, 9-13

Jezus jako lekarz nie brzydzi się chorym.

Specjalnie dałem taki tytuł, dosyć dosadny, bo czasami, gdy chorujemy, różnie to wygląda. Czy jakieś choroby skóry — nieraz, jak ktoś patrzy z zewnątrz, budzi to jakieś zniesmaczenie i człowiek może się brzydzić chorobą. Ona może wywoływać w nim jakieś estetyczne, negatywne skojarzenia albo po prostu — wręcz właśnie to słowo takie mocne — może się jej brzydzić.

Gdy patrzymy na lekarza, dzisiaj Pan Jezus tak się właśnie przedstawia. Mówi: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają”.[1]

Jan Chryzostom, jeden z Ojców Kościoła, bardzo pięknie to komentuje:

„Taka jest bowiem właściwość lekarza: jeśli nie znosi zepsucia chorych, nie uwalnia ich od choroby”.[2]

Zobaczmy, co to byłby za lekarz, który brzydziłby się chorobą albo chorym, bałby się go dotykać. Nikogo by nie uleczył. On musi tego chorego przyjąć, zbadać, niezależnie od tej choroby czy od sytuacji.

Taki klasyczny przykład: niektórzy śmieją się nieraz z proktologa, że to per rectum. Nikt by nie chciał za grube pieniądze takiej pracy wykonywać, ale on wykonuje ją nie dlatego, że to lubi, ale dlatego, że chce pomóc temu choremu i taką ma specjalizację.

Każdy lekarz, jeśli chce autentycznie pomagać, musi tego chorego przyjąć, zbadać, zdiagnozować.

Pan Jezus jest właśnie Tym, który przyszedł do grzeszników. Sam to pokazuje na przykładzie spotkania u Mateusza, gdzie przychodzą celnicy, grzesznicy, ci wszyscy, którymi ci bardziej pobożni się oburzali. No jak On może z nimi się zadawać?

Właśnie z nimi, ponieważ do nich przyszedł, aby ich uleczyć.

Tu jest kolejna myśl świętego Augustyna, żebyśmy nie myśleli, że jest to jakieś specjalne wyróżnienie dlatego, że są grzesznikami. Pan Jezus dlatego do nich przychodzi, bo ich kocha, bo są grzesznikami? Nie.

Augustyn pisze:

„Nie należy sądzić, że Chrystus miłuje grzeszników dlatego właśnie, że są grzesznikami”.[3]

Dalej święty Augustyn pisze:

„Ocalenie ludzi od ich nieprawości jak od choroby; uzdrowienie to dokonuje się przez nawrócenie”.[3]

Chrystus przecież jest Bogiem i pamięta moment stworzenia świata, stworzenia człowieka, powołania go do jedności z Bogiem. Ten opis — to już jest mój komentarz tutaj, nie Ojców Kościoła — moment, kiedy człowiek był w jedności z Panem Bogiem, ten opis raju, pierwotnej bliskości.

Jezus widzi, co się stało z człowiekiem po grzechu pierworodnym, przez indywidualne grzechy każdego z nas. Jak ten obraz pierwotny gdzieś się zaburzył, jak ta jedność z Bogiem się zaburzyła. Przychodzi odnowić w nas ten obraz, bo czym innym ma być zbawienie człowieka? Powrotem do tej jedności z Panem Bogiem.

Tu wrócę jeszcze do początku rozważania, gdy użyłem takich mocnych słów o tym obrzydzeniu.

Czasami człowiek tak w grzechu patrzy też na siebie: „Co ja narobiłem? Jak nagrzeszyłem? Dla mnie już nie ma ratunku”.

Zwłaszcza gdy mam pogrzeby samobójców na parafii, a to już nieraz miałem, zastanawiam się, co w tym człowieku się takiego stało, że nie potrafił szukać pomocy — czy u swoich bliskich, czy u profesjonalistów, czy nawet przyjść na spowiedź do księdza, czy porozmawiać. Jak bardzo musiał wewnątrz siebie czegoś nienawidzić, czegoś nie akceptować, że nie był w stanie nawet tego wypowiedzieć przed kimś. Nawet w pełnej dyskrecji konfesjonału.

Chociaż tego akurat nie wiem, bo jeśli ktoś się spowiadał przed popełnieniem samobójstwa, to i tak żaden ksiądz tego publicznie nie powie, bo jest przecież tajemnica spowiedzi.

Chciałbym wrócić do tego początku: do chorego idzie lekarz. Jezus przyszedł do chorych.

Akurat dzisiaj na naszej takiej wewnętrznej grupie księży, gdzie mamy kilku kolegów, piszemy na bieżąco jakieś informacje czy dzielimy się refleksjami, jeden z księży — obecnie pracuje we Włoszech, chyba nie w samym Rzymie, ale do Włoch oddelegował go biskup — podesłał bardzo piękny artykuł.

Przeczytam jego tytuł:

„Historia amerykańskiego biskupa, który popadł w depresję: «Nie bójcie się prosić o pomoc»”.[4]

To jest świeży artykuł, z 3 września 2026 roku. Chodzi o biskupa Jamesa Conleya, biskupa diecezji Lincoln w stanie Nebraska w USA.[4]

Krótko tylko streszczę ten artykuł.

Biskup mówi o tym, że księża bardzo często są gdzieś pod presją tego, że muszą być cały czas dostępni, że chcą wiele robić, cały czas być dla ludzi i czasami gdzieś nie mają czasu dla siebie. Albo może nie tyle nie mają czasu, co nie potrafią go wygospodarować i dobrze tym czasem zarządzać.

Wielu księży wpada gdzieś w depresję czy w jakieś inne problemy psychiczne i boją się szukać pomocy, bo uważają, że są jakimiś nadludźmi, jakby kapłaństwo gdzieś to człowieczeństwo zniwelowało.

On mówi: nie. Kapłaństwo, bycie biskupem nie niweluje człowieczeństwa. Należy szukać pomocy.

Ten artykuł akurat dzisiaj czytałem, zanim zacząłem to rozważanie nagrywać i pisać.

Zobaczmy, jakże często człowiek właśnie boi się szukać pomocy, bo uważa, że jest już tak chory, że nikt mu nie pomoże.

Jeśli masz takie odczucia gdzieś w sobie, to nie bój się zwracać o pomoc: do psychologa, do psychiatry, czy skorzystać ze spowiedzi — czy tej zwykłej w konfesjonale, czy poprosić o spowiedź indywidualną.

To nie jest tak, że księża nie mają czasu. To jest tak, że często księża nie są proszeni o takie posługi.

Wielu księży gdzieś jest może nawet zmęczonych spowiedzią, bo nieustannie to takie najprostsze: „Jadłem mięso w piątek, nie byłem na Mszy”. Prawie takie jak usprawiedliwianie się przed lekcją, że przychodzi uczeń: „Proszę pani, nie byłem tydzień temu na lekcji, bo byłem chory”.

Teraz już nawet tego nie ma w szkole, bo przez dziennik rodzice usprawiedliwiają, ale tak to kiedyś wyglądało.

Jeśli czujesz się tym właśnie chorym, jeśli potrzebujesz nawrócenia, ten grzech gdzieś cię przytłacza, to pamiętaj, że do ciebie szczególnie przyszedł Jezus.

On nie przyszedł do tych, którzy uważają się za ekstra super pobożnych, ale mówi:

„Lekarza potrzebują ci, którzy się źle mają”.[1]

Przypisy:

  1. Mt 9,12.
  2. Św. Jan Chryzostom, Homilia 30 na Ewangelię według św. Mateusza, komentarz do Mt 9,9–13.
  3. Św. Augustyn, De consensu evangelistarum (O zgodności Ewangelistów), II, 27, 61.
  4. Andrea Galli, „La storia del vescovo statunitense caduto in depressione: «Non temete di chiedere aiuto»”, Avvenire, 3 września 2026 r. Artykuł dotyczy bp. Jamesa Conleya, biskupa Lincoln w stanie Nebraska.
Wideo Oglądaj na YouTube

Komentarz do Ewangelii w formie wideo.

Wideo: Jezus jako lekarz nie brzydzi się chorym. Otwórz na YouTube

Co dalej?