O kogo się troszczysz? - z tych osób, które są tobie powierzone, albo tych, co do których sam rozeznajesz, że należy objąć je jakąś troską. Pytam właśnie: o kogo? Czyli nie o rzeczy. Nie chodzi o to, czym zatroskane jest nasze serce na co dzień, czym się zajmujemy, ale o kogo się troszczysz.
Dzisiaj Jezus mówi do swojego umiłowanego ucznia Jana: „Oto Matka twoja”. Z wysokości krzyża spogląda na tych dwoje i mówi: „Oto Matka twoja”. Powierza Ją opiece Jana. Za chwilę czytamy: „I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie”.
Możemy skrótowo pomyśleć: a tak, zamieszkała u niego, zaopiekował się Nią. Ale nie. Święty Augustyn tak komentuje ten fragment:
„Przyjął Ją więc nie do swoich posiadłości, bo żadnych własnych nie miał, lecz pod swoją pełną oddania opiekę”.1
To jest ważne, bo pamiętajmy, że apostołowie, którzy poszli za Jezusem, byli wędrowcami. Cały czas gdzieś chodzili z Jezusem, tworzyli grupę, która nieustannie się przemieszczała. Jan, przejmując pod swoją troskę Maryję, nie wziął Jej w tym sensie, że po prostu zamieszkała z nim, ale zaopiekował się Nią. Od tego momentu ma się przejmować losem Maryi, ma Ją wziąć pod swoją opiekę, pod swoją troskę.
Ta myśl Augustyna zainspirowała mnie, żeby zadać pytanie z początku rozważania: o kogo się troszczysz?
Każdy z nas troszczy się o kogoś. Niektórzy z samego obowiązku czy powinności, inni dlatego, że mają otwarte serca i szukają osób, o które mogą się zatroszczyć.
Ta powinność dotyczy chociażby rodziców. Nie ma nic nadzwyczajnego w tym, że rodzice powinni troszczyć się o swoje dzieci. Powinni kupić im książki czy ćwiczenia do szkoły. Może teraz szkoła daje darmowe podręczniki, ale chociażby do religii trzeba kupić książkę, zeszyty czy przybory szkolne. Trzeba zadbać, żeby dziecko miało kanapki w szkole, a przede wszystkim zadbać o jego wychowanie.
Są osoby, które z natury są nam powierzone. Podobnie starszymi rodzicami powinny zająć się ich dzieci. O tym również pisali tutaj Ojcowie Kościoła.
Ten obraz szkoły przyszedł mi na myśl jako pierwszy. Nieraz miałem dyżury w świetlicy i musiałem czekać, aż przyjdzie drugi nauczyciel, nawet jeśli spóźnił się kilka minut. Nie mogłem zostawić dzieci i powiedzieć: „Słuchajcie, jest trzynasta, ja kończę świetlicę, idę sobie do domu”. Musiałem czekać na drugiego nauczyciela. Kiedy przychodził, przekazywałem mu listę. Teraz jest łatwiej, bo wszystko jest w komputerze: kto jest obecny, kto zostaje. Od tego momentu ten drugi nauczyciel troszczy się o te dzieci, ma je pod swoją opieką.
Zobaczmy, to właśnie jest troska: konkretnie ktoś się kimś w danym momencie opiekuje.
Kilka dni temu, w niedzielę, byłem w Poznaniu na inauguracji roku skautowego Skautów Europy. W kontekście dzisiejszego rozważania chcę również o tym powiedzieć, bo odbywały się tam nowe nominacje do służby. Byłem tam jako duszpasterz razem z jeszcze jednym księdzem z Poznania, chrystusowcem. Musiał później wcześniej wyjechać, więc błogosławiłem osoby podejmujące te posługi.
Chodzi mi szczególnie o gałąź żeńską, bo z nią jeżdżę na obozy. Nowa hufcowa Hufca Poznańskiego, Halina, z wielkim przejęciem podjęła swoją służbę. Była też nowa drużynowa drużyny poznańskiej, Klara, oraz nowa drużynowa drużyny gnieźnieńskiej, Aniela. Szczególnie kibicuję drużynie gnieźnieńskiej, żeby się rozwijała, bo to moja diecezja.
Gdybyście widzieli, z jakim przejęciem one podejmowały tę służbę. Przyrzekały, że nie żądają za nią żadnego wynagrodzenia pieniężnego, że będą się również rozwijały pod względem pedagogicznym, żeby pomagać harcerkom wzrastać w duchu służby Panu Bogu, Ojczyźnie i Kościołowi.
Naprawdę piękne jest przeżycie, gdy młody człowiek podejmuje decyzję, że chce zatroszczyć się o innych. Może nie zawsze o swoich rówieśników, bo z reguły te dziewczyny posługują osobom trochę młodszym od siebie. Znam je jednak z obozów i widziałem, jak potrafią służyć, z jak wielkim przejęciem i troską to robią.
Jeszcze jeden przykład, tym razem księżowski. Nieraz słyszałem, że ksiądz mówi: „Parafianie powinni się o mnie troszczyć. To nie może być tak, że ja nie mogę co dwa lata zmienić samochodu. Oni mają dać wystarczająco, mają się zatroszczyć”.
Zobaczmy, jak bardzo przestawiona jest tutaj logika.
Powinna być raczej taka: jak ja mam zatroszczyć się o moich parafian? Co mogę dla nich zrobić? Może więcej się zaangażować? Może lepiej się przygotowywać? Może stworzyć jakieś miejsce spotkań? Może organizować więcej spotkań? Może pielgrzymki?
Trzeba tylko przestawić tę logikę: jak ja mam się troszczyć, zamiast: jak oni mają się mną zająć i o mnie troszczyć?
Może ten ostatni, negatywny przykład był niepotrzebny, ale myślę, że dobrze pokazuje właśnie to spojrzenie: czy czekam, aż ktoś zatroszczy się o mnie, czy sam troszczę się o innych?
O tych, którzy są mi powierzeni z natury: dlatego że jestem rodzicem, nauczycielem albo po prostu mam kogoś pod opieką. Także o tych, co do których sam rozeznaję, że powinienem objąć ich swoją troską.
Przykładem jest właśnie służba w skautingu, o której wspomniałem. Mówiłem tutaj o nurcie żeńskim, ale podobnie jest w nurcie męskim. Tam również była jedna nominacja, choć nie pamiętam już imienia, bo jeżdżę na obozy z dziewczętami.
Te młode osoby rozeznały, chociaż nikt im tego nie nakazywał, że chcą objąć swoją troską harcerki czy młodsze dziewczęta — w harcerstwie mówi się „zuchy”, natomiast w skautingu „wilczki”, czyli te dzieci, które dopiero wchodzą na drogę skautową.
Pomyśl: o kogo się troszczysz?
1 Św. Augustyn, In Iohannis Evangelium Tractatus 119, 3, komentarz do J 19,25–27: https://www.newadvent.org/fathers/1701119.htm