„Ludzie, uciekajta, doktorzy jadą! Do szpitali zabierać będą! Chowajta się!”
Może trochę prześmiewczo, ale pewnie kojarzymy ten fragment. Ktoś pamięta go z filmu „Noce i dnie”, ktoś inny widział w internecie, gdzie ten urywek bardzo często jest pokazywany. Kobieta biegnie przez wieś przerażona i krzyczy, żeby się chować, bo przyjechali lekarze w związku z epidemią tyfusu. Ludzie byli przerażeni.
Dlaczego od tego fragmentu rozpoczynam dzisiejsze rozważanie biblijne?
Jezus mówi: „Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony”.
Tutaj Jezus ukazuje całe swoje posłanie. Święty Augustyn, komentując ten fragment, posługuje się obrazem lekarza. Chrystus przyszedł jako lekarz do chorego świata. Augustyn pisze:
„O ile zależy to od lekarza, przyszedł On uleczyć chorego. Kto nie chce zachować zaleceń lekarza, sam siebie gubi”.
Lekarz przychodzi, bo chce uleczyć chorego, ale jeśli chory odrzuca zalecenia lekarza, prowadzi sam siebie do zguby. Chrystus przyszedł zbawiać, a nie potępiać. To podkreśla święty Augustyn.
Zobaczmy: Jezus przyszedł zbawić świat. Bardzo podoba mi się właśnie ten obraz lekarza u świętego Augustyna. Chrystus przyszedł uleczyć świat, ale ten świat Jezusa odrzucał i odrzuca po dzień dzisiejszy.
Tak sobie pomyślałem i właśnie skojarzył mi się ten fragment z filmu: „Ludzie, uciekajta, doktorzy jadą!”, bo ludzie byli przerażeni tym, czego ci lekarze będą od nich chcieli.
Jak dzisiaj ludzie reagują na przyjście Jezusa?
Wielokrotnie sam w kazaniach czy na katechezie używałem takiego porównania: Jezus jest lekarzem, Jezus chce cię uleczyć, chce cię uzdrowić. Tak mówimy. Ten obraz niemal powszechnie przyjął się w Kościele i bardzo często jest używany.
Ale jak ludzie go odbierają? Nad tym właśnie dzisiaj się zastanawiam.
Czy naprawdę, kiedy mówimy, że Jezus jest lekarzem, każdy odpowie: „Tak, niech mnie uleczy”?
Wielu powie: „Nie, ja nie jestem chory. Jak Jezus ma mnie uleczyć? Ja nie jestem chory”.
Oczywiście nie chodzi mi tutaj o uzdrowienie fizyczne, kiedy ktoś modli się o zdrowie. Wiadomo: jak trwoga, to do Boga. Kiedy zdrowie zaczyna szwankować, wszystkie modlitwy z katechizmu potrafią się nagle przypomnieć.
Chodzi mi natomiast o uznanie naszego wnętrza: że potrzebujemy uzdrowienia, że potrzebujemy Zbawiciela.
Jezus mówi, że Bóg po to posłał swojego Syna na świat, aby świat został zbawiony. Pytanie tylko: czy człowiek tego chce? Czy człowiek uznaje, że potrzebuje Zbawiciela, że potrzebuje lekarza?
Jeśli człowiek nie uzna, że jest chory, obraz lekarza czy doktora do niego nie trafi. Po co mi lekarz, skoro nie jestem chory?
Nikt zdrowy nie będzie chodził po lekarzach. Będzie chodził na siłownię, na basen, będzie korzystał z życia, będzie uprawiał sport, ale nie pójdzie do lekarza, żeby go leczył, bo nie czuje się chory.
Zobaczmy, ilu współczesnych ludzi nie uważa, że potrzebuje Zbawiciela.
„Żyję i jest dobrze. Mam pieniądze, mam popularność, mam samochód, mam dom, mam znajomych, fajnie spędzam weekendy. Jest dobrze. Jest git, git. Super jest”.
Życie się toczy.
Dlatego wielu ludzi już nie patrzy na swoje życie z tej perspektywy: czy potrzebuję Zbawiciela? Czy potrzebuję czegoś więcej? Czy moje życie gdzieś dalej dąży? Rzeczy codzienne całkowicie im wystarczają.
Szukałem tutaj jakiegoś obrazu. Może często odnoszę się do osób uzależnionych, ale to jest dobry przykład.
W przypadku człowieka uzależnionego szansa na wyzdrowienie pojawia się dopiero wtedy, kiedy uzna, że jest chory, że ma problem. Dopóki problemu nie uznaje, mówi: „Jak to? Ja za dużo piję? Ja za dużo biorę narkotyków? Przecież kto dzisiaj sobie nie pali?”. Dopóki tego nie uzna, nie ma szans, żeby został uzdrowiony.
Tak samo jest z człowiekiem grzesznym. Człowiek, który spłaszcza swoje życie tylko do tego świata, może uważać: „To nie są grzechy. To, co robię, jest w porządku. Nie muszę myśleć o niebie”.
Dopóki nie uzna, że potrzebuje Zbawiciela, dopóki nie uzna, że potrzebuje lekarza, dopóki nie ustawi się w tej perspektywie spojrzenia na siebie jako stworzenia wobec Stwórcy, niewiele Pan Bóg w jego życiu zdziała.
Źródło: św. Augustyn, Traktat 12 do Ewangelii Jana, 12, komentarz do J 3,17: pełny tekst komentarza św. Augustyna.