„Dobra, spoko, nic się nie stało, wybaczam. Ręka na zgodę, idziemy. Nie ma problemu”.
A za chwilę za plecami: „O, ja mu nie odpuszczę. Niech tylko gnój po coś do mnie przyjdzie. On jeszcze zobaczy, jeszcze się przekona”.
Ile razy coś takiego widzieliśmy albo słyszeliśmy? Naprawdę wielu ludzi potrafi powiedzieć: „No dobra, przebaczyłem”, ale w sercu nadal nosi zadrę. Tylko szuka okazji, żeby się zemścić.
Dzisiejszy tekst na końcu podaje bardzo cenne słowa Jezusa: „Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”.
To serce jest bardzo istotne. Można przebaczyć tylko zewnętrznie, ale w środku nadal nosić zadrę. Czasami mówimy: „No, ja mu wybaczyłem”, ale ktoś powie do nas: „Słuchaj, wiesz, co on o tobie mówił?”. „Co? On o mnie mówił?”. Już uruchamiamy się na nowo, bo okazuje się, że wewnątrz to wszystko jeszcze gdzieś w nas siedzi.
Pan Jezus, opowiadając dzisiejszą przypowieść, nie mówi jej po to, żebyśmy stwierdzili: „No, trzeba przebaczyć, to przebaczę”, ale żebyśmy zeszli głębiej, do naszych serc. „Z serca” przebaczyć swojemu bratu. Jest tu więc pragnienie całkowitego wybaczenia.
Święty Augustyn — dzisiaj się do niego odniosę — pozostawił dwa piękne komentarze. Pisze: „Lepiej, żebyś był gwałtowny w słowach, a przebaczył w sercu, niż żebyś był łagodny w słowach, ale w sercu pozostał nieprzejednany”.
Czyli wracamy do przykładu z początku dzisiejszego rozważania, kiedy ktoś wypowiada łagodne, piękne słowa: „Wybaczam”, ale wewnątrz tylko czeka na okazję, żeby się zemścić. Augustyn mówi: nie. Lepiej bądź w słowach nawet twardy, gwałtowny, ale miej serce przebaczające. Odpuść temu człowiekowi.
Drugi komentarz jeszcze bardziej to wyjaśnia. Święty Augustyn pisze: „Dlatego Pan dodał: «z waszych serc», aby nawet wtedy, gdy z miłości stosuje się surową dyscyplinę, łagodność nie opuszczała serca”.
Tu dochodzimy do sedna tego przesłania. Wielu ma już dosyć tego słodzenia, nawet w Kościele: „Wybacz, wybacz, wybaczaj”. No to co? Mam wszystkim odpuścić? Wszystkie długi darować? Zrobić z siebie kozła ofiarnego, krzywe drzewo, na które każda koza wejdzie?
Niekoniecznie.
Odpuścić w sercu to znaczy nie żywić urazy, nie chcieć zła dla tego człowieka. W kontekście dzisiejszej przypowieści: tak jak my dostajemy miłosierdzie od Boga, tak mamy okazywać miłosierdzie innym. Konsekwencje jednak pozostają. Dlatego Augustyn mówił, że dyscyplina jest potrzebna. Może to być pouczenie drugiego człowieka, może być również poniesienie przez niego konsekwencji własnego czynu.
Zresztą zobaczmy na dzisiejszy tekst. Ten drugi sługa nie prosił o darowanie długu. Prosił o odroczenie: spłaci go, tylko niech tamten chwilę poczeka. Zły sługa nawet tego nie chciał zrobić. Natychmiast zażądał zwrotu długu i wtrącił go do więzienia.
Wybaczenie nie oznacza więc jakiejś przesadnej pobożności polegającej na odpuszczaniu wszystkiego. Mamy prawo żądać naprawienia krzywdy, jeśli ktoś wyrządził nam szkodę materialną, zniesławił nas czy dopuścił się wobec nas innego zła. Są różne sytuacje. Mamy wewnętrznie wybaczyć, ale to nie oznacza rezygnacji z konsekwencji zewnętrznych. Po prostu nie żywimy urazy, nie mamy chęci odpłacenia pięknym za nadobne, nie nosimy nienawiści w sercu.
Przyszedł mi na myśl przykład, niestety częsty w naszych domach: alkoholik w rodzinie.
Możemy myśleć: „A niech idzie na leczenie. Zemszczę się. Niech go tam dobrze przetrzepią, niech mu pokażą, gdzie raki zimują, niech go tam trzymają w tym zakładzie”. Jest w tym chęć zemsty — żeby dostał za swoje.
Można jednak myśleć zupełnie inaczej: „Wiem, że ten człowiek jest chory, że to choroba alkoholowa. Niech idzie do zakładu, niech podejmie leczenie, ale po to, żeby dzięki temu odzyskał wolność. Żeby dzięki temu wzrósł, żeby wrócił do swojego człowieczeństwa”.
To całkowicie inna postawa serca. Człowiek myśli o drugim dobrze, chce mu pomóc.
Wybaczmy więc z serca swemu bratu. Zawsze, gdy oficjalnie zadeklarujemy: „Wybaczyłem, zgoda”, pomyślmy: czy naprawdę w sercu mamy to wybaczenie i miłość do drugiego człowieka?