Nie bój się. Odtąd ludzi będziesz łowił. Pozostawili sieci i poszli za Nim. Ten piękny tekst biblijny słyszymy akurat dzisiaj, w pierwszy czwartek miesiąca, kiedy Pan Jezus powołuje świętego Piotra i apostołów. Odtąd, zamiast być zwykłymi rybakami, mają stać się rybakami ludzi.
Chciałbym odnieść się dzisiaj do świętego Ambrożego. On właśnie rozważa ten tekst i pisze tak:
„Słusznie sieci są narzędziami apostolskiego połowu, bo nie zabijają schwytanych, lecz zachowują ich i wydobywają z głębiny ku światłu; miotanych falami przenoszą z tego, co niskie, ku temu, co wysokie”.
Najpierw powiem, co to jest to niskie i wysokie, a później już przejdę do samego połowu tymi sieciami, bo to jest naprawdę rzecz piękna, tak analizując ją.
Najpierw jeszcze wcześniejszy cytat świętego Ambrożego. Pisze on tak:
„Gdy dusza raz przylgnie do pożądań, zanurzona w rzeczach ziemskich, trudno jej wznieść się z powrotem ku górze, skąd zstąpiła, bez Bożej pomocy”.
Zatem zobaczcie, to słowo, którym łowią apostołowie, wyciąga człowieka z głębin, z jego pożądań, z tego ziemskiego po prostu życia, miotanego falami, i przenosi z tego, co niskie, ku temu, co wysokie. To jest bardzo ważne, że to słowo ma konkretną pomoc: ma wyciągnąć człowieka z powrotem ku temu, co Boże.
Dla nas ten obraz może być taki trochę obcy, bo my kojarzymy rybaka jako tego, który wyławia rybę i później ona jest zabijana i trafia na stół. Natomiast w tym obrazie chodzi o coś całkowicie innego. Właśnie ta głębina jest pokazana jako coś wrogiego i z tej głębiny jest wydobywana ta ryba ku światłu, ku górze.
Co ważne, podał tutaj Ambroży: sieć nie zabija schwytanych. Ona wydobywa te ryby nieuszkodzone. Czyli to już mamy: słowo ma wydobywać z głębi ku światłu Bożemu, ku życiu Bożemu. Myślę, że te wszelkie nasze jakieś podteksty czy analogie do współczesnego rybactwa możemy zostawić, bo ważne jest to przesłanie, które dał Pan Jezus, że wydobywa się je ku życiu, ku życiu Bożemu.
Teraz jeszcze przejdźmy z powrotem do naszych wyobrażeń. Każdy z nas jakieś ma wyobrażenie o rybactwie czy o wędkarstwie. Być może są tu wędkarze, a wędkarze zasadniczo dzisiaj dzielą się na różne grupy. Są spinningiści, są wędkarze spławikowi i są tak zwani karpiarze.
Zwłaszcza karpiarze dzisiaj mają mnóstwo sprzętu za kilkadziesiąt tysięcy złotych. Pośród tego sprzętu są często sonary. Jeśli ktoś nie wie, to są takie urządzenia: łódka sobie wypływa, sterowana pilotem. Są już nawet takie łódki z GPS-em. Płynie sobie przez jezioro i bada grunt, sprawdza, jak jest głęboko w danym miejscu, czy jest roślinność, ale też wykrywa ryby.
Jeśli znajdzie ryby, wtedy automatycznie zaznacza, że w tym miejscu są zgromadzone ryby, pokazuje nawet ich wielkość. Tacy karpiarze po prostu w tym miejscu później nęcą. GPS nawet zaznacza im, gdzie ta łódka ma później przywieźć zanętę i w którym miejscu ją rzucić. Tak dzisiaj łowienie wygląda.
Ci, którzy łowią wielkie sumy czasami na rzekach, potrafią płynąć całą rzekę i tym sonarem sprawdzać, dosłownie zatrzymać się sumowi nad głową. Podobnie ci, którzy łowią wielkie szczupaki, pływają po całych jeziorach i szukają sonarem, gdzie jest ryba, nad nią się zatrzymują i próbują ją złowić.
No takie dzisiaj są czasy. Tak dzisiaj wygląda nowoczesne wędkarstwo. W porównaniu z nim taki tradycyjny, że tak powiem, wędkarz spławikowy, który sobie przychodzi, widzi jezioro, zarzuca, sam bada grunt, sam próbuje te ryby zanęcić, to już prawie archaiczne łowienie, ale ja osobiście się przyznam, że dla mnie najpiękniejsze.
Zobaczmy jednak dalej. Te sonary, które wykrywają ryby, pewnie w profesjonalnym rybactwie są jeszcze bardziej dopracowane. Wypływają łodzie, szukają konkretnych ławic i wtedy dopiero sieciami wyciągają te ryby.
Natomiast za czasów Jezusa nie było żadnych sonarów. Ta sieć wpadała w głębię i czasami ryby były wyciągnięte, czasami nie. Zresztą widzimy, że apostołowie nic nie złowili, natomiast po słowach Jezusa sieci się niemalże rozrywają.
To jest właśnie ta myśl główna, do której chciałem jeszcze przejść na koniec. Mianowicie my poprzez słowo rzucamy właśnie te sieci w głębiny i nie wiemy, co sieci wyciągną, ale ważne, żeby to słowo było.
To jest właśnie najpiękniejsze, bo słowo, które ksiądz głosi z ambony, trafia do ludzi. Oni wychodzą później z kościoła i de facto nie wiadomo, czy ktoś to słowo zapamiętał. Często jest tak, że po wyjściu z kościoła już nie pamiętamy, o czym była Ewangelia, ale może być tak, że to słowo w kimś zostanie. Albo danego dnia mu pomoże, albo nawet po jakimś czasie się przypomni.
Nawet w trudnych momentach ktoś może pomyśleć: a ten ksiądz mówił kiedyś na kazaniu, to jakoś mnie wsparło. To jest naprawdę genialne. Czy to słowo w konfesjonale, już bardziej spersonalizowane, trafiające do konkretnego penitenta.
Dlatego właśnie, tak jak apostołowie, mamy głosić słowem. Zarówno księża, bo dzisiaj akurat pierwszy czwartek miesiąca, modlitwa o powołania kapłańskie, księża, siostry zakonne, misjonarze, ale też każdy z nas. Osoby świeckie także mają głosić słowem.
Może właśnie twoje słowo, gdzieś zupełnie powiedziane, nawet byś nie pomyślał, że jakoś może w kimś zapaść, ale zostaje jako świadectwo, jako powiedzenie o swojej wierze. Dlatego nie żałujmy tych słów, bo nigdy nie wiemy, w jaką głębię one trafiają.
Może akurat trafią do człowieka, który tego słowa potrzebował. To słowo go podniesie, wyniesie właśnie z tych głębin, z tych spraw czysto ludzkich, z jakichś pożądań ku sprawom właśnie Bożym.