Ta sama prawda może pomóc albo zaszkodzić. Ktoś powie: jak? Przecież prawda to prawda. Jak może zaszkodzić albo pomóc?
Zobaczmy to w dzisiejszym tekście. Pan Jezus mówi przypowieść o słudze, który miał zostać i zarządzać domem. Pyta, który jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby we właściwej porze rozdawał jej żywność.
Do żywności za moment wrócimy, bo to jest istotny wątek, ale na początku: sługa wierny i roztropny. Dzisiaj w rozważaniu chciałbym się odnieść do Orygenesa, bo on właśnie mówi, że to są dwa istotne określenia: wierny i roztropny. One nie są tożsame ze sobą. Dlatego Pan Jezus je rozdzielił.
Tu oczywiście ten tekst może być odnoszony do Sądu Ostatecznego. Bardzo często Ojcowie Kościoła odnosili go też do pasterzy Kościoła i w tym kluczu właśnie dzisiaj pójdziemy: wierny i roztropny. Co to oznacza? Dwa różne aspekty, ale dwie rzeczy, które muszą być razem.
Wierny oznacza człowieka, który wie, że żyje z prawami Bożymi, jest wierny Panu Bogu we wszystkim, czyli taki, byśmy powiedzieli, ideał katolika czy ideał księdza. A człowiek roztropny to jest ten, który potrafi zarządzać tym dobrem, który wie, co i kiedy trzeba zrobić. Czyli tu bardziej to byśmy pod inteligencję podciągnęli nawet, czy pewien sposób po prostu rozumienia świata, postrzegania świata.
Dlaczego te dwie rzeczy są ważne? Najpierw wyobraźmy sobie sytuację, kiedy ktoś nie ma tych dwóch cech razem, tylko ma je pojedynczo.
Czyli człowiek wierny: jest pobożny, modli się. Przenieśmy już to bezpośrednio na księdza, bo on tam mówił o duszpasterzach. Czyli taki ksiądz, który rzeczywiście się modli, zawsze wszystko ma ułożone, jest blisko Pana Boga, ale nie potrafi wejść w kontakt z ludźmi, nie potrafi gdzieś rozpalić parafii, bo wszystkich ma jedną miarę. Tak i tak macie się modlić. Są nieraz tacy księża, gdzie odchodzą z parafii i parafia jakoś oddycha, bo mają taką rozbudowaną pobożność, wszystkich wkładają w jedną miarę, chcieliby, żeby wszyscy mówili tylko różańce, godzinami siedzieli w kościele. Jest to potrzebne, ale nie może być to miara przekładana na każdego człowieka, bo każdy ma różne potrzeby duchowe.
Teraz druga sytuacja: człowiek roztropny. Wie, jak to wszystko wszystkim przekazać. Tu jest odniesienie do świętego Pawła. Myślę, że kojarzymy ten fragment: w Liście do Koryntian mówił, że niemowlę nie zje pokarmu stałego, czyli tutaj schabowego nie można dać niemowlęciu, bo potrzebuje innego pokarmu jako niemowlę. Czyli człowiek wchodzący dopiero na płaszczyznę wiary potrzebuje innego wprowadzenia niż ten, który potrzebuje katechizacji, bo już jest człowiekiem wierzącym.
Tak samo ten ksiądz potrafi rozeznać: temu dać to, temu tak to przedstawić. Ale jeśli nie będzie wierny, to szybko zacznie manipulować ludźmi, bo zobaczy: a tu można, tu wykorzystać, tu można kogoś w ten sposób poprowadzić i zaczyna grać w swoją grę.
Czyli potrzeba człowieka wiernego i roztropnego. Wierny Panu Bogu we wszystkim, cały czas jest człowiekiem wierzącym, jest roztropny, ponieważ wie, jak komu co przekazać.
No ja powiem osobiście z posługi kapłańskiej: najbardziej kocham spowiedź i rozmowy indywidualne, rozmowy duchowe. To jest po prostu dla mnie osobiście najlepsza rzecz, bo kazania — niektórzy mówią, że ładne kazania, lubią, trafiają do ludzi — i to różnie wychodzi. Nawet te rozważania różnie wychodzą, ale w spowiedzi indywidualnej czy rozmowie indywidualnej jest to piękne, że ja mówię do konkretnej osoby. Już nie mówię ogólnie do ludzi: „Bracia i siostry, nawracajmy się”, ale do tej osoby. Nawet jeśli mówię „pan”, „pani”, to i tak zwracam się do kogoś konkretnego. On przychodzi z konkretnym problemem czy z konkretnym grzechem. Ja mogę konkretnie go jakoś pouczyć i to jest dla mnie piękne, bo wtedy, że tak powiem, to całe nauczanie, ta cała teoria, wszystko w tym momencie gdzieś jakoś się realizuje.
Tu jest ta roztropność: jak to przekazać każdemu? Orygenes właśnie mówił, że można iść jedną miarą, wszystkim tak samo jasno tłumaczyć, ale każdy człowiek jest inny.
Zanim jeszcze wrócę do tej duchowości, to weźmy ten obraz właśnie pokarmu, o którym mówiłem na początku. Tu Jezus mówi, żeby we właściwej porze rozdawał żywność. Ten obraz żywności jest bardzo świetny, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, gdy wiele ludzi gdzieś jedzie na kolonie, na obozy, na wyjazd wspólny i pierwsze, co podają, swoją dietę. Spisuje się, że ci mają taką dietę, ci taką dietę, ci mogą jeść to, ci mogą jeść tamto. Takie są czasy. Dzisiaj różni ludzie mają pokarmowe sprawy, że nie mogą czegoś jeść, spożywać, bo im szkodzi. To już jest w naszych czasach rzecz oczywista. Tak trzeba też dostosować te dania, tę dietę.
A teraz, przekładając to na codzienność, na to życie duchowe, chciałoby się wszystkim jedną miarę rzucić. Jedni mają pobożność bardziej maryjną, inni się modlą do Ducha Świętego, inni taką tradycjonalistyczną. Każdy człowiek ma swoje jakieś potrzeby duchowe i właśnie ta wierność jest potrzebna z roztropnością, żeby do każdego odpowiednio trafić.
Inaczej się rozmawia z człowiekiem, który chodzi na spotkania Odnowy w Duchu Świętym, inaczej z człowiekiem, który często się modli, rozważa w domu Pismo Święte, a inaczej z człowiekiem, który przychodzi ochrzcić swoje dziecko, żyje bez ślubu, ostatni raz był w kościele na swoim bierzmowaniu.
Naprawdę można, jak to niektórzy mówią: „Ja powiedziałem prawdę”. Prawda, która gdzieś trafiła źle, która gdzieś zabolała. Stąd Orygenes mówi o tej konieczności dostosowania przekazu. Nie prawdy, bo prawda pozostaje ta sama, ale przekazu. W jaki sposób to przekazywać.
Teraz już puentując, zobaczmy w naszym życiu, jakże często wiele jakichś nieporozumień wiąże się z tym, że wychodzimy i wszystkich jedną miarą: tak i tak ma być i koniec. Zobaczmy, trzeba rozeznać, tak jak z tą dietą: co ten człowiek może jeść, co może spożywać, co mu szkodzi.
Tak z życiem duchowym, z przekazywaniem wiary, prawdy. Na ile on jest gotowy coś przyjąć, na ile on rozumie sprawy Boże. Często jest tak, że komuś zaczynamy coś tłumaczyć już zbyt szczegółowo, a w ogóle nie ma zielonego pojęcia o wierze, o Panu Bogu, o Piśmie Świętym. To są rzeczy, które gdzieś do niego mało że nie trafiają, to gdzieś jeszcze, zbyt szczegółowo omówione, powodują w nim jakąś niechęć do Pana Boga.
Więc ten dzisiejszy tekst biblijny o słudze wiernym i roztropnym, rozdającym żywność we właściwym czasie, będzie dla nas wskazaniem, że mamy też odpowiednio, we właściwym czasie przekazywać prawdę i wiarę innym.