Chciałbym, żebyśmy, analizując dzisiejszy tekst biblijny, zatrzymali się najpierw, rozważając, w jaki sposób to pytanie zostało zadane Jezusowi, a później przełożyli to na nasze życie. Nas też często o wiele rzeczy ludzie pytają, ale nie zawsze chcą dowiedzieć się tego, czego dotyczy pytanie. Te intencje mają właśnie bardzo przewrotne.
Zacznijmy od tekstu biblijnego. Dzisiaj uczony w Prawie pyta Jezusa: które przykazanie jest najważniejsze? Bardzo piękne intencje, byśmy powiedzieli, głębokie tutaj, bo on chce się dowiedzieć, które jest najważniejsze przykazanie, którego ma przestrzegać, żeby być właśnie wiernym Panu Bogu.
Ale Jan Chryzostom pisze: „Zadał to pytanie nie pragnąc się nauczyć, lecz wystawiając Go na próbę”. Zresztą Jan Chryzostom idzie tu za autorem dzisiejszej Ewangelii, bo sam ewangelista stwierdza, że uczony w Prawie zadaje to pytanie, chcąc wystawić Jezusa na próbę.
Zobaczmy. Pytanie bardzo szlachetne, ale nie o to chodziło, co tam Jezus odpowie. To nie jest najważniejsze. Najważniejsze jest, że może się pomyli, może coś tu źle powie, może Go pochwycimy wreszcie tutaj na jakimś bluźnierstwie, najlepiej żeby Go móc oskarżyć właśnie o bluźnierstwo, móc Go ukamienować i wreszcie się pozbyć. Szlachetne z pozoru pytanie.
Jeszcze dalej idzie Jan Chryzostom, bo mówi: Jezus, odpowiadając na to pytanie, mówi o miłości. Podaje dwa przykazania: miłość Boga i miłość bliźniego, oczywiście które są nierozerwalne. Dlatego często mówimy po prostu o przykazaniu miłości, ale tu są rozbite: to przykazanie miłości Boga i miłości bliźniego.
Jan Chryzostom, patrząc na tę odpowiedź Jezusa, która dotyczy miłości, mówi: zobaczmy, pytanie, które rodzi się z nienawiści. Przecież to wystawienie Jezusa na próbę nie było ot tak po prostu, że chcieli okazać swoją wyższość intelektualną, chcieli Jezusa tutaj po prostu tylko jakoś wpuścić w maliny, ale to było z nienawiści, bo oni naprawdę już mieli serdecznie dosyć Jezusa, szukali sposobności, jak Go zgładzić.
Jezus na pytanie, które wychodzi z nienawiści, mówi o miłości. Zobaczmy, jakie to jest piękne po prostu. Całkowite przy okazji zdemaskowanie serca tych ludzi. Może publicznie gdzieś to nie wyszło, ale w sercu odczuli, że oni tutaj chcieli Go pochwycić, nienawidzą Go, a Jezus mówi, że mają kochać Pana Boga, kochać bliźniego jak siebie samego.
Naprawdę ciekawy tekst biblijny. Myślę, że teraz to możemy przełożyć na nasze życie. Zastanówmy się, jakże często pytania, które ktoś gdzieś nam stawia, tak naprawdę mają tę przewrotną intencję, to drugie dno. Ktoś się o coś pyta, ale nie tak naprawdę z jakiejś troski, z jakiejś miłości, albo po prostu nas sprawdza: „A gdzie byłeś? A co robiłeś?”.
Albo czasami są takie wręcz grania na uczuciach, tu chociażby ta miłość: „O, już mnie nie kochasz, tak?”. Albo pytanie właśnie o miłość: „Kochasz mnie?”. Ale tam wcale nie chodzi o miłość, tylko: nie wiem, czy się o mnie zatroszczysz, czy coś dla mnie zrobisz. Takie warunkowe.
Przyjrzyjmy się. Tak z ciekawości możemy zobaczyć w swoim życiu, jakże często ktoś, pytając nas o coś, tak naprawdę wcale o to nie pyta, tylko gdzieś jakąś okrężną drogą próbuje zdobyć jakąś swoją informację albo czegoś się właśnie dowiedzieć, albo gdzieś nas nawet może i wpuścić w te maliny, jak tutaj Jezusa, wystawiając na próbę.