Samo formalne bycie w Kościele nie gwarantuje zbawienia w żadnym przypadku. Zobaczmy, dzisiaj jest bardzo piękny tekst biblijny, taki trudny, bo najpierw ten pan zaprosił ludzi na wesele. Wymawiali się, nie chcieli przyjść. Mówi: zapraszajcie wszystkich, z opłotków, biednych, bogatych, kogo spotkacie, zapraszajcie wszystkich. Elegancko, wszyscy przyszli, bawią się. Wychodzi pan i dostrzega wśród tego tłumu jedną osobę bez stroju weselnego. Mówi: wyrzućcie go stąd.
Możemy być w szoku: jak? Przecież został zaproszony, kazali wszystkim przyjść. Został zaproszony, ale jednak nie był gotowy. Tu oczywiście w pierwszej kolejności ten tekst dotyczy zbawienia, czasów ostatecznych. Miejmy nadzieję, że nikt z nas tego nie dozna, że Pan Jezus powie: no, ty nie jesteś gotowy, nie będziesz zbawiony.
Więc lepiej zastosujmy ten tekst do dzisiejszych czasów, a może to nam da właśnie coś do myślenia, w jaki sposób być naprawdę gotowym na zbawienie, a nie tylko być zewnętrznie w Kościele. To jest myśl akurat Grzegorza Wielkiego, który mówił, że to bycie w Kościele to jest właśnie bycie na tej uczcie. Bo Pan Jezus pierwotnie wyszedł do Izraelitów, do narodu wybranego, wołał, żeby się nawracali, ale wiemy, że Go odrzucili. Później wyszedł do pogan, Kościół stał się powszechny. Dzisiaj w Kościele są ludzie wszystkich narodów, wszystkich ras, wszystkich kultur.
Różni są ludzie w Kościele i my też jesteśmy w Kościele, ale często tylko właśnie zewnętrznie. Bo formalnie jestem wpisany w księdze chrztów, bo należę do parafii, bo przyjąłem kolędę, bo mam przyjęte sakramenty, bierzmowanie odnotowane w parafii i formalnie należę do Kościoła i będę zbawiony. O nie! To nie wystarczy. Trzeba żyć też zgodnie z Bożymi przykazaniami.
Tak szukałem jakiegoś konkretnego przykładu i przypomniał mi się przykład sprzed kilku lat w jednej z parafii, gdzie byłem wikariuszem. Sytuacja taka, że już miał się rozpocząć chrzest. Chrzestni przyszli, tam czekali przy wejściu do kościoła, ale nagle Msza się opóźnia o kilka minut. Nie wiedziałem zupełnie dlaczego. Okazało się, że ktoś życzliwy proboszczowi doniósł, że ten chrzestny, który tam czeka przy wejściu do kościoła, żyje w konkubinacie.
Okazało się, że wyłudził z parafii zaświadczenie. Powiedział, że on jest singlem. W konkubinacie albo nawet ślub cywilny miał, dokładnie już nie pamiętam tej sytuacji, ale była rzecz, która go dyskwalifikowała jako chrzestnego na pewno. Został poproszony do zakrystii. Okazało się, że tak, no oszukał, przyznał się. Opóźnienie z tego wynikało, że rodzina szybko szukała kogoś innego na chrzestnego, kto może rzeczywiście tę funkcję pełnić.
Zobaczmy, człowiek, który formalnie należy do Kościoła, formalnie załatwił sobie świstek, nie wiadomo, czy tego księdza tam oszukał, czy okłamał, czy gdzieś sobie w internecie kupił to zaświadczenie, ale de facto nie mógł być tym chrzestnym, nie mógł pełnić funkcji chrzestnego.
To jest w ogóle inny temat, dlaczego rodzice się decydują na takie sytuacje, bo oni przecież proszą kogoś, żeby był chrzestnym. To mnie zastanawia, ale to już mniejsza z tym, bo tu też mam swoją teorię. Raz jeszcze, jak byłem klerykiem, to wprost mi to powiedzieli w biurze: „No proszę księdza, ciocia jest najbogatsza w rodzinie. Albo ona będzie chrzestną, albo nikt”. A mówię: „No skoro planuje ślub za dwa lata, no to chrzcić dziecko za dwa lata. Ochrzcimy za dwa lata i koniec”. Bo ona musi być, bo jest najbogatsza.
No ale wracając do tego, zobaczmy, ten przykład konkretny pokazał, że można formalnie być w Kościele, formalnie mieć nawet zaświadczenie, formalnie wszystko się zgadza, ale de facto żyć niezgodnie z nauczaniem Kościoła.
Tak samo może okazać się w czasach ostatecznych, gdy Pan Jezus powie: dobrze, byłeś ochrzczony, masz zaświadczenie z parafii, przyjmowałeś kolędę, ale czy byłeś człowiekiem wierzącym?
To jest ten obraz dzisiejszej Ewangelii, gdy człowiek jest na uczcie, bawi się z innymi, ale Pan przychodzi i mówi: nie masz stroju weselnego, wyrzućcie go na zewnątrz.