„Usuń to dziecko”. Takie słowa usłyszała zmarła w 2010 roku, w wieku 65 lat, Katarzyna Sobczyk. Była wokalistką i dzisiaj chciałbym odnieść się konkretnie do jej przykładu, ponieważ dała takie świadectwo. Przeczytam cytat dosłowny:
„Wiesz, że ten dzieciaczek śni mi się? Wyciąga rączki. Mama, mama. Budzę się na poduszce mokrej od łez” — wyznała po latach.
Ta sytuacja dotyczyła jej młodości. Zakochała się w saksofoniście. Piękna miłość, ale okazało się, że zaszła w ciążę. Co facet zrobił? Zamiast wziąć odpowiedzialność, wychować dziecko, zawiózł ją do lekarza, usunięto ciążę. Jak sama później podała, to traumatyczne przeżycie zostało z nią do końca życia. Ona się z nim rozstała, rozeszli się, a ona musiała to brzemię, ten ciężar nosić w swoim sercu do końca życia.
Zobaczmy, dzisiaj to mówię w kontekście Ewangelii, gdzie faryzeusze przychodzą do Jezusa i mówią: „Czy można oddalić swoją żonę?”. Jezus mówi: „Przez zatwardziałość serc waszych została wam dana taka zgoda”. Bo to nie był pierwotny zamysł Pana Boga. Pan Bóg stworzył kobietę i mężczyznę i stworzył ich, żeby byli razem. Natomiast Mojżesz, ze względu na zatwardziałość tego ludu, zrobił taką lukę prawną. Można powiedzieć, że był taki przepis w starożytnym Izraelu.
Oczywiście dzisiaj mówimy o małżeństwie katolickim jako nierozerwalnym. Też jest wiele sytuacji, jakichś unieważnień też, ale zasadniczo nawet w przypadku tych unieważnień uznajemy, że małżeństwo zostało zawarte nieważnie, czyli de facto ono nie powstało. Małżeństwo jako takie nie może być zlikwidowane, zniszczone.
Tu jeszcze, już abstrahując od tego konkretnego przykładu piosenkarki, zobaczmy, ile młodych dziewcząt, nawet kobiet, już bym powiedział nawet i koło trzydziestki czy po trzydziestce, po czterdziestce, nieraz się boją, że w takim późnym wieku zaszła w ciążę, usuwają dziecko, a po jakimś czasie miłość się sypie, rozchodzą się i zostaje właśnie traumatyczne przeżycie, ból: „Co ja takiego zrobiłem?”.
W Ujściu tutaj widać kościół z tyłu. Parafia 6 tysięcy mieszkańców, ani jednego ślubu. 2026 rok — ani jednego ślubu. Co się dzieje? Bo właśnie ludzie przestali wierzyć w miłość do końca życia, że ja wezmę odpowiedzialność za drugą osobę i w dobrej, i w złej doli, i w zdrowiu, i w chorobie będę z nią, będę za nią odpowiedzialny.
Cały czas ta mentalność faryzeuszy starotestamentalnych funkcjonuje. A jak tu ją zostawić? Może jakaś luka prawna będzie? Ludzie są ze sobą, na kolędzie jestem: 15 lat, 20 lat, 25 lat razem. „No, ja się zastanawiam, czy się oświadczyć. Ja jeszcze nie wiem, czy do końca ją kocham”.
Święty Jan Paweł II mówił, że takie życie jest jedno, to nie może być życie na próbę. A wielu ludzi żyje właśnie tak na próbę, bo jeszcze nie jestem pewny, czy ja kocham, czy nie kocham. Tak życie mija i umierają jako konkubenci.
Niech dzisiejsza Ewangelia będzie dla nas takim pytaniem: czy jeszcze wierzymy w miłość, taką dozgonną, że człowiek jest w stanie pokochać drugiego i zawierzyć mu swoje życie do śmierci?