Publiczna lekcja pokory, która miała apostołów uchronić przed pychą. Tak św. Jan Chryzostom patrzy na dzisiejszy tekst biblijny.
Zobaczmy. Gdy słyszymy go w kościele, może nigdy nie zwracaliśmy na to uwagi. Przychodzi człowiek i prosi o uzdrowienie swojego syna, epileptyka. Ewangelista Mateusz utożsamia tę chorobę także z działaniem złego ducha – że syn był pod wpływem złego ducha. Ale co mówi ten człowiek? Trochę tak donosi Jezusowi na apostołów: „Przyprowadziłem go do Twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić”.
Dalej Pan Jezus dokonuje uzdrowienia i wyrzuca złego ducha.
Zobaczmy, dzisiaj chciałbym, żebyśmy poszli w kierunku wejścia trochę w odczucia apostołów. Jakie to musiało być dla nich upokarzające, gdy publicznie ponieśli porażkę.
To jest siedemnasty rozdział Ewangelii, a w dziesiątym rozdziale czytamy, jak Jezus – jak zapisał ewangelista – „przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszelkie choroby”.
A dzisiaj czytamy, że człowiek mówi: „Przyprowadziłem go do Twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić”.
Oj, to musiało ich zaboleć. Dotychczas mieli władzę, wyrzucali złe duchy, uzdrawiali w imię Jezusa, aż przyszedł moment, kiedy nie dali rady. I mało tego – ten człowiek idzie, skarży się Jezusowi i czyni to publicznie.
Jak bardzo musiało wtedy zaboleć ich ego.
Dużo mówi się o pokorze, ale właśnie w takich momentach publicznego upokorzenia nasze ego naprawdę dostaje. Wielu ludzi boi się publicznej porażki czy wystąpień. Dlatego ktoś mógłby na przykład czytać w kościele, ale nie czyta. Albo śpiewać, ale się boi, bo publicznie mógłby się pomylić.
Może i nam zdarzyło się w życiu, że byliśmy już czegoś całkowicie pewni, że było to dla nas – jak to się mówi – chlebem powszednim, a nagle człowiek doświadcza publicznej porażki.
Ja pamiętam dwie takie sytuacje ze swojego życia.
Raz mówiłem kazanie. Była kolejna Msza Święta w niedzielę. Kazania zawsze mówię z głowy – mam tylko kilka punktów, które chcę omówić. I nagle, w połowie kazania... biała karta. Pusto. Wszystko mi wyleciało z głowy. Chwilę stałem, powiedziałem: „Amen” i odszedłem. Pewnie nikt się nie zorientował, że urwałem w połowie wątek, ale tak czasami bywa.
Drugie, jeszcze większe upokorzenie. Na każdej parafii szczyciłem się tym, że prowadziłem chórek dziecięcy. Zawsze śpiewaliśmy z dziećmi. To było moje ulubione duszpasterstwo. Msze dziecięce były pełne radości i śpiewu.
A tutaj jestem już czwarty rok na parafii. Chórku nie ma. Idzie to jak po grudzie i raczej już nie uda mi się go tutaj założyć. Kolejne publiczne upokorzenie.
Takich doświadczeń mamy pewnie w życiu wiele.
Ale w tym tekście nie chodzi o to, że Pan Jezus chciał upokorzyć uczniów. Chodzi o to, że oni czuli się upokorzeni. Bo Pan Jezus później tłumaczy, dlaczego tak się stało.
Zresztą sami widzimy, że ta pycha dostała w nich mocno po głowie, bo nie odpuścili. Gdy wszyscy już odeszli, czytamy: „Wtedy uczniowie podeszli do Jezusa na osobności i zapytali: «Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?»” Chodzi oczywiście o złego ducha.
Widać, że cały czas nosili to w sobie. Nie chcieli już pytać publicznie. Prywatnie przyszli do Jezusa i zapytali: „Panie, dlaczego my nie mogliśmy wyrzucić tego złego ducha?”
Bolało ich to. Przecież wcześniej wyrzucali złe duchy i uzdrawiali.
A Pan Jezus odpowiada wprost: „Z powodu małej wiary waszej.” I zaraz potem mówi o ziarnku gorczycy.
Zobaczmy więc: to publiczne upokorzenie nie było zamysłem Boga ani Jezusa. Ono pokazało uczniom, że w pewnym momencie zaczęli bardziej ufać sobie. Gdzieś pojawiła się pycha. Tymczasem oni mieli działać mocą Chrystusa.
Pan Jezus wskazuje właśnie na małą wiarę, która oczywiście później będzie w nich wzrastać.
Myślę, że ta dzisiejsza Ewangelia może być dla nas okazją do konfrontacji z naszymi własnymi publicznymi porażkami.
Możemy sobie zadać pytanie: kiedy po raz ostatni doświadczyłem takiego upokorzenia jak apostołowie? Kiedy moje ego tak mocno dostało?
I co wtedy zrobiłem?
Czasami się obrażamy. Czasami płaczemy po kątach. Czasami mówimy: „Panie Boże, ośmieszyłeś mnie”.
Nie. Pan Jezus nie chciał cię ośmieszyć.
Być może chciał ci pokazać, że doszedłeś do momentu, w którym zacząłeś budować na sobie. Że twoja pycha urosła już tak bardzo, iż zapomniałeś, że Jezus jest ci potrzebny.
Dlatego dzisiejsza Ewangelia przypomina nam, abyśmy budowali na Jezusie, z Jezusem i prosili Go w prawdziwej pokorze o umocnienie wszystkich dzieł, których się podejmujemy.