Zobaczmy. Dzisiaj jest taka zaskakująca Ewangelia. Oto za Jezusem i Jego uczniami idzie kobieta i krzyczy: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko nękana przez złego ducha”.
Tak głośno krzyczy, że apostołowie już mieli tego serdecznie dosyć. Mówią do Jezusa: „Odpraw ją, bo krzyczy za nami”.
Zobaczmy – gdyby Jezus w tym momencie się odwrócił i załatwił sprawę tej kobiety, pomyśleliby: „No, na odczepne. Żeby już tam głowy nie zawracała, Pan Jezus się nią zajął”.
Pan Jezus najpierw udaje, że w ogóle nie słyszy tego głosu. To jest już zaskakujące, bo przecież nieraz ktoś dotknął fragmentu Jego płaszcza, a On się odwracał i szukał, kto to był. W tłumie się dziwili. Czasami ktoś krzyczał z daleka, a Jezus podchodził i kierował ku niemu swoje kroki.
A tu udaje, że nie słyszy tej kobiety, żeby apostołowie zrozumieli coś więcej. W tym momencie apostołowie chcą, żeby tak po prostu załatwił tę sprawę. Kobieta niech sobie idzie, niech już nie zawraca głowy.
A Jezus wchodzi z nią w dialog i mówi: „Nie jestem posłany do owiec poza Izraelem”. Ale ona nie traci nadziei. Rozmawia z Jezusem, prosi i mówi: „Tak, Panie, ale i szczenięta jedzą okruchy, które spadają ze stołów ich panów”.
Tu podam też na dole link do rozważania paralelnego tekstu, gdzie omawiałem właśnie, co oznaczają te szczenięta. Ale wróćmy do tematu.
Na końcu Jezus uzdrawia jej córkę, wypędza złego ducha i mówi: „Niewiasto, wielka jest twoja wiara. Niech ci się stanie tak, jak pragniesz”. I od tej chwili jej córka była zdrowa.
Zobaczmy. Pan Jezus chciał ukazać, że został posłany nie tylko do Izraela, ale także do pogan. Gdyby od razu posłuchał apostołów i załatwił sprawę, oni by tego nie zrozumieli. Pomyśleliby: „O, Pan Jezus też miał serdecznie dosyć. Wołała za Nim, suszyła Mu głowę, więc Pan Jezus po prostu się jej pozbył”.
W naszej codzienności, jakże często, gdy nam na czymś zależy, też po prostu trzeba sprawy załatwiać, kombinować, nieraz właśnie komuś suszyć głowę. Tak to funkcjonuje w naszych ludzkich sprawach.
W sprawach Bożych, jeśli wydaje nam się, że nie słyszymy głosu Bożego, odpowiedzi, może Pan Bóg nie chce zająć się naszą sprawą po łebkach, żebyśmy powiedzieli: „A, załatwione. Dobrze” i żyli dalej.
Może chce nam pokazać coś głębszego: jak się tą sprawą zająć i jak ma ona wpłynąć na nasze dalsze życie – to duchowe, ale też konkretnie na życie codzienne.
Zatem, jeśli pozornie myślimy, że Pan Jezus nas nie słyszy, że Bóg nie odpowiada, to może być taka sytuacja jak z Syrofenicjanką – że Pan Jezus udaje, iż nie słyszy, abyśmy zrozumieli, dlaczego prosimy o to, co ma się wydarzyć.
Jeśli to się wydarzy, jaki będzie miało wpływ na nasze dalsze życie?
Dlatego wsłuchiwanie się w głos Boży jest niezmiernie ważne. I ta wytrwałość Syrofenicjanki – niech dzisiejsza Ewangelia nam w tym pomaga, żebyśmy nie myśleli tylko, że poprosimy Pana Jezusa, a On szybko załatwi naszą sprawę.
Ale jeśli prosimy, jeśli chcemy, żeby interweniował w naszym życiu, niech pokaże nam właśnie cały kontekst: jak to ma wpłynąć na nasze życie, na nasze nawrócenie i na naszą drogę ku zbawieniu.