Czy zewnętrzne rzeczy gdzieś nie wprowadzały jakiegoś rozproszenia w twoje życie? Jakiegoś wewnętrznego niepokoju, który później prowadzi do osądzania czy do grzechu?
Tak chciałbym poprowadzić dzisiejsze rozważanie. Ale zanim do niego przejdę, takie małe wyjaśnienie. Zobaczmy, dzisiaj Kościół proponuje nam dwa teksty do wyboru. Jedną Ewangelię i drugą. Ja wybrałem ten drugi tekst.
Pierwszy mówi o spotkaniu Jezusa, który zmierza do zmarłego Łazarza. Drugi tekst natomiast, ten, który będziemy omawiać, mówi o Jezusie, który przychodzi do pewnej wsi i spotyka tam Martę i Marię. Maria siada, słucha Go, a Marta jest zaprzątnięta swoimi sprawami. Tym tekstem dzisiaj się zajmiemy.
Tu tylko wyjaśnię, że czasami tak jest, iż Kościół daje do wyboru różne teksty biblijne i ksiądz, który odprawia Mszę Świętą, może wybrać ten czy ten tekst. Ciekawostka jest też taka, że czasami daje Ewangelię dłuższą i krótszą. Zwłaszcza w niedzielę, kiedy jest Msza Święta dla dzieci, można wybrać tę krótszą. Po prostu księża wybierają akurat ten czy drugi tekst.
Tutaj w tę niedzielę tak właśnie było. Byłem u mojego brata Krzysztofa na imieninach i rozmawiamy. Chciałem, żeby sprawdził w swoim telefonie, jak AI googlowskie streści rozważanie z niedzieli. No i rzeczywiście sprawdził. To rozważanie AI krótko streściło. A bratowa mówi: „Ej, ale tego nie było w dzisiejszej Ewangelii”. Okazało się, że właśnie w Bydgoszczy ksiądz wybrał tylko pierwszą część Ewangelii, drugą pominął. No, przepisy na to pozwalają. Tak samo jak przepisy pozwalają dzisiaj wybrać Ewangelię. Są dwie do wyboru. Już mówiłem, wybrałem tę drugą i właśnie ją dzisiaj omówię.
Maria siedzi z Jezusem, zasłuchana, a Marta krząta się i mówi do Jezusa, żeby upomniał jej siostrę, żeby jej pomogła. Myślę, że ten tekst znamy. Ale teraz właśnie to najważniejsze – interpretacja Ojców Kościoła.
Najbardziej klasyczna, czyli Orygenes. To, co mamy. Marta przedstawiona jako ta właśnie działająca, pomagająca, posługująca. Byśmy powiedzieli: aktywistka. Czy może inaczej... Nie wiem, w Akcji Katolickiej... Zapomniałem teraz, jak to słowo się mówi. Po prostu osoba posługująca. Z drugiej strony Maria jako obraz kontemplacji, jako tego, który się modli, który spotyka Jezusa.
Tu oczywiście zaznaczam, że to nie są wykluczające się obrazy, ponieważ każdy z nas powinien mieć i tę część aktywną, i tę część modlitwy w swoim życiu. To jest najbardziej klasyczne ujęcie. Myślę, że wielokrotnie się z nim spotkaliśmy. To jest Orygenes.
Bardziej interesuje mnie dwóch kolejnych Ojców Kościoła. Święty Ambroży. On dostrzegł to, o czym mówiłem na początku, że Marta była rozproszona. Chciała jak najlepiej ugościć Jezusa i pewnie była zajęta jakimiś garnkami, przygotowaniami, żeby jeszcze to ładnie podać na stół. Może coś tam się przypalało na ogniu.
Te wszystkie rozproszenia sprawiły, że po pierwsze gdzieś nie zajęła się Gościem. Nie powitała Go jakoś, nie usiadła, nie spytała, co u Niego, bo już chciała wszystko jak najlepiej, jak najszybciej przygotować dla Jezusa.
Ale w tym rozproszeniu Ambroży idzie dalej. To odebrało jej wewnętrzny pokój. Gdzieś pojawiło się jakieś zaniepokojenie. No bo wiadomo, tyle rzeczy na głowie, ona sama. To doprowadziło do osądzania. Mówi do Jezusa: „Upomnij moją siostrę. Upomnij Marię. Niech mi pomoże”. Czyli ona doszła do wniosku, że Maria powinna jej pomóc. Tak ustaliła sama ze sobą, że ona powinna jej pomóc i osądziła ją, że ona jest teraz...
Już nie chcę iść za daleko w interpretację, bo jednak sobie pomyślała, że jest tam jakimś nierobem, leniem, a ona musi sama tutaj pracować. Jakże to znamy z domu, nie? Pewnie pamiętacie: „Ja tu wszystko muszę sama robić. Wszystko jest na mojej głowie”. Nieraz pewnie to słyszeliśmy w domu, czy od mamy, czy od żony. Może tutaj mężowie słyszeli.
No tak jest. Zobaczmy. Ten zewnętrzny chaos spowodował wewnętrzny niepokój, a później nawet osądzanie.
Tutaj święty Jan Chryzostom już na koniec podkreśla delikatność Jezusa. On nie powiedział do Marty: „Robisz źle”. Nie powiedział: „Maria jest o wiele lepsza”. Nie. Powiedział, że wybrała tę lepszą cząstkę. W sensie ukazał: „Zobacz, Marto. Ten twój wewnętrzny niepokój. Chciałaś dobrze. Chciałaś Mnie ugościć, chciałaś Mnie przyjąć jak najlepiej. Gościnność przecież była bardzo ceniona w Starym Testamencie. Ale to spowodowało właśnie twój wewnętrzny chaos, niepokój”.
Tych dwóch Ojców Kościoła szczególnie, Ambroży i Jan Chryzostom, mówi właśnie o tych rzeczach zewnętrznych. Idea była dobra. Ugoszczenie Jezusa było piękną ideą, przyjęcie Gościa pod swój dach. Ale to spowodowało właśnie pewien wewnętrzny niepokój, chaos prowadzący do osądzania.
Teraz przełóżmy to na nasze życie. Jakże często te rzeczy zewnętrzne wprowadzają taki chaos, osądzanie: „Bo ktoś mi nie chce pomóc, bo wszystko jest na mojej głowie”. Właśnie. Zamiast wyjść z jakąś propozycją, prośbą: „Nie, ty upomnij. Ty upomnij”. Czasami się tak rodzi, że później: „O, ona mi nie pomaga”, i sianie plotki przeciwko drugiemu czy nakręcanie ludzi. Tak to czasami niestety działa w naszym życiu.
Więc zobaczmy. Ten zewnętrzny niepokój wokół nas, chaos czasami – czy on nie wprowadza niepokoju w nasze serca, który później prowadzi do osądzania, do grzechu nawet?
Ta Ewangelia, akurat ta druga, którą wybrałem, myślę, że bardzo dobrze pokazuje w naszym życiu, iż zewnętrzny chaos czy niepokój może prowadzić do wewnętrznego chaosu, a nawet do grzechu.
Starajmy się więc w naszym życiu dostrzegać te momenty, kiedy zewnętrznie coś zaczyna się dziać, kiedy robi się już zbyt dużo różnych spraw. Czy to nie wprowadza nas czasami w jakiś wewnętrzny chaos, zamęt, który – zobaczmy – skupia nas na tych różnych rzeczach i odsuwa wzrok od Jezusa?
Bo Marta w pewnym momencie już nie była w kontakcie z Jezusem. Nie słuchała Go. Co więcej, nawet żądała, żeby On wykonywał jej wolę, żeby upomniał jej siostrę.