Dzisiaj odniosę się do dwóch wcześniejszych tekstów z moich rozważań, ale myślę, że bardzo dobrze są one w stanie naświetlić przesłanie dzisiejszego tekstu.
Mamy mowę o człowieku, który znalazł skarb. Sprzedał wszystko, kupił tę rolę, na której był skarb, i go wydobył. Był szczęśliwy. Drugi – kupiec poszukujący pięknych pereł. Gdy znalazł tę jedną drogocenną, której szukał całe życie, byśmy powiedzieli, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją.
Oczywiście Pan Jezus podaje to w kontekście Królestwa Bożego, takim pozytywnym, że wszyscy ci ludzie byli w stanie poświęcić wszystko dla tego, do czego zdążali. Tak powinien człowiek zdobywać Królestwo Boże.
Tu odniosę się do spostrzeżenia świętego Augustyna z jednego z wcześniejszych moich rozważań, gdzie mówił, że jeśli człowiek coś kocha, to trud przestaje być trudem. Ale mówił to uniwersalnie – i w tym pozytywnym sensie, i negatywnym.
Bo w pozytywnym sensie jest właśnie ten przykład Królestwa Bożego. Człowiek chce zdobyć Królestwo Boże, pełnym sercem kocha Pana Boga i wtedy modlitwa, jakieś wyrzeczenia czy nawet bycie w zakonie staje się czymś nie jakimś trudem nie do zniesienia, ale czymś, w czym człowiek się realizuje. Czy założenie katolickiej rodziny, wychowanie dzieci, małżeństwo – to wszystko staje się pewną drogą, jeśli jest tam miłość.
Ale Augustyn ujmował to też w tym sensie negatywnym. Ktoś kocha pracę, ktoś kocha swój wygląd, kocha tylko zdrowie. Nie mówię oczywiście, że troska o zdrowie jest czymś złym, ale może stać się wręcz hipochondryczna. Ktoś kocha swój samochód albo wiele innych rzeczy i może deklarować różne cele w swoim życiu, że rodzina jest najważniejsza. Deklarować można wszystko. Ale życie pokazuje, co tak naprawdę jest najważniejsze.
„No tata nigdy nie miał czasu. Naprawdę nie pamiętam, kiedy był z nami w domu, kiedy gdzieś wyjechaliśmy”.
Bo jeśli ktoś siedzi po godzinach w pracy, całe weekendy, dzieci, już nastolatkowie, mówią właśnie w taki sposób. A on powie: „Ja kocham rodzinę, rodzina jest dla mnie najważniejsza”. No nie. Praca wtedy jest najważniejsza. To bardzo ładnie demaskuje.
Dobrze. Tu mamy tę pierwszą część.
Druga. Królestwo niebieskie podobne jest do sieci zarzuconej w morze, zagarniającej wszystkie ryby. Tu mamy później ten podział na dobre i złe. Dobre zebrali do naczyń, złe odrzucili.
Tu odniosę się do tekstu, który mówił o chwaście i zbożu, które miały rosnąć aż do żniwa. Zobaczmy, bo tu jest właśnie ten moment wyciągnięcia sieci i moglibyśmy powiedzieć:
„No taki przypadkowy. Akurat łowili, wyciągnęli sieć”.
Nie. To jest pewne zakończenie połowu. Te sieci zbierały, zbierały i zbierały. Podobnie żniwa były zakończeniem procesu. Ten chwast i ta pszenica rosły, rosły.
W momencie właśnie żniw czy wyciągnięcia sieci, zakończenia połowu, okazuje się, że jedni pójdą...
„Wyłączą aniołowie złych spośród sprawiedliwych, wrzucą w piec rozpalony. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów”.
Czyli będzie ten moment ostatecznego podsumowania życia człowieka.
Rozdzieliłem ten tekst właśnie na te dwa momenty i porównałem go z dwoma innymi tekstami, ponieważ teraz dochodzimy do puenty.
Do czego dążysz w swoim życiu?
Czy tak jak Pan Jezus mówi o tej perle czy zakopanym skarbie, Królestwo Boże jest twoim najważniejszym celem?
Tu nie pytam o deklarację, ale pytam: faktycznie dobrze się przyjrzyj swojemu życiu. Tak uczciwie, nawet nie przed innymi, ale przed samym sobą. Co jest tak naprawdę najważniejsze? Do czego zmierzam?
Spójrz na ostatnie pięć, dziesięć, dwadzieścia lat twojego życia. Co było motorem napędowym? Co było prawdziwym priorytetem, nie tym deklaratywnym?
Druga rzecz – ten fragment wyciągnięcia sieci, zakończenia połowu czy zebrania żniwa. Przyjdzie ten moment rozliczenia, ukazania całego twojego życia przed Panem Bogiem.
Niech więc ta pierwsza część – do czego zdążam, do czego zmierzam, co jest tym skarbem, co jest tą perłą – będzie okazją do odpowiedzenia sobie na pytanie, jak będę wyglądał na zakończenie życia, kiedy zakończy się ten połów, kiedy aniołowie będą oddzielać dobrych od złych.