Non serviam, czyli „nie będę służył”. Ten tekst w tradycji chrześcijańskiej jest przypisywany złemu duchowi, Lucyferowi, który zbuntował się przeciwko Panu Bogu: „Nie będę służył”.
Zobaczmy, a Pan Jezus mówi: „Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą”. Wcześniej Pan Jezus odnosi się tutaj do zwykłych relacji ludzkich, że ci, którzy mają władzę, uciskają innych, dają im odczuć swoją władzę, i mówi: „Nie tak będzie u was”.
To jest ciekawe kryterium właśnie chrześcijańskiego rozumienia władzy, która jest pewną posługą, posługiwaniem innym, służeniem innym. Truizmem będzie stwierdzenie, że poznasz drugiego człowieka dopiero wtedy, kiedy zostaje twoim przełożonym. Ile relacji gdzieś się posypało: przyjacielskich, koleżeńskich, bo koleżanka została kierowniczką i teraz już nie jest Gosią, Basią, tylko jest panią kierownik: „Proszę się do mnie oficjalnie zwracać”.
Bardzo często to się sprawdza w życiu, że ktoś dostanie odrobinkę władzy i wychodzi ta tak zwana słoma z butów. Nagle wszystkim daje odczuć swoją władzę, że teraz on tu jest ważniejszy. W tych naszych relacjach ludzkich to jest bardzo częste. A Pan Jezus mówi: „Nie tak będzie między wami”. Masz władzę, ale ona jest po to, żeby służyć innym.
No ale to już jest wyższa szkoła duchowości, byśmy powiedzieli. Trzeba być osobą dosyć dojrzałą, żeby rozumieć władzę nie jako okazję do wykorzystywania swoich wpływów, do odgrywania się teraz na kimś, ale do tego, żeby jak najlepiej posługiwać tym, którzy są gdzieś niżej w tej hierarchii, takiej czysto ludzkiej.
I tu odwołuję się do tego określenia non serviam – „nie będę służył”, bo to jest pokłosie tego diabelskiego odrzucenia służby. Nie chodzi tylko o tych właśnie podwładnych, że oni nie będą słuchać szefa czy nie będą służyć w takim sensie, w naszym czysto ludzkim rozumieniu, ale też w odniesieniu do dzisiejszej Ewangelii. Nie będę mojej władzy rozumiał w sposób ewangeliczny jako służby innym. Ja nie będę służył. Oni mają mi służyć. Ja mam władzę. Ja teraz im pokażę, bo ja tu rządzę. Tak czysto po ludzku bardzo często ta władza jest rozumiana. Jezus mówi: „Nie tak będzie między wami”.
Tu akurat to non serviam mi się przypomniało, bo kilkanaście lat temu pamiętam, jak z kolegą księdzem pojechaliśmy do Poznania na wykład. Miał być bardzo ciekawy wykład. Nie zdążyliśmy, bo okazało się, że dojeżdżamy do budynku uniwersytetu, a tam już stoi rządek radiowozów. Wchodzimy, patrzymy, a tam po schodach biegną umundurowani policjanci w hełmach, z pałkami i tarczami. Okazało się, że właśnie trwał tam protest. Aktywiści poznańscy, grupy progenderowe, wystąpili przeciwko wykładowi księdza. Nie widziałem samego protestu, tylko tyle, co później ukazało się w mediach, ale widziałem, jak ci policjanci biegli tam interweniować. To było takie przerażające. Właśnie tytuł tego protestu brzmiał: Non serviam – „nie będę służył”.
I to bardzo często pojawia się w człowieku w różnych kontekstach. Już zostawmy nawet ten kontekst władzy czy bycia podwładnym, słuchania kogoś albo wykorzystywania władzy przeciwko komuś. Chodzi także o różne inne sytuacje naszego codziennego życia, gdy trzeba komuś pomóc, gdy trzeba coś zrobić, zwłaszcza gdy jesteśmy zmęczeni i nam się nie chce.
Jakże często wtedy, oprócz tego ludzkiego buntu – bo to jest oczywiste, że taki bunt, zmęczenie czy czasami poczucie krzywdy są czymś bardzo ludzkim – zły duch potrafi to podchwycić i jeszcze dolać oliwy do ognia. Non serviam. Nie będę służył. „Kim ty jesteś? Zobacz, jak chcą cię wykorzystać. Nie będziesz służył”.
Myślę, że to jest ciekawe rozważanie na dzisiaj. Możemy przy okazji rachunku sumienia czy codziennej modlitwy zobaczyć, czy taki bunt nie pojawia się także w nas. Nie chodzi tylko o ten ludzki bunt, bo on jest bardzo często zrozumiały. Naprawdę, ludziom dasz palec, to wezmą całą rękę. Wejdą człowiekowi na głowę. Ale chodzi o to, czy zły duch nie wykorzystuje czasem tego buntu, żeby jeszcze bardziej go podsycić: Non serviam – „nie będę służył”.