„Kto słucha słowa i rozumie je, wydaje plon. Jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny”. I tak Pan Jezus kończy swoją wypowiedź. Zobaczmy, jakie to jest piękne. Pan Jezus nie robi tu jakiegoś porównania, że jeden tylko trzydziestokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny stokrotny – o, ten jest lepszy. Nie. Pan Jezus kończy: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny. I koniec. I dobrze. I tak ma być.
Każdy z nas jest inny. Każdy z nas ma inne talenty, zdolności. Tu się odniosę do rozważania z tego tygodnia, bodajże sprzed dwóch dni, o winnym krzewie. Jeśli latorośl nie trwa w winnym krzewie, nawet malutkiego owocu nie przyniesie, bo nie będzie tych soków. Jeśli trwa w winnym krzewie, to owoce będą. Większe czy mniejsze, bardziej lub mniej obfite, ale będą.
Tutaj to porównanie do żyznej ziemi. Jezus mówi, że żyzna ziemia oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. I to jest najistotniejsze. Na tym się skupmy. Niech to dzisiejsze rozważanie będzie takim przypomnieniem, żeby trwać w winnym krzewie, żeby słuchać słowa Bożego, żeby dbać o tę relację z Chrystusem jako podstawę naszego życia wewnętrznego, życia duchowego. A owoce będą.
Może czasami nie będą one zgodne z naszą logiką, bo żyjemy w świecie, gdzie wszystko musi być największe, najlepsze. Liczą się słupki, wykresy, premie. Trzeba pokazać, że więcej i więcej. Gdzieś w firmie zespół wyrobi normę, wszyscy się spięli, pokazali, że potrafią zrobić więcej. A za kilka miesięcy kierownictwo stwierdzi: skoro tak łatwo im to przychodzi, podnosimy normę. I znowu będą wyciskać z człowieka jak najwięcej, jak z cytryny. Taki jest dzisiejszy świat. Wszystko musi być największe, najlepsze. Liczy się skuteczność.
To przechodzi czasami także do naszej logiki. Patrzymy na siebie wyłącznie pod względem skuteczności. Trzydziestokrotny owoc? Sześćdziesięciokrotny? Jeszcze stokrotny? Dopiero wtedy jestem dobry. Nie. Pan Jezus mówi: jeden wyda trzydziestokrotny owoc, inny sześćdziesięciokrotny, jeszcze inny stokrotny. I tyle. Adekwatnie do swoich talentów.
Nie przeżywaj więc aż tak bardzo, czy te owoce są wystarczające, czy są stokrotne, czy są idealne w twoim mniemaniu. Pamiętaj, żeby patrzeć bardziej na to, czy masz żywą relację z Chrystusem, czy jesteś w stanie łaski uświęcającej, o czym mówiłem we wczorajszym rozważaniu. Czy modlisz się, czy słuchasz słowa Bożego, czy rozeznajesz wolę Bożą. Jeśli jesteś w tej łączności z Chrystusem, to owoce będą.
A Jezus zna twoje talenty i zdolności. Może nie jesteś jakimś omnibusem po wielu szkołach, profesorem zwyczajnym, który będzie miał stokrotny owoc. Może będziesz miał trzydziestokrotny, może sześćdziesięciokrotny. To naprawdę nie ma dla Jezusa najmniejszego znaczenia. Ważne, żeby ten owoc był adekwatny do twoich możliwości i do twoich zdolności. Jeśli będziesz trwał w łączności z Chrystusem i będziesz starał się wszystko czynić dla Pana Boga najlepiej, jak potrafisz, to ten owoc będzie adekwatny do tego, kim jesteś, i do talentów, które Pan Jezus ci dał.