Jezus rzekł do niej: „Mario!”.
Zobaczmy. Najpierw aniołowie zwracają się do niej: „Niewiasto, czemu płaczesz?”. Później Jezus ukazuje się, mówiąc: „Niewiasto, czemu płaczesz? Kogo szukasz?”. I jeszcze w tym momencie nie rozpoznaje ona Jezusa. Dopiero gdy zwraca się do niej po imieniu: „Jezus rzekł do niej: «Mario!»”. Ona, obróciwszy się, powiedziała do Niego po hebrajsku: „Rabbuni”, to znaczy: „Mój Nauczycielu”.
Święty Grzegorz Wielki mówi, że człowiek poznaje Boga, gdy jest wzywany po imieniu. Masz tę świadomość, że Pan Jezus zna ciebie po imieniu? Grzegorz Wielki odnosi to też do słów Jezusa, który mówił o Dobrym Pasterzu, że woła swoje owce po imieniu. Ciebie też zna po imieniu.
Niedawno rozmawiałem z mężczyzną, już po pięćdziesiątce, ale cały czas w jego głowie był pewien obraz z czasów, kiedy chodził do siódmej, bodajże ósmej klasy szkoły podstawowej, przed bierzmowaniem. Nagle, w swojej miejscowości, na spotkaniu młodzieży przygotowującej się do bierzmowania, czyli było to ponad czterdzieści lat temu, proboszcz zwrócił się do niego po imieniu. Niech to będzie Marek: „Marku, możesz podejść?”.
Z tego anonimowego tłumu młodzieży ksiądz wywołał go po imieniu. Dzisiaj nas to nie dziwi, bo księża uczą w szkołach, mają dzienniki elektroniczne, co chwilę sprawdzają obecność i zapamiętują imiona uczniów. Ale dawniej, czterdzieści lat temu, to był szok. Zresztą nawet dzisiaj, gdyby ksiądz podczas Mszy Świętej zwrócił się do kogoś w zwykłym kościele parafialnym po imieniu, dla wielu byłoby to zaskoczeniem.
Wielu siedzących w ławkach kościoła nigdy nie usłyszało księdza, który zwraca się do nich po imieniu. Cały czas czują się częścią anonimowego tłumu, katolikami, wiernymi, braćmi i siostrami, różnie nazywanymi. Mało kto czuje się tak osobiście zauważony. Może w mniejszych wspólnotach czy parafiach, gdzie ksiądz zna ludzi, bo jest tam od dwudziestu czy trzydziestu lat, wygląda to trochę inaczej. Ale w większości przypadków jest to po prostu anonimowy, szary tłum. Wielu ludzi zaraz po Mszy, nawet nie czekając do końca pieśni, wychodzi z kościoła i pewnie dobrze czuje się w tej anonimowości.
Ale żeby wiara się pogłębiła, potrzeba przebić tę anonimowość. Nie chodzi o to, żeby ksiądz znał teraz każdego po imieniu. Pamiętajmy jednak, że Jezus zna każdego z nas po imieniu. On zwraca się: „Mario!”. Dopiero w tym momencie ona odkrywa, że to On. Przecież przed chwilą patrzyła na Niego i Go nie rozpoznała. Mówimy o ukazywaniu się Jezusa po zmartwychwstaniu. Dopiero gdy usłyszała swoje imię, rozpoznała Go i przylgnęła do Niego. Rozpoznała Go wiarą.
Beda Czcigodny, także jeden z Ojców Kościoła, mówi, że wiara jest właśnie osobistą relacją. Jeśli w naszym myśleniu o wierze zejdziemy z takiego ogólnikowego poziomu, że jesteśmy ludem Bożym, laikatem, świeckimi, wiernymi, braćmi i siostrami, i przejdziemy do tego, że jestem Sławkiem, Zosią, Gosią, Małgosią, Bartkiem czy Andrzejem w relacji z Jezusem, a Jezus mówi: „Andrzeju”, „Bartku”, „Gosiu”, „Zosiu”... Pięknie jest usłyszeć swoje imię, prawda?
Ale Jezus zna nasze imię. Nawet jeśli nigdy nie usłyszymy go w kościele z ust księdza. Czasami na spowiedzi, gdy ktoś ma stałego spowiednika, kapłan zwraca się do penitenta po imieniu, ale nie jest to ani obowiązkowe, ani konieczne. Może więc nigdy nikt w kościele nie zwróci się do nas po imieniu, a wielu czułoby się nawet zawstydzonych czy zakłopotanych, gdyby ksiądz podczas niedzielnej Mszy nagle ich wywołał.
Ale ważne jest to, że Jezus zna ciebie po imieniu. Pamiętaj o tym, budując tę osobistą relację i więź z Nim, która pogłębia naszą wiarę.