Jonasz jako figura Chrystusa. Dzisiaj trochę liźniemy, że tak powiem, terminologii biblijnej, biblistów, bo żeby rozumieć Pismo Święte, pamiętajmy, że musimy cały czas wchodzić w te kategorie starotestamentalne, uczniów żyjących za czasów Jezusa, którzy inaczej patrzyli na teksty biblijne, które znali ze Starego Testamentu, na proroctwa, które cytował Pan Jezus i do których się odnosił, niż my, którzy czytamy książki, oglądamy telewizję czy czytamy prasę. Inaczej już patrzymy na świat. My mamy Wikipedię, definicje, pojęcia. Tam natomiast to wszystko działało bardziej obrazami, figurami czy typami.
Na początku powiedziałem: Jonasz jako figura Chrystusa. To nie znaczy jakaś figurka gipsowa czy drewniana, ale figura w sensie typu, pewnej zapowiedzi tego, co miało się wydarzyć później. I teraz konkretnie. Święty Cyryl Aleksandryjski, jeden z Ojców Kościoła, właśnie podaje, że Jonasz był figurą Chrystusa. Co to znaczy? Jezus w dzisiejszej Ewangelii odnosi się właśnie do Jonasza, mówiąc, że Jonasz był znakiem. Zobaczmy więc.
Cyryl Aleksandryjski wskazuje na kilka podobieństw. Jonasz dobrowolnie zostaje wrzucony do morza, a Jezus dobrowolnie przyjmuje śmierć. Jonasz po trzech dniach wychodzi żywy, a Jezus po trzech dniach zmartwychwstaje. W końcu Jonasz następnie głosi nawrócenie poganom, a Jezus posyła swoich uczniów, aby głosili Ewangelię wszystkim narodom. Kościół obejmie wszystkie narody. To właśnie jest ta figura czy też typ w języku biblijnym – coś wcześniejszego jest obrazem, typem, figurą tego, co miało się wydarzyć później.
Żebyśmy jeszcze lepiej zrozumieli, dlaczego Pan Jezus odnosi się akurat do tych dwóch postaci – królowej z Południa i Jonasza – warto przywołać komentarz świętego Jana Chryzostoma. Mówi on, że Niniwici, czyli mieszkańcy Niniwy, zawstydzają Izraela. Dlaczego? Bo słyszeli jedynie proroka, nie widzieli cudów, byli poganami, a jednak cała Niniwa się nawróciła. Oczywiście mówimy tutaj o starotestamentalnej historii, która ma charakter obrazu, ale skoro sam Jezus się do niej odwołuje, to warto się nad nią zatrzymać.
Natomiast faryzeusze słuchają Syna Bożego, oglądają liczne cuda, znają Pisma, a mimo to nie chcą uwierzyć w Jezusa. Zobaczmy więc ten kontrast.
Jeszcze jedno dopowiedzenie, skoro już jesteśmy przy tematach biblijnych. Niektórzy mówią, że ten obraz nie jest trafny, bo przecież Jonasz był trzy dni we wnętrznościach wielkiej ryby, a Jezus nie przebywał dokładnie trzy dni i trzy noce w grobie. Sam Jezus powiedział: „Jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi”. Ktoś powie: coś tu się nie zgadza.
Musimy więc znowu wejść w logikę biblijną. Trzy dni i trzy noce to po prostu biblijny sposób mówienia o trzech dniach. Dla ówczesnych Izraelitów nie musiały to być pełne dni. To nie nasze współczesne siedemdziesiąt dwie godziny. Piątek – śmierć Jezusa i złożenie do grobu, choć była to tylko część dnia – był liczony jako pierwszy dzień. Sobota, kiedy ciało Jezusa spoczywało w grobie, była drugim dniem. Niedziela zmartwychwstania, gdy o świcie odkryto pusty grób, choć minęło dopiero kilka godzin tego dnia, była dniem trzecim. W ten sposób otrzymujemy biblijne trzy dni.
Zobaczmy, jak ważne jest, by przy lekturze Pisma Świętego pamiętać, w jakim kontekście kulturowym ono powstawało. Warto zaglądać do komentarzy, a w razie wątpliwości dopytać księdza, biblistę czy poszukać wiarygodnych opracowań. Dzięki temu nie będziemy niepotrzebnie się frustrować, że coś wydaje się niezgodne z naszym współczesnym sposobem myślenia. Naprawdę język biblijny, język, którym posługiwał się Pan Jezus, a szerzej semicki sposób myślenia, różni się od naszego współczesnego sposobu komunikowania i pojmowania świata.