Wydawaj plon na miarę swoich możliwości. To jest bardzo istotne, bo żyjemy w czasach, kiedy ludzie uwielbiają się porównywać. Jesteśmy oceniani, tworzy się różnego rodzaju tabelki. Jeden ma większą efektywność, drugi mniejszą. Zwłaszcza w pracy czasami wywieszane są wyniki, gdy pracuje się na akord – jaka grupa ile zrobiła, która drużyna okazała się lepsza, a nawet jakie wyniki osiągnęły poszczególne osoby. Teraz, przez przepisy RODO, może zdarza się to rzadziej, ale nadal jest bardzo dużo porównywania – zarówno z zewnątrz, jak i w nas samych, gdy zestawiamy się z innymi.
Tymczasem dzisiaj Jezus mówi o ziarnie. Najpierw o tym rzuconym na różne nieprzychylne miejsca, gdzie nie wydało owocu, a później o ziarnie posianym na ziemię żyzną. Mówi: „Oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny”. Na tym właśnie chciałbym się skupić – na tym plonie.
Zobaczmy, że jest on zróżnicowany. Nie jest jednakowy. Jeden wydaje plon stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, a inny trzydziestokrotny. Gdybyśmy chcieli się porównywać, powiedzielibyśmy: „Ten wydał piękny plon, a tamten taki mizerny, przeciętny”. Ale Pan Jezus nie gani w tym tekście tego, który wydał trzydziestokrotny plon. Cieszy się, że to ziarno padło na ziemię żyzną.
Podobnie jest z uczniami w szkole. Niedawno mieliśmy zakończenie roku szkolnego. Jedni chwalą się świadectwami z paskiem, inni otrzymują dodatkowe nagrody, bo mają średnią powyżej pięciu. Są jednak i tacy, którzy mają solidną czwórkę. Są również tacy, którym udało się osiągnąć wynik poniżej czwórki. Pytanie tylko, ile pracy ich to kosztowało. Być może mają mniejsze zdolności intelektualne, mniejsze możliwości, ale wykorzystali wszystko, co potrafili.
W szkołach często wygląda to tak, że przy przyjęciu ucznia przeprowadza się pewną diagnozę. Po zakończeniu nauki porównuje się nie tyle jego wyniki z innymi, ile poziom, z jakiego startował, z poziomem, który osiągnął na końcu. Sprawdza się, czy od momentu rozpoczęcia nauki zrobił postęp, czy rozwinął swoje umiejętności i poprawił wyniki. Każdy przecież ma inne możliwości.
Właśnie w ten sposób Jan Chryzostom tłumaczy ten fragment. Bardzo mi się to podoba. Zwraca uwagę, że wszystkie ziarna padły na żyzną glebę i to jest najistotniejsze. Chodzi o to, abyśmy byli tą żyzną glebą, przygotowaną przez Pana Boga, ale także przez naszą własną pracę i wysiłek duchowy. Wtedy owoce na pewno się pojawią. Czy będzie to plon stokrotny, sześćdziesięciokrotny czy trzydziestokrotny, to już jest sprawa drugorzędna. Pan Bóg chce, aby plon był adekwatny do naszych możliwości. Nie do możliwości sąsiada, kolegi, brata, mamy czy siostry, ale do twoich możliwości. Każdy z nas ma przecież swoje ograniczenia.
Choćby taki prosty przykład. Noszę okulary. Nie mam idealnego wzroku. Ktoś, kto ma sokoli wzrok, będzie prawdopodobnie lepiej ode mnie strzelał. Ktoś inny ma większe możliwości fizyczne, jeszcze ktoś inny intelektualne. Nie ma co się oszukiwać – nie każdy z nas zostanie profesorem uniwersyteckim. To jednak nie znaczy, że jesteśmy gorsi albo że mamy się nieustannie porównywać.
Talenty i dary, które otrzymaliśmy od Pana Boga, mamy pomnażać najlepiej, jak potrafimy. Jeśli tym owocem będzie trzydziestokrotność i jest to pełnia twoich możliwości, jeśli wykorzystałeś cały potencjał, jaki Pan Bóg w tobie złożył, to naprawdę jest to coś pięknego. Nie ma sensu płakać, że ktoś inny wydał plon sześćdziesięciokrotny czy stokrotny. Dawaj z siebie tyle, ile potrafisz. Żyj pełnią swoich sił. Najważniejsze, aby ziarno trafiało na żyzną glebę. Nad tą glebą trzeba pracować, czyli po prostu pracować nad sobą, wzrastać duchowo, a wtedy plon na pewno się pojawi.