Nie. Jak reagujesz na nie? Na odmowę? Bo to naprawdę bardzo dużo pokazuje, co jest w nas.
Dzisiaj Pan Jezus usłyszał pytanie zadane przez Piotra: Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Cóż więc otrzymamy?
I tutaj św. Jan Chryzostom, jeden z Ojców Kościoła, wskazuje, że możemy się jakoś gorszyć postawą Piotra, że to pytanie jest takie zbyt ludzkie, zbyt interesowne, byśmy powiedzieli. Co my otrzymamy?
Ale Jezus nie gani Piotra za to pytanie. Odpowiada mu, przyjmuje je, ale trochę je rozszerza, byśmy powiedzieli. Bo odpowiada w liczbie mnogiej: ci, którzy pójdą za Mną, każdy, kto opuści... Czyli każdy: i apostołowie, i Piotr, ale także każdy, kto zostanie uczniem Chrystusa, chrześcijaninem w przyszłości. Jezus daje tę ogólną odpowiedź. Czyli pytanie Piotra wykorzystał, żeby dać też katechezę o tym, kim będzie chrześcijanin i czego może się spodziewać.
Rozpocząłem od tego słowa: nie
. Jak reagujemy na nie, na czyjąś niezgodę? Bo to naprawdę dużo podpowiada o tym, co jest w naszym sercu. Tu możemy patrzeć na pytanie Piotra i mówić: jak on mógł pytać tak interesownie, co będzie z tego miał? Przecież wielu ludzi, zwłaszcza tych pobożniejszych, mówi: „Nie, nie, ja bezinteresownie pomagam, ja tutaj z chęcią”. Ale już nieraz spotkałem się z sytuacją, że ktoś komuś pomoże, a gdy tamten mówi: „Nie, nie, nie trzeba, spokojnie, nie ma problemu”, to później przy kimś innym komentuje: „Zobacz, jaki buc. Chociaż mógł coś dać za to. Ja tu pomogłem, a tu żadnej wdzięczności”.
Naprawdę są tacy ludzie. Ja tych relacji międzyludzkich jeszcze nie ogarniam do końca, ale są osoby, które serce by wam oddały na dłoni, takie są uczynne. A później przy innych mówią: „Zobacz, ja mu pomagałam, a on nic. Taki i owaki”. Tak ludzie potrafią funkcjonować. I to pokazuje, co działo się w sercu tego człowieka. Nie to, co mówił, ale to, co pojawia się w nim: „Nie ma wdzięczności. Już więcej nie pomogę. Dałem się wykorzystać”.
Podobnie jest z tym nie
. Wielu mówi: „Ja bezinteresownie. Mnie to jest obojętne. Jestem gotowy na wolę Pana Boga”. Bóg mniej więcej wie, czego się spodziewać. Jeśli rzeczywiście to otrzyma, pokornie przyjmuje i idzie w tym kierunku. A jeśli spotka się z odpowiedzią: „Nie. Nie otrzymasz tego. Nie da rady”, wtedy nagle zaczyna się szemranie, albo wprost jakaś agresja, albo kombinowanie, lawirowanie, działanie za plecami, żeby jednak to się udało. A jeśli jeszcze ktoś inny zajmie moje miejsce, to wtedy potrafi wyjść z serca naprawdę wiele zła.
Zobaczmy więc, jak reagujemy właśnie na to nie
, na jakąś odmowę. Na sytuację, w której wydawało nam się — i to jest najważniejsze — że jesteśmy bezinteresowni, że na czymś nam nie zależy, że jesteśmy otwarci na wolę Pana Boga. Ale gdy spotykamy się z odpowiedzią negatywną, co się wtedy dzieje?
Jeśli nadal zachowujemy pokój serca i otwartość na wolę Pana Boga, to jest już pewna dojrzałość duchowa. Jeśli natomiast pojawia się wewnętrzny bunt, złość, chęć kombinowania, a nie daj Boże także obgadywania czy różnych działań, żeby i tak wyszło na moje, to znaczy, że do prawdziwej otwartości na wolę Pana Boga i bezinteresowności jest nam jeszcze daleko.