„Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało” – mówi Pan Jezus. „Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Moglibyśmy pomyśleć: kolejny tekst powołaniowy – módlmy się za kapłanów i koniec. Ale spróbujmy zgłębić ten fragment trochę bardziej. Czy rzeczywiście chodzi tu o klerykalizowanie Kościoła, że tylko kapłani mają głosić Ewangelię? Czy może także dla świeckich jest miejsce w tej misji?
Najpierw zobaczmy, jak Pan Jezus widzi to żniwo. Ewangelista zapisał Jego reakcję: „A widząc tłumy, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce niemające pasterza”. Pan Jezus wskazuje więc, gdzie znajduje się pole zaangażowania. To są wszyscy ludzie, których spotyka.
Jestem akurat świeżo po rekolekcjach kapłańskich. Byłem w Częstochowie. Bardzo dobre rekolekcje prowadził dominikanin. Użył właśnie określenia „pastwisko”. Ponieważ o księżach mówi się, że są pasterzami, duszpasterzami, zapytał: „Jak wygląda twoje obecne pastwisko? A może poprzednie?”. Miał na myśli parafię lub miejsce posługi. Przecież niektórzy pracują w seminarium, inni w kurii, jeszcze inni z konkretnymi grupami. Pytał, jak się tam czułeś, czy jesteś akceptowany, czy uważasz, że dobrze tam pracujesz, czy może ten czas był dla ciebie trudny. Miejsce, w którym pracujemy, jest więc pewnym pastwiskiem.
Moglibyśmy pomyśleć o tym tylko w kontekście parafii. Są przecież parafie, o których księża marzą – bogate, z wieloma zaangażowanymi ludźmi, grupami pielgrzymkowymi, wspólnotami i otwartymi parafianami. Są jednak i takie, gdzie jest prawdziwa orka na ugorze, gdzie ludzie są skłóceni, zawsze w opozycji, gdzie posługa jest bardzo trudna. Można więc pomyśleć, że ksiądz zostaje rzucony na takie pole i tam ma pracować.
Zobaczmy jednak, co zapisał ewangelista. Dla Jezusa tym polem pracy, tym pastwiskiem, nie było jedno konkretne miejsce, w którym był usadowiony i do którego ludzie mieli przychodzić. Ewangelista pisze: „Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię o Królestwie i leczył wszystkie choroby oraz wszystkie słabości”. To jest najważniejsze. Święty Jan Chryzostom zwraca uwagę właśnie na te słowa: Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski.
Posługa Jezusa nie była więc statyczna. Nie mówił: „Jestem na swoim pastwisku, niech ludzie przyjdą do Mnie”. Wchodził natomiast w trud poszukiwania ludzi. Święty Jan Chryzostom podkreśla, że nie czekał, aż sami przyjdą, lecz wychodził ich szukać. Chodził po miastach i wsiach, zabierał uczniów oraz kobiety, które Mu towarzyszyły. Raz szła większa grupa, innym razem mniejsza. Szukali noclegu po domach, a pewnie nieraz przyszło im spać pod gołym niebem. Szli i szukali.
Tak samo dla księdza pastwisko, miejsce zaangażowania, nawet najtrudniejsza parafia, nie jest czymś statycznym. Także tam można nieustannie szukać tych, którym trzeba głosić Ewangelię.
Żeby jednak to rozważanie nie było tylko skierowane do księży, pamiętajmy, że każdy z nas może być tym, który idzie i głosi Ewangelię. Wśród ludzi, których spotykamy, szukajmy właśnie tych miejsc i tych osób, którym możemy przekazać Dobrą Nowinę. To jest trudne. Czasami rodzina nas wyśmiewa: „Ta ciotka to taka religijna”, „Ten tylko do kościoła chodzi”, „Ten to by się tylko modlił”. Podobnie bywa w pracy. Wystarczy wspomnieć o Panu Bogu i od razu pojawiają się uszczypliwe komentarze. Tak rzeczywiście jest.
Czy to znaczy, że mamy się zniechęcać? Nie. Mamy iść jak Pan Jezus, który obchodził miasta i wioski. Wśród ludzi, których spotykamy, przyjdzie kiedyś taki moment, że ktoś się otworzy. Może wydarzy się coś trudnego w jego życiu, może dojrzeje i zacznie głębiej myśleć.
Pan Jezus patrzył na tłumy i litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni. Tak samo patrzmy na ludzi, których spotykamy każdego dnia. Nie z urazą, że po raz kolejny nas wyśmiewają, ale z dostrzeżeniem, że często są porzuceni i znękani. Opór wobec Kościoła czy walka z Panem Bogiem bardzo często wynika z głębokich zranień.
Może przyjdzie taki moment, że ktoś otworzy przed tobą swoje serce. To będzie właśnie chwila twojej ewangelizacji. Być może ta osoba nie posłuchałaby księdza ani siostry zakonnej. Może nawet nie miałaby okazji z nimi porozmawiać. Ciebie jednak zna. Pracuje z tobą, zna cię od dzieciństwa, wie, kim jesteś, wie, że jesteś człowiekiem godnym zaufania. I właśnie od ciebie przyjmie Słowo Boże.