Co to znaczy kochać Boga bardziej niż własnych rodziców albo swoje dzieci? To już się w głowie nie mieści. Ta dzisiejsza Ewangelia bardzo często wprowadza jakiś niepokój w człowieka, jeśli jest źle rozumiana. Jezus mówi: „Jeżeli ktoś kocha ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godny”. Podobnie: „Jeśli ktoś kocha syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godny”.
Co najważniejsze, Pan Jezus nie zabrania kochać matki, ojca, syna czy córki, bo czwarte przykazanie: „Czcij ojca swego i matkę swoją”, jest obowiązujące nadal i będzie obowiązywać zawsze. Święty Augustyn mówi jedynie, że musi istnieć pewna gradacja miłości. Pana Boga kochamy ze względu na Niego samego, a ludzi kochamy ze względu na Pana Boga.
Czasami pojawia się jednak niepokój, bo człowiek wyobraża sobie różne sytuacje, w których dochodzi do konfliktu między miłością Boga a miłością swoich najbliższych. Przecież wydaje się, że nie ma nic większego niż miłość matki do dziecka. Pozornie mogłoby się więc wydawać, że istnieje tu konflikt. Augustyn odpowiada jednak, że chodzi po prostu o właściwe uporządkowanie miłości.
Szukając jakiegoś obrazu, bo obrazy najlepiej przemawiają, pomyślałem o Świadkach Jehowy. Czasami oglądam filmiki ludzi, którzy odeszli z tej wspólnoty. Poza tym trochę o tym czytałem. Niestety często wygląda to w ten sposób, że gdy ktoś odchodzi, słyszy: „Dobrze, możesz odejść, ale rodzina odcina się od ciebie”. Rodzice, dzieci zrywają kontakt i to najbardziej boli. Wielu ludzi trwa w tej wspólnocie właśnie dlatego, że boi się zostać całkowicie samym. Nagle rodzina, kuzyni, rodzeństwo i rodzice nie chcą mieć z nimi nic wspólnego. Okazują pogardę i zrywają wszelkie relacje.
Zobaczmy, gdybyśmy tak rozumieli Pismo Święte, byłoby to błędne i absurdalne. Jako chrześcijanie mamy kochać jak najbardziej. Nawet jeśli jest to bolesne. Syn może powiedzieć matce: „Jestem agnostykiem. Byłem ministrantem, lektorem, poczytałem i doszedłem do wniosku, że odchodzę od Kościoła”. Córka może powiedzieć matce: „Nie będę chrzcić swoich dzieci. Gdy dorosną, same podejmą decyzję”. Albo: „Wypisałam dzieci z religii”. Czy w takiej sytuacji rodzice mają znienawidzić swoje dzieci? Mają zostawić także wnuki i postąpić tak, jak dzieje się to u Świadków Jehowy? Oczywiście, że nie. Mają się za nich modlić, wspierać ich, kochać i szanować.
Konflikt mógłby pojawić się jedynie wtedy, gdyby na przykład schorowana matka leżała w domu i nie mogła pójść do kościoła. Prosi dzieci: „Zawołajcie księdza, niech przyniesie mi Komunię Świętą”, a one stanowczo się temu sprzeciwiają. Wtedy nie można ustąpić. Trzeba prosić, tłumaczyć i pokazywać, że jest to dla nas bardzo ważne.
Podobnie bywa, gdy rodzice stawiają dzieciom warunki. Mówią na przykład: „Jeżeli weźmiesz ślub kościelny, to koniec. Wydziedziczymy cię”. Próbują w ten sposób ingerować w ich decyzje. W takiej sytuacji człowiek sam musi odpowiedzieć sobie na pytanie, co jest dla niego ważniejsze: sakrament czy pieniądze, którymi czasami rodzice próbują go przekupić.
Niech więc dzisiejsza Ewangelia nie wzbudza w nas niepokoju, ale przypomina o właściwej hierarchii miłości. Kochamy Pana Boga, a naszych bliźnich i bliskich kochamy ze względu na Pana Boga. Nawet jeśli pozornie wydaje się, że istnieje tu jakiś konflikt, to w rzeczywistości go nie ma, ponieważ miłość do drugiego człowieka wynika właśnie z miłości do Pana Boga.