Ataki ludzi i demonów na nas – tak interpretuje święty Jan Chryzostom dzisiejszy fragment. Zacznijmy jednak od początku.
Pan Jezus mówi: „Nie każdy, kto mówi do Mnie: «Panie, Panie», wejdzie do Królestwa Niebieskiego, lecz tylko ten, kto spełnia wolę Ojca mego, który jest w niebie”. To jeden z tych fragmentów, który obnaża zbyt prostą logikę protestantów, którzy powołują się na słowa świętego Pawła: wystarczy ustami wyznać, że Jezus jest Panem, i będzie się zbawionym. Dzisiaj coraz częściej również w nurtach protestanckich podkreśla się jednak, że samo wyznanie nie wystarczy, że potrzebne są uczynki, potrzebna jest wiara, która przekłada się na konkretne życie.
Pan Jezus mówi o tym bardzo wyraźnie. Przecież ci ludzie się dziwią: wyrzucaliśmy demony, głosiliśmy w Twoje imię, a Chrystus odpowiada: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy postępujecie niegodziwie”. Czyny muszą więc wypływać z wiary. Nie ma innej drogi do zbawienia.
Przejdźmy teraz do tych ataków ludzi i demonów, o których wspomniałem na początku. Dalej czytamy przypowieść Jezusa: „Spadł deszcz, wezbrały rzeki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom”. Zwłaszcza po ostatnich nawałnicach w Polsce łatwo wyobrazić sobie taki obraz.
Jan Chryzostom interpretuje go w następujący sposób. Deszcz oznacza codzienne przeciwności. Każdego dnia zmagamy się przecież z różnymi trudnościami w wierze: zniechęceniem do modlitwy, lenistwem, brakiem motywacji czy zwykłym znużeniem.
Rzeki oznaczają gwałtowne pokusy. Myślę, że większość ludzi, szczególnie tych, którzy starają się żyć blisko Pana Boga, doświadczyła takich momentów. Można to porównać do współczesnych metod sprzedaży. Słyszymy: „To już ostatnia sztuka”, „Promocja kończy się za chwilę”, „Teraz albo nigdy”. Podobnie działa zły duch. W chwili gwałtownej pokusy człowiek otrzymuje jakby chwilowe zaślepienie. Oferta grzechu pojawia się natychmiast, wydaje się jedynym rozwiązaniem, a inne drogi nagle znikają z pola widzenia.
Taka gwałtowna rzeka to właśnie pokusa, która przychodzi z wielką siłą, zamyka człowieka w wąskim sposobie myślenia i sprawia, że nie dostrzega on drogi ucieczki. Niestety wielu ludzi takim pokusom ulega.
Dalej Jan Chryzostom mówi, że wichry oznaczają ataki ludzi i demonów. Każdego dnia ludzie lub złe duchy próbują odciągnąć nas od Bożych dróg. Ataki ze strony ludzi są często łatwiejsze do rozpoznania. Niekiedy ktoś wprost zniechęca do wiary albo mówi przeciwko Panu Bogu. Innym razem robi to bardziej subtelnie, próbując odciągnąć człowieka od życia Ewangelią.
Trudniej rozpoznać ataki demonów. Zły duch zna nasze słabe punkty i wie, gdzie najłatwiej nas zaatakować. Każdy z nas zna sytuacje, gdy rozpoczyna dzień z dobrymi postanowieniami. Wracamy z rekolekcji, zaczynamy nowy rok, mówimy sobie: „Od dziś nowe życie”. Tymczasem przychodzi codzienność. Wieczorem nie pamiętamy już o postanowieniach, w lutym zapominamy o postanowieniach noworocznych, a rekolekcje pozostają jedynie wspomnieniem.
Zły duch potrafi bardzo subtelnie działać jak deszcz, który stopniowo rozmywa to, co zostało zbudowane. Gdy trzeba, działa również gwałtownie, jak wezbrana rzeka, która niszczy wszystko na swojej drodze.
Dlatego tak ważne jest budowanie na skale, czyli na Chrystusie. Gdy przyjdą chwile próby, wtedy okaże się, kto rzeczywiście jest zakorzeniony w Chrystusie, a kto budował jedynie na pozornej religijności i na samym sobie.