Bóg nie kontynuuje po prostu ludzkiej historii, ale wkracza ze swoim planem. Dzisiaj mamy uroczystość narodzenia św. Jana Chrzciciela. Gdy był czas nadania imienia, Biblia Tysiąclecia podaje, że matka jego powiedziała: „Nie, lecz ma otrzymać imię Jan”. Przeczytam wam, jak ten fragment brzmi w nowszym tłumaczeniu. „Lecz matka jego powiedziała: Nic podobnego, będzie miał na imię Jan”. Bardziej żywo jest to tutaj opisane, ale generalnie chodzi o zmianę imienia.
Zachariasz to potwierdził, a wszyscy się dziwili. Dlaczego? Ponieważ dawniej był taki zwyczaj, że syn dostawał imię po ojcu. Zachariasz, syn Zachariasza, syn Zachariasza i tak dalej. Imiona były dziedziczone, a tutaj pojawia się całkowicie inne imię – Jan. Stąd zaskoczenie wszystkich.
Jan, czyli inaczej Joannes, oznacza „łaska Boża” albo „otrzymujący łaskę Bożą” – także tak można to tłumaczyć. Chciałbym zwrócić uwagę, że Pan Bóg wchodzi w konkretną historię rodu, bo przecież Jan nie wziął się znikąd, ale interweniuje tutaj poprzez zmianę imienia, a później poprzez danie powołania Janowi, który stał się ostatnim wielkim prorokiem Starego Testamentu. Możemy powiedzieć nawet prorokiem przełomu, bo inicjował, można powiedzieć, Nowy Testament, gdy wskazał: „Oto Baranek Boży”, ukazując Jezusa na początku Jego publicznej działalności.
Chciałbym to odnieść do naszego życia. My także pochodzimy z różnych rodzin i różnych środowisk, ale Pan Bóg interweniuje i daje powołanie, wskazuje drogę. Właściwie nie „czasami”, ale zawsze wskazuje nam drogę naszego powołania. Mówiąc wcześniej o „czasami”, miałem na myśli szczególnie powołanie kapłańskie, bo każdy człowiek musi rozeznać swoją drogę, niezależnie od tego, jaka ona jest.
Często zdarza się, że w rodzinie ktoś dziwi się, iż dziecko ma inne talenty i zdolności, wybiera nową drogę, wychodzi poza wcześniejsze rodzinne schematy. To jednak bardzo dobrze, bo nikt za nas życia nie przeżyje. Każdy ma swoje jedyne życie.
Podzielę się teraz osobistym świadectwem. Gdy wstąpiłem do seminarium i zostałem wyświęcony na księdza, wszyscy w rodzinie mówili, że jeszcze księdza u nas nie było i że jestem pierwszy. Rzeczywiście, kiedy przeglądałem księgę rodową, przez około czterysta lat nie pojawił się tam żaden ksiądz. Na pewno w ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat byłem pierwszym księdzem w rodzinie. Później okazało się jednak, że mój najbliższy kuzyn, ksiądz Tomasz Dec, także został wyświęcony na księdza i również odkrył powołanie do kapłaństwa diecezjalnego. Jest księdzem diecezji płockiej, a obecnie pełni funkcję dyrektora Domu Rekolekcyjnego Studnia w Płocku.
Zobaczmy więc, że pojawiła się w rodzinie całkowicie nowa rzeczywistość. Tak samo jest z naszym powołaniem – czy do konkretnej pracy, do określonej posługi, do kapłaństwa czy życia zakonnego. Nie jest tak, że musi istnieć szczególnie wierząca rodzina albo jakaś rodzinna tradycja. Pan Bóg indywidualnie powołuje każdego z nas.
Oczywiście są takie rodziny, w których powołania pojawiają się częściej. Niedawno w Kruszewie był proboszcz, który ma brata księdza. W Wyszynach mamy proboszcza, którego brat także jest księdzem. Mój proboszcz ma kuzyna księdza. Zdarza się więc, że w niektórych rodzinach, zwłaszcza bardziej religijnych, powołania pojawiają się częściej, ale nie jest to żadna reguła.
Pan Bóg każdemu z nas przygotowuje indywidualną drogę. Staraj się więc rozeznawać ją w swoim życiu. Nie tylko tę główną drogę powołania – kapłaństwo, życie zakonne, życie w samotności czy życie rodzinne w małżeństwie – ale także wszystkie późniejsze działania.
Nieraz myślimy o powołaniu tak, jakby trzeba było wybrać je tylko raz. Tymczasem później, realizując je na co dzień, także podejmujemy kolejne decyzje. Może będzie to wstąpienie do jakiejś wspólnoty. W niedzielę słyszeliśmy przecież list o Akcji Katolickiej i wielu ludzi właśnie tam odnajduje swoje miejsce. Ktoś inny odnajdzie się w Domowym Kościele, w oazie albo w innej wspólnocie. Jest wiele grup, wiele konkretnych zadań w życiu: zaangażowanie w Caritas, podjęcie nowej pracy czy pomoc starszej sąsiadce.
Niech dzisiejsza Ewangelia, a szczególnie zdziwienie ludzi związane ze zmianą imienia Jana, będzie dla nas przypomnieniem, że nie mamy żyć po to, aby zadowalać rodzinę, bliskich czy sąsiadów, którzy mogą dziwić się naszym wyborom. Mamy natomiast rozeznawać przed Panem Bogiem, jaka jest nasza droga. Jeśli ją rozpoznamy, wtedy trzeba ją podjąć i nią iść, ponieważ nie jest to droga naszych sąsiadów ani bliskich, ale nasza własna droga ku zbawieniu.