Modlić się publicznie czy nie? Przecież Pan Jezus mówi: starajcie się, aby dobrych uczynków nie spełniać na pokaz, po to, by was ludzie podziwiali.
Na początku dwóch Ojców Kościoła. Pierwszy – Jan Chryzostom: nie sam czyn jest godny potępienia, ale intencja. Czyli Pan Jezus nie zabrania czynić dobra, ale chodzi o intencję. Jeśli ktoś czyni je po to, żeby być podziwianym przez innych, oglądanym, no to wtedy ta intencja wiadomo jest nieczysta, nieprawidłowa.
Czyli możemy modlić się publicznie, możemy pomagać publicznie, byleby właśnie intencją nie było pokazanie się przed innymi: jaki to jestem rozmodlony, uduchowiony, a wracam do domu i żyję po swojemu. Nikt mnie nie widzi w kościele, to modlę się bardzo szybko.
Drugi Ojciec – Augustyn z Hippony: nie jest grzechem być widzianym przez ludzi podczas modlitwy, podczas pomagania, ale grzechem jest czynienie dobra po to, aby być widzianym. Czyli szukam nawet jakiejś okazji, żeby czynić dobro, szukam okazji, żeby się pomodlić. Wejdę na spotkanie, wiem, że tam będzie dużo ludzi i będę się modlił, będę pomagał.
Jest w internecie teraz taka moda, że nazywa się wielu ludzi toksykami, ale ten, kto miał do czynienia z takimi ludźmi, to wie, co to znaczy. Toksyk to jest taki człowiek, który dla sąsiadów, dla dalszych ludzi zrobi wszystko, a w domu często jest nie do zniesienia: mściwy, brutalny, przemocowy. Chodzi o przemoc psychiczną głównie, ale fizyczną niestety też, choć przede wszystkim psychiczną.
To jest właśnie to ostrzeżenie. Można modlić się publicznie, nawet wypadałoby, bo to jest też świadectwo naszej wiary, ale niech to nie będzie intencja, że po to się pomodlę, po to pomogę publicznie, żeby ludzie mnie podziwiali, żeby teraz czerpać z tego jakieś korzyści.
To jest ten początek.
Na koniec Beda Czcigodny, mój ulubiony Ojciec Kościoła, ukochany, można powiedzieć nawet. Jezus mówi: gdy wspierasz potrzebującego, niech nie wie twoja lewa ręka, co czyni prawa.
Beda Czcigodny mówi tak: prawa ręka oznacza dobre działanie, lewa zaś pragnienie doczesnej korzyści. Czyli zobaczmy: coś dajemy, ale coś chcemy też przy okazji skorzystać. To już jest naprawdę najwyższy poziom duchowości, żeby mieć tylko te czyste intencje.
Na początku drogi duchowej czy nawet później ciężko jest to oddzielić, bo zawsze człowiek jakąś korzyść chce mieć. Wzrastajmy jednak, żeby jak najwięcej było tej czystej intencji, tej prawej ręki, czyli dobrych dzieł, modlitwy – czy publicznej, czy prywatnej.
Ważne, żeby mieć tę chęć, pragnienie pomagania, modlitwy, spotkania z Bogiem, a jak najmniej było tej korzyści, że coś uszczknę dla siebie.