Dzisiaj Pan Jezus mówi trudne słowa: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie”.
Jakże mamy miłować nieprzyjaciół i modlić się za nich? Objaśniając ten tekst, najpierw odnieśmy się do greki. Greckie słowo, które tam występuje, to agapate, które pochodzi od agapaō, czyli od naszego słowa „agape”, które rozumiemy jako miłość agape. Miłość, która w języku polskim często kojarzy się z jakąś sympatią, uczuciem. Mówimy, że jeśli kogoś kochamy, to właśnie z reguły rozumiemy to w takim pozytywnym, prawie że sielankowym ujęciu.
Natomiast greckie agapaō oznacza świadomą decyzję czynienia dobra. To będzie klucz do naszego dzisiejszego rozważania. To jest pragnienie dobra dla drugiego człowieka i zarazem rezygnacja z zemsty. Czyli zobaczmy, to wybaczenie nas uwalnia wewnętrznie. Człowiek, który nie ma w sobie wybaczenia, żyje tymi wszystkimi ludźmi, nosi ich w swojej pamięci, a to gdzieś go blokuje i nie pozwala mu się rozwijać.
Wielu biblistów podkreśla, że Pan Jezus nie nakazywał mieć jakichś pozytywnych uczuć czy sympatii do naszych wrogów albo nieprzyjaciół, ale nakazywał chcieć dla nich dobra. Może to dobro dokonać się właśnie przez naszą modlitwę. Czyli nawet nie musimy jakoś szczególnie się angażować w sensie nawracania tego człowieka, konkretnie mu pomagać czy być z nim w kontakcie. Często nasi nieprzyjaciele tak nas ranią, że najlepiej po prostu nie mieć z nimi zbyt dużo wspólnego. Można jednak modlić się o dobro dla nich i nie odpowiadać nienawiścią. To jest, byśmy powiedzieli, taki idealny cel.
Nie ma tu mowy o żadnych uczuciach ani o budowaniu na nowo relacji. „Módlcie się za tych, którzy was prześladują”. To nie znaczy: lubcie ich, zgadzajcie się z nimi. To nie znaczy: ufajcie im. To znaczy: módlcie się za nich.
Jednocześnie możemy sprzeciwiać się czyjemuś złu, bronić się przed krzywdą, a mimo to mieć w sobie życzliwość dla tej osoby i pragnienie jej nawrócenia, żeby była blisko Pana Boga.
W tym kontekście chcę też powiedzieć o pewnej postawie ludzkiej, której naprawdę nie mogę zdzierżyć i nie mogę zrozumieć. Przyznam nawet, że staram się unikać takich ludzi. Być może spotkaliśmy się z sytuacją, gdy ktoś coś nam opowiadał z takim wewnętrznym zadowoleniem: „Ha, nie udało mu się. Zobacz, miał zdać egzamin i oblał. Zobacz, nie zaliczył roku. O, zobacz, tak miała zrzucić kilogramy, zabrała się za ćwiczenia, a tutaj zobacz, ile przybrała”.
Ludzie naprawdę mają jakąś dziką satysfakcję z tego, że komuś coś nie wyszło, że komuś się nie udało. To jest postawa, której ja osobiście totalnie nie rozumiem. Owszem, można się cieszyć, że komuś nie udało się jakieś złe przedsięwzięcie, jakieś złe zamierzenie. Ktoś chciał zrobić coś złego i mu nie wyszło — świetnie. Ale jeśli ktoś miał dobre intencje, dobry pomysł, pomimo tego, że nie jest naszym przyjacielem, a nawet jest naszym wrogiem, to dlaczego mamy się wewnętrznie cieszyć, że nie udało mu się zrobić dobra? To jest rzecz, której ja totalnie nie rozumiem.
W tym kontekście możemy zastanowić się, ile tego jest wokół nas i czy czasami w nas samych nie rodzi się taka satysfakcja: „Ha, nie udało mu się. I dobrze. Bardzo dobrze mu tak”. A dlaczego? Bo go nie lubię, bo nie darzę go sympatią, bo jest moim wrogiem. Tak go odbieram i tak to przeżywam.
Jeśli coś takiego się pojawia, starajmy się tego unikać, bo to już jest naprawdę poniżej krytyki. To już nie jest nawet nienawiść. Nawet nie wiem, jak to nazwać.
Wracając więc do dzisiejszego tekstu: „Miłujcie waszych nieprzyjaciół”. Nie oznacza to: lubcie ich albo kochajcie ich w takim sensie, w jakim rozumiemy to słowo w języku polskim. Nie oznacza też: szanujcie ich czy cieszcie się razem z nimi. Oznacza: módlcie się za nich, ponieważ nie możemy przestawać widzieć w nich człowieka, którego także chce zbawić Pan Bóg. Nie oznacza to, że mamy darzyć ich sympatią. Mamy jednak dbać o to, aby Pan Bóg przemienił także ich serce i również ich zbawił.