Dzisiaj Pan Jezus opowiada przypowieść o przewrotnych rolnikach. Nie będę jej czytał całej, ponieważ mamy ją dzisiaj w Ewangelii św. Marka, ale zarówno Mateusz, jak i Łukasz, czyli wszystkie trzy Ewangelie synoptyczne, mają tę przypowieść dosłownie, z minimalnymi różnicami. Sens jest jednak ten sam.
Chciałbym się skupić tylko na jednym zdaniu. To szósty werset:
„Miał jeszcze jednego, umiłowanego syna. Posłał go do nich jako ostatniego, bo mówił sobie: «Uszanują mojego syna»”.
Oczywiście cała przypowieść jest niczym innym jak zapowiedzią męki Jezusa, czyli tego, co z Nim uczyniono. Pan Jezus już proroczo to zapowiada.
Zobaczmy teraz to słowo: „umiłowanego syna”. Na nim chciałbym się skupić, ponieważ można ten tekst trochę źle zrozumieć. Jeśli myślimy w kategoriach języka polskiego, to często kojarzymy takie określenie z kimś szczególnie wyróżnianym. Ostatnio uczniowie pytali mnie, czy pani nauczycielka może mieć jakiegoś pupilka, kogoś szczególnie traktować. Mówię: nie, nie może. Pewnie taka pokusa by była, ale profesjonalizm wymaga, żeby każdego ucznia traktować tak samo.
Podobnie bywa w rodzinie. Czasami ktoś przeżywa później w dorosłości, że był przez rodziców zaniedbywany, a brat czy siostra byli ich oczkiem w głowie. Niekiedy niedojrzali rodzice rzeczywiście tak funkcjonują. Jednak „umiłowany” w tym miejscu nie oznacza właśnie jakiegoś pupilka, którym rodzice interesowali się bardziej niż innymi, ale kogoś szczególnie kochanego. Co najważniejsze, oznacza także kogoś jedynego.
Wypisałem sobie odniesienia do innych miejsc w Ewangelii Marka. Podczas chrztu Jezusa pojawia się głos:
„To jest mój Syn umiłowany”.
Zobaczmy, to samo słowo występuje tutaj. Później podczas Przemienienia znowu ten sam głos z nieba mówi:
„To jest mój Syn umiłowany”.
Poszukałem również, co oznaczało to słowo w języku greckim. ἀγαπητός — agapētos — było tłumaczone w Septuagincie, czyli greckim przekładzie Starego Testamentu, jako: jedyny, najdroższy, a nawet jedynak.
Jeśli więc ktoś jest umiłowany i jest jedynakiem, to siłą rzeczy nie można już stosować czysto polskiej kategorii, że ktoś jest bardziej kochany, a ktoś mniej. Skoro jest jeden, nie ma już gradacji: bardziej, mniej czy wcale. Jest jeden umiłowany, ukochany, wyjątkowy, jedyny.
W takim właśnie kontekście należy to rozumieć. W Starym Testamencie podobne słowa padają przy okazji Izaaka, gdy Bóg mówi do Abrahama:
„Weź swojego syna umiłowanego”.
Mamy więc syna umiłowanego.
Przejdźmy teraz do samej przypowieści. Po kolei posyłani są słudzy, którzy nie zostają przyjęci. Wręcz przeciwnie — są bici albo zabijani, zależnie od tego, jak opisuje to dany ewangelista. Na samym końcu właściciel winnicy mówi:
„Uszanują mojego syna”.
Miał syna umiłowanego, coś najcenniejszego, najcenniejszą perłę, coś, co najbardziej kochał. Posyła więc syna. Co się dzieje? Zabijają go.
To oczywiście obraz Boga, który posyła Jezusa Chrystusa na świat dla naszego odkupienia i zbawienia.
Pomyślałem jednak, że główny sens przypowieści jest dla nas dość oczywisty i zrozumiały. To obraz Jezusa, który został posłany na świat i został zabity. Taki jest podstawowy przekaz tego tekstu.
Chciałbym jednak odnieść go także do naszego życia, abyśmy mogli odnieść z tego rozważania duchową korzyść.
Zobaczmy, jak często komuś ufamy, na kogoś liczymy, dajemy mu dobre rzeczy, a spotykamy się — podobnie jak właściciel winnicy — z odrzuceniem. Myślimy wtedy: dobrze, dam mu jeszcze jedną szansę, jeszcze raz otworzę swoje serce, jeszcze coś więcej ofiaruję. Czasami człowiek, niestety również z własnej naiwności, mówi: dam mu coś najcenniejszego, coś, co jest dla mnie naprawdę ważne.
Dajemy to, a drugi człowiek całkowicie to ignoruje albo po prostu nie uważa tego za ważne.
Wtedy okazuje się, kim naprawdę jesteśmy dla tej drugiej osoby i jak ona nas postrzega.
Przypomniał mi się krótki filmik, który niedawno widziałem. Siedzi dwóch kolegów, przyjaciół, oglądają razem film. Jeden mówi:
— Dobra, za chwilę wrócę, idę do łazienki. Możesz oglądać dalej, nie rób pauzy.
Drugi się zdenerwował i odpowiada:
— Przecież ja ten film oglądałem już dziesięć razy. Zależało mi, żebyśmy obejrzeli go razem, żebyś wszedł w tę fabułę.
Tamten jednak mówi:
— Nie, nie przejmuj się, oglądaj dalej.
Chociaż oglądał ten film pierwszy raz, okazało się, że ani sam film, ani wspólne przeżywanie tej historii, ani przesłanie nie były dla niego ważne.
Pomyślałem sobie wtedy, że czasami również oglądam filmy z kolegami, z braćmi czy z rodzicami. Ktoś chce komuś coś przekazać, coś ważnego pokazać, a dla drugiej osoby jest to całkowicie nieistotne.
Oczywiście nie chodzi tutaj o filmy. Chodzi o znacznie głębsze sytuacje w naszym życiu.
Przyglądajmy się więc temu, jak odbierane jest to, z czym wychodzimy do drugiego człowieka. Właściciel winnicy wyszedł do nich z synem umiłowanym, z tym, co miał najcenniejszego. Wtedy właśnie cios okazał się najmocniejszy.
Jak jest z nami?
To bardzo dużo mówi o naszych relacjach z drugim człowiekiem. Mogą paść piękne słowa, może być wiele zapewnień, ale gdy pokażemy to, co jest najcenniejsze w naszym sercu, co jest dla nas naprawdę ważne, a drugi człowiek potraktuje to ot tak, bardzo wiele nam to mówi.