„A widząc z daleka figowiec okryty liśćmi, podszedł ku niemu zobaczyć, czy nie znajdzie czegoś na nim. Lecz podszedłszy bliżej, nie znalazł nic prócz liści, gdyż nie był to czas na figi. Wtedy rzekł do drzewa: «Niechaj już nikt nigdy nie je z ciebie owocu». A słyszeli to Jego uczniowie”.
Później mamy napisane, co działo się w drodze powrotnej. „Przechodząc rano, ujrzeli figowiec uschły od korzeni”.
Zobaczmy: Pan Jezus sprawił, że drzewo uschło. Tu jest na początku podane, że poczuł głód, ale głód nie był motywem jakiejś zemsty czy zniszczenia drzewa, bo wiemy, że nie obrywa się gałązek, gdy idziemy przez park, nie niszczy się zieleni czy nie depcze trawników. Był to obraz ukazujący rzeczywistość duchową.
Teraz jaką?
Orygenes, pierwszy Ojciec Kościoła, mówi tutaj o tych liściach, że drzewo nie było uschnięte na początku. Ono było zielone, w pełni życia, ale niestety nie miało owoców. Czyli było to drzewo żyjące, ale niestety niedające owoców. Odnosił to do starożytnego Izraela, ale też do życia chrześcijanina: może być chrześcijanin, po którym widać, że żyje, na zewnątrz wszystko wygląda ładnie, ale niestety nie ma owoców życia duchowego. To jest Orygenes.
Drugi — Jan Chryzostom. Właśnie on podkreślał, że to nie jest jakieś ukaranie natury czy zemsta za to, że Jezus był głodny, ale ukazanie rzeczywistości wewnętrznej, duchowej. Podaje już konkretnie, czym byłyby te liście.
Najpierw podam kontekst całego wydarzenia, bo czytamy dalej, że Pan Jezus wszedł do świątyni jerozolimskiej. Teraz możemy zestawić to drzewo ze świątynią.
Co się działo w świątyni? Pan Jezus powypędzał wszystkich kupców, bo chciał pokazać, że tak jak to drzewo było piękne, miało piękne liście, tak samo świątynia była piękna, bo nie można było nic jej zarzucić. Herod inwestował wielkie pieniądze, żeby ta świątynia powstała, był piękny kult i piękne modlitwy, ale nie było owoców życia duchowego. Nie rozpoznano Jezusa, odchodzono od nauczania Pana Boga Starego Testamentu, lawirowano między przepisami, tworzono nowe i Izrael stawał się coraz mniej wierny Bogu.
Teraz możemy zrozumieć to drzewo. Świątynia była ukazaniem właśnie takiego pięknego drzewa figowego, ale cóż z tego, jeśli bez owoców? Piękne, zielone liście, ale owoców brak.
Dalsza interpretacja — Augustyn z Hippony. Tutaj bardzo mi się podoba, bo nawiązał do Księgi Rodzaju, do stworzenia. Przypomnijmy sobie: Adam i Ewa po grzechu pierworodnym co zrobili? Zrobili sobie przepaski z liści figowych, właśnie z figowca. Czyli mamy to odniesienie: drzewo figowe i przepaski, które miały ich jakoś ochronić.
Do dzisiaj przecież mamy powiedzenie „listek figowy”, żeby przykryć chociaż resztkę przyzwoitości, coś zachować. Pojawia się właśnie to określenie „liść figowy” i często takim liściem figowym można zakrywać to, czego nie chcemy ukazać, coś, co chcemy ukryć.
Święty Augustyn bardzo ładnie, w duchu starotestamentalnej interpretacji, ujął właśnie po co są te liście figowe. Zobaczmy na to drzewo: ono nie miało pojedynczych listków, ono było bujne, pełne liści. Miały zakrywać brak owoców.
Można — jak pisze święty Augustyn — religijnymi deklaracjami, pobożnym językiem czy zewnętrznym zachowaniem wiele rzeczy zamaskować w swoim życiu. Ale Jezus patrzy na owoce, szuka owoców.
Może kiedyś byliśmy zawiedzeni, mając działkę czy ogródek albo będąc w sadzie: piękne drzewo, podchodzimy, rozsuwamy gałęzie, patrzymy między liśćmi, a tam owoców nie ma. Pan Jezus patrzy głębiej. Nie zachwyca się tylko pięknem drzewa, tym, jakie jest ładne i zielone, ale chce konkretu — owocu na tym drzewie.
To był święty Augustyn.
Został nam jeszcze ostatni — Beda Czcigodny. Odchodzi już od interpretacji starożytnego Izraela i wprost przechodzi do życia duchowego chrześcijanina.
Czy czasami — wróćmy jeszcze raz do tego drzewa — żeby drzewo było zielone i miało owoce, potrzebuje pewnych soków życiodajnych. Jeśli zabraknie tych soków dla owocu, to go nie będzie.
Czasami, gdy brakuje owocu, można pójść dwiema drogami. Po pierwsze: popracuję nad sobą, więcej się pomodlę, będę regularnie robił rachunek sumienia, popracuję, żeby owoce w życiu duchowym były. Jeśli ktoś weźmie się za siebie, to te owoce będą.
Można też pójść właśnie w pozory: jeszcze więcej tych soków do liści, żeby liści było więcej, żeby były gęstsze, żeby nie było nic widać. Ale wtedy jest to budowanie zewnętrznej fasady.
Wiele rzeczy religijnych można robić — jeszcze więcej, jeszcze więcej tych liści — żeby nikt nie dostrzegł, że nie ma owoców na moim drzewie, ale jednocześnie stracić ducha modlitwy.
Żebyśmy w tym kierunku nie poszli. Niech ta dzisiejsza Ewangelia będzie dla nas przypomnieniem, że drzewo ma dawać owoce — po to jest — a nie tylko budować fasadę z liści. To właśnie z tych liści figowych czasami chcemy zakryć to, co najtrudniejsze.