Wtedy przyszedł Jezus z nimi do posiadłości zwanej Getsemani i rzekł do uczniów: „Usiądźcie tu, Ja tymczasem odejdę tam i pomodlę się”. Wziąwszy z sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza, począł się smucić i odczuwać trwogę.
Najpierw tekst biblijny, a później trochę takiej też refleksji o własnym kapłaństwie, bo akurat dzisiaj przypada piętnasta rocznica moich święceń.
Zobaczmy: „Wziął ze sobą Piotra i dwóch synów Zebedeusza”. Zwróciłem uwagę na to, ponieważ wczoraj, gdy słyszeliśmy Ewangelię, także występowali dwaj synowie Zebedeusza. To ci, którzy prosili Jezusa, aby mogli być po lewej i po prawej stronie. Jezus wczoraj im zadał konkretne pytanie: „Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?”. „Możemy” — zapewniali. Jezus mówił: „Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie”.
A dzisiaj dalej w Ewangelii Pan Jezus — bo wszystko dzieje się oczywiście w Ogrodzie Oliwnym — modli się: „Ojcze mój, jeśli nie może ominąć Mnie ten kielich i muszę go wypić, niech się stanie Twoja wola”.
Jakże się to zgrywa z tą wczorajszą Ewangelią, chociaż akurat w tym roku to przypadek, że one przypadają po sobie, ponieważ dzisiaj nie czytamy Ewangelii z dnia, ale Ewangelię z liturgii święta, ponieważ mamy Święto Jezusa Chrystusa Najwyższego i Wiecznego Kapłana. To jest niedawno wprowadzone święto przez papieża Benedykta XVI i ono właśnie zostało wprowadzone, żeby przypomnieć, że Jezus jest Najwyższym Kapłanem i Ofiarą, bo przecież On się ofiarował za nas.
W tym kontekście mówimy tutaj o tym kielichu, czyli o tym, co miało nastąpić, o tej woli Ojca, którą miał wykonać. W życiu apostołów, tych dwóch synów Zebedeusza, też ten kielich był mocny, bo przecież oddali życie za Jezusa, oddali życie śmiercią męczeńską. Czyli to, o co tak — można powiedzieć — nierozsądnie prosili: „Możemy, czemu nie?”, później bardzo mocno ich doświadczyło.
To jest ta pierwsza myśl: idąc za Jezusem, wchodzimy w pewien sposób w Jego los, w Jego kielich. My nie wiemy, co nas czeka w naszym życiu, ale najważniejsze, żebyśmy w tym momencie też prosili Jezusa o siłę. Zwłaszcza tego Jezusa modlącego się w Ogrójcu, który też doświadczał trudu, który też walczył ze swoją czysto ludzką wolą, żeby dać radę, żeby podołać temu. Mam nadzieję, że Chrystus też nas będzie wtedy umacniał.
A teraz jeszcze parę słów o kapłaństwie, bo papież Benedykt XVI, gdy wprowadzał to święto, chciał, żeby było ono także takim świętem podkreślenia wartości kapłaństwa sakramentalnego. W Polsce może nie do końca to jeszcze się przyjęło, ponieważ z reguły Wielki Czwartek jest takim dniem, kiedy modlimy się za księży, kiedy mówimy o ustanowieniu Eucharystii, kapłaństwa i przy okazji właśnie księżom składane są życzenia. Ale nie w całym świecie tak to wygląda, dlatego Benedykt XVI stworzył to dodatkowe święto, które przypada w pierwszy czwartek po Zesłaniu Ducha Świętego, czyli w tym roku akurat 28 maja.
No i tak się składa, że to jest moja piętnasta rocznica święceń kapłańskich. Piętnaście lat już trochę — że tak powiem — w tym kapłaństwie jestem, więc co nieco mogę powiedzieć. W tym roku taka smutna rocznica, ponieważ co roku spotykamy się jako księża, którzy byli wspólnie święceni, a teraz pierwszy raz od piętnastu lat zdarzyło się, że nie będziemy mieli takiej wspólnej Mszy Świętej rocznicowej. Jeden z naszych kolegów gdzieś się wyłamał, powiedział, że on tego nie organizuje, nie będzie brał w tym udziału i tak wszystko gdzieś się rozmyło. Będziemy mieli spotkanie w poniedziałek, ale to już takie… chyba nawet nie wszyscy przyjadą.
Przez te piętnaście lat wiele się wydarzyło. Teraz też dzisiaj będzie pogrzeb jednego księdza. Był proboszczem, miał wysokie stanowiska, a później gdzieś został odwołany — sprawy niewyjaśnione. Czy chociażby jeden z moich kolegów, który też ze mną rozpoczynał seminarium, zmarł w wieku trzydziestu kilku lat. Biskup mówił, że jego życie się skończyło… gdzieś chorował. Najprawdopodobniej była to depresja i samobójstwo, ale tego oczywiście nikt nie wie.
Wiele takich różnych sytuacji… Ilu moich kolegów przez te piętnaście lat już odeszło z kapłaństwa. Naprawdę, wchodząc w to kapłaństwo, idąc do seminarium, też było się właśnie takim entuzjastą jak synowie Zebedeusza: „Możemy pić ten kielich, jesteśmy gotowi”, a później życie przynosi takie scenariusze, że człowiek sam się dziwi, jak to kapłaństwo wygląda.
Teraz sobie wydrukowałem najnowszą encyklikę: „Leon XIV w trosce o osobę ludzką w dobie sztucznej inteligencji”. To sobie będę czytał w najbliższym czasie. Fajnie, uczyłem w liceum, chętnie bym z młodzieżą na ten temat porozmawiał. Teraz uczę w szkole podstawowej, więc za bardzo tej encykliki omawiać nie będziemy, ale generalnie lubię bardziej taki wykładowy sposób prowadzenia lekcji. W podstawówce się nie da — tam trzeba zainteresować dzieci, pośpiewać z nimi, wprowadzać innego rodzaju aktywności.
W sumie nawet to polubiłem, zwłaszcza z tymi młodszymi, przed przedszkolakami, bo jednak człowiek musi tę wysoką teologię sprowadzić do poziomu dziecka, żeby postarać się je zrozumieć, też zrozumieć świat i kontekst, w jakim one żyją, bo dzisiaj to słownictwo też jest inne i ich rozumienie świata.
Zresztą nagrałem niedawno taki film na TikToka. Chociażby trzydziestoletnia nauczycielka, tak mniej więcej w moim wieku, mówi do mnie: „Ma ksiądz telefon?”. „Jak telefon? Po co telefon?”. „Bo godzinę chce się dowiedzieć”. Ja mówię: „To zegarek mam”. Widzicie, dla mnie — jak niektórzy mówią — boomera, czyli takiego starszego już, pod pięćdziesiątkę podchodzącego, oczywiste jest sprawdzanie godziny na zegarku. Dla młodszej nauczycielki oczywiste jest już sprawdzanie godziny na telefonie.
Czy chociażby ta kwestia — też nagrałem dzisiaj inny filmik — śpiewaliśmy „Cienistej Gajki” piosenkę i jeden uczeń mówi: „A co to jest gaj?”. Bo „gej” to rozumiem, ale „gaj” już nie rozumiem takiego słowa. Zobaczcie, dzieci z podstawówki, z tych najmłodszych klas, całkowicie już wiedzą, co to jest gej, co to jest lesbijka, ale „gajik” jest dla nich abstrakcyjnym słowem. Tak bardzo wtłaczane jest im do głowy to nowe słownictwo i wszystkie tego rodzaju rzeczy promowane przez LGBT, że oni już w tym operują i to jest dla nich normalne słownictwo, które znają.
Naprawdę ten świat jest całkowicie inny niż dwadzieścia lat temu, kiedy startowałem do seminarium. Dwadzieścia dwa lata temu już dokładnie, bo święcenia mam piętnaście lat, ale plus czas seminarium daje razem dwadzieścia dwa lata.
Takie kilka refleksji, jeśli ktoś jeszcze został do tego momentu, generalnie o kapłaństwie. Powiem jednak, że kapłaństwo jest piękne. Jeśli ktoś tutaj myśli o powołaniu, to proszę je rozeznawać, zobaczyć, czy to ma być wspólnota zakonna, czy taki właśnie ksiądz diecezjalny jak ja — samotny wilk bardziej — ale też jest piękna ta posługa.
A jeśli ktoś jest osobą świecką, nie jest kapłanem, to życie i tak przynosi ten kielich, te różne trudności. Ważne jednak, żeby wtedy być z Chrystusem, prosić Go — zwłaszcza Chrystusa modlącego się w Ogrójcu — o siłę, o moc, o wytrwanie w wierze.