"Kiedy byli w drodze, zbliżając się do Jerozolimy, Jezus wyprzedzał ich tak, że się dziwili. Ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni." Zaintrygował mnie początek dzisiejszej Ewangelii, bo co tak Jezus się śpieszy, że ich wyprzedzał? Święty Beda Czcigodny wskazuje na cały kontekst. Wcześniej Jezus przecież mówił, że idą do Jerozolimy, bo tam odda swoje życie. Tam będzie cierpiał, tam czeka Go męka. Apostołowie, widząc ten pośpiech Jezusa, dostrzegali Jego odwagę, że to nie jest jakieś takie: „muszę teraz wypełnić wolę Ojca”, ale: „ja chcę, jestem gotowy, idę wprost w kierunku tego, co Mnie czeka”.
Święty Jan Chryzostom natomiast pisał dalej, że każdy normalny człowiek boi się cierpienia, unika go. My też nieraz mamy takie sytuacje, że coś trudnego nas czeka i kombinujemy, jak to odwlec. Może jednak uda się jakoś to ominąć, może da się coś inaczej zrobić. A jak już coś musimy zrobić, no to trudno, zaciśniemy zęby. Pan Jezus natomiast nie ma w sobie nic z tego ludzkiego, strachliwego podejścia. Idzie odważnie ku przyszłości, która nadchodzi. Mamy więc tutaj początek Ewangelii bardzo pozytywny — ukazanie Jezusa jako Tego, który idzie pełnić wolę Ojca, realizować to, do czego został posłany.
Drugi wątek — synowie Zebedeusza. Myślę, że dobrze znana jest ta ich prośba. Podeszli do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: „Nauczycielu, pragniemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy”. Jezus zapytał: „Co chcecie, żebym wam uczynił?” Odpowiedzieli: „Daj nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie”.
Resztę dialogu tutaj pominę, bardziej chcę skupić się na pozostałych apostołach. „Gdy usłyszało to pozostałych dziesięciu, poczęli się oburzać na Jakuba i Jana”. Święty Augustyn pisze, że nie dlatego się oburzali, iż dostrzegli niestosowność tej prośby, ale dlatego, że sami również mieli ambicje i może bali się o tym powiedzieć wprost, bali się zapytać. Patrzą jednak, że tych dwóch wali prosto z mostu i zadaje takie pytanie o to, co ich czeka, co chcieliby sobie tutaj załatwić. Pokazało to więc nie tylko serca tych dwóch, ale również serca pozostałych, którzy gdzieś zazdrosnym okiem patrzyli.
Czasami z nami jest podobnie. Nieraz ludzie atakują kogoś, kto się wychyli, nie dlatego, że naprawdę tak bardzo się oburzają, ale dlatego, że sami nie mieli odwagi o coś zapytać czy coś zrobić.
Ostatni wątek. Święty Jan Chryzostom zwraca uwagę, że mamy teksty paralelne w pozostałych Ewangeliach. W Ewangelii Mateusza zapisane jest, że to nie sami apostołowie proszą Jezusa, ale wcześniej podchodzi ich matka i to ona w ich imieniu zadaje to pytanie. Chryzostom pisze, że gdyby oni nie zgadzali się ze swoją matką, wycofaliby się z tego albo oburzyliby się na nią. Tymczasem po prostu chcieli swoją matkę „podesłać”: niech ona podpyta Jezusa, może tak jakoś bardziej miękko to załatwi.
Zobaczmy, jak bardzo jest tutaj obecne ludzkie myślenie: „załatw nam coś w Królestwie Bożym”, a jeszcze do tego kombinowanie, jak to osiągnąć. Nawet swoją mamę chcieli tutaj wykorzystać, żeby coś im u Jezusa załatwiła.
Niech więc ta dzisiejsza Ewangelia będzie dla nas pokazaniem, że nie zawsze, jeśli czymś się gorszymy, jest to rzeczywiście autentyczne zgorszenie. Czasami pokazuje to raczej, co jest w naszym sercu. Bardzo często coś wywołuje w nas oddźwięk, rezonuje właśnie dlatego, że dotyka naszych słabych punktów.
Druga rzecz — spójrzmy na odwagę Jezusa, który przełamuje ludzkie lęki i obawy, wyprzedza apostołów i idzie pełnić to, co ma do spełnienia. Niech Jezus tak nas umocni, abyśmy rozeznawali swoją drogę w życiu i potrafili odważnie nią iść, bez lęku.