Przyjdźmy do szczegółowej analizy dzisiejszego tekstu. Najpierw taka mała zagrywka słowna. Zobaczymy, jak jedno zdanie można interpretować na dwa sposoby, dlatego dobrze jest czytać właśnie różne tłumaczenia albo po prostu komentarze.
Chodzi o zdanie: „Dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś”.
Teraz przeczytałem je tak zupełnie bez żadnego akcentu i zobaczmy — można je przeczytać tak: „Dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś”, czyli nasza wiara jest uargumentowana tym, że pochodzisz od Boga.
Lub druga wersja: „Dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś”, czyli z jakiegoś argumentu uwierzyliśmy, że wyszedłeś od Boga, czyli całkowicie odwrotnie.
Ta druga interpretacja jest właśnie bliższa duchowi tego tekstu.
Wcześniej uczniowie mówią do Jezusa: „Oto teraz mówisz otwarcie i nie opowiadasz żadnej przypowieści. Teraz wiemy, że wszystko wiesz i nie trzeba, aby Cię ktoś pytał. Dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś”.
Czyli to, że Jezus już wprost mówi wszystko, już nie ukrywa, już nie opowiada w przypowieściach, ale wprost tłumaczy uczniom, kim jest, że jest Synem Bożym — oni z tego argumentu wierzą, że wyszedł od Boga.
To taka zagrywka słowna, jak interpretować tekst, żebyśmy pamiętali, że konieczna jest jednak lektura Słowa Bożego, bo czasami można, czytając tekst po raz pierwszy, czytając pobieżnie, mieć inne wnioski niż są rzeczywiście.
Teraz odpowiedź Jezusa: „Teraz wierzycie? Oto nadchodzi godzina, nawet już nadeszła, że rozproszycie się każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną”.
Tutaj komentatorzy podają, że wręcz ironicznie Pan Jezus pyta: „Teraz wierzycie?”
Ojcowie Kościoła — patrzyłem w komentarzach, na przykład święty Augustyn — mówią o chwili próby, że człowiek może być przekonany co do swojej wiary, dopóki nie nadejdzie jakaś mocna próba, konfrontacja z rzeczywistością, z konkretami życia.
Jakże wielu gdzieś twierdziło, że jest głęboko wierzących, praktykujących, aż przyszły trudne doświadczenia życiowe i wtedy wszystko gdzieś się rozmyło. Ilu byłych oazowiczów, oazowiczek, gdzieś za młodego, jako nastolatkowie, chcieli zdobywać świat, głosić Ewangelię, a później przychodzi proza życia i często gdzieś ta wiara się rozmywa.
Dopiero gdy przychodzi próba, ona demaskuje właśnie, jaka i na ile ta nasza wiara jest silna.
Ale zobaczmy — Jezus mówi o tym do apostołów i ich nie ruga, nie mówi: „Tak, wy tacy jesteście. Zobaczymy, przyjdzie chwila próby i zobaczymy, co z was będzie”.
Nie. Uświadamia im, że będą takie momenty, że się rozproszą, ale w żaden sposób nie deprecjonuje ich wiary, nie ubliża im z tego powodu, ale przygotowuje ich na własne doświadczenie słabości. To jest istotne w tym wszystkim.
Pan Bóg nigdy nie przestraszy się naszym grzechem, nie przerazi się naszą słabością, ale my możemy się przerazić. Możemy powiedzieć: „Nie, to ja nie dam rady. To są za wysokie progi na moje nogi. Ja się wycofuję”.
Ważne jednak, żeby w tym momencie nie zwątpić, bo nawet gdy my zwątpimy, gdy my się przerazimy, Pan Bóg w nas wierzy, ufa nam i zawsze doda odpowiednio sił, żebyśmy wrócili z powrotem, tak jak zebrał z powrotem apostołów po swoim zmartwychwstaniu.
Ewangelia była wczoraj o wniebowstąpieniu, gdzie już w momencie wniebowstąpienia święty Mateusz zapisywał, że oni jeszcze wątpili, jeszcze mieli takie — to tłumaczyłem we wczorajszym rozważaniu — nie tyle wątpliwości w sensie wiary, ale to wszystko było jeszcze takie oszałamiające, zbyt dużo tego.
Później nastąpiło zesłanie Ducha Świętego, które umocniło ostatecznie apostołów.
Jeśli na twojej drodze wiary pojawią się takie trudności, które zdemaskują to, że ta twoja pewność była zbyt mocna, bo jednak coś ją pokonało, że załamałeś się w tej wierze, gdzieś się wycofałeś, to pamiętaj, że nigdy nie jest to droga zamknięta, ostateczna. Zawsze można wracać do Jezusa, odbudowywać swoją wiarę, zaufanie Jemu, wracać, nawracać się i iść za Panem Bogiem.
Tu jeszcze może taki przykład, bo tak sobie obmyśliłem, co tutaj podać. Gra w szachy.
Jakże często jest tak, że pozornie ktoś wystawia nawet bardzo ważną figurę drugiemu. On się skusi, zbije tę figurę i może ktoś laik patrzący z boku powie: „Nie, no już jest przegrane, stracił tutaj taką ważną figurę”.
Ale człowiek już wie, jak zrobić szach-mat i stracenie tej figury jest całkowicie nieistotne, bo już ma plan na szach-mat, na wygranie tej partii.
Tak może być w naszym życiu, że czasami coś nam nie pójdzie, coś się nie uda, gdzieś nawet możemy pomyśleć po ludzku, że jest klapa, ale Pan Bóg z tych popiołów jest w stanie wyprowadzić wiarę głębszą, że bardziej będziemy Mu ufać.
Tak podchodźmy do wiary.
Pan Jezus — zobaczmy — nawet do apostołów mówi: „Teraz wierzycie?”, nawet z taką lekką ironią. „Przyjdzie czas, że się rozproszycie”.
Ale wiedział, że zbierze ich z powrotem, umocni Duchem Świętym i będą głosić wiarę całą sobą, aż po śmierć męczeńską.