Trwajcie w miłości mojej. Będziecie zaś trwać w mojej miłości, jeśli zachowacie moje przykazania. Tak Pan Jezus zwraca się dzisiaj do swoich uczniów.
Dzisiaj wyjątkowo nie będę cytował żadnego komentarza katolickiego, nie będę cytował żadnego Ojca Kościoła, ale odniosę się do księdza Adama. To jest drugi wikariusz w parafii, gdzie razem posługujemy. Jeśli chodzi o Mszę Świętą, to wiecie, że czasami dwóch księży odprawia Mszę Świętą, czasami jeden odprawia, a drugi wychodzi i mówi kazanie. Taka sytuacja miała miejsce w niedzielę, kiedy ksiądz Adam mówił kazanie.
Mówił właśnie o tym, jak wyglądali pierwsi chrześcijanie, i użył takiego określenia, które zapadło mi w pamięć. Powiedział, że pierwsi chrześcijanie mogli być przez pogan odbierani jako ateiści. Naprawdę powiem, że wiadomo, czasami człowiek jest zasłuchany w tych kazaniach, ale czasami któreś nawet i do księdza trafi.
Jak oni mogli odbierać chrześcijan jako ateistów? Mianowicie dla pogan — mówimy tutaj o pierwszych wiekach Imperium Rzymskiego — liczyło się to, że człowiek szedł i publicznie składał ofiary. Pierwsi chrześcijanie też mieli po prostu publicznie złożyć ofiarę bogom i tyle. To było najważniejsze. Nie miało znaczenia, czy oni w to wierzą, czy nie wierzą. Publicznie musieli dokonać jakiegoś aktu. Oczywiście chrześcijanie oddawali życie, bo dla nich to nie był tylko jakiś publiczny drobiazg, ale coś, co dotykało całego ich wnętrza. Stąd pierwsi męczennicy.
Zobaczmy: religia, chrześcijaństwo — Pan Jezus wprowadził nową rzecz, sprowadzając religię do poziomu życia osobistego. W tamtych czasach bogów było mnóstwo i każdy z nich miał swoje ołtarze. Składano im dary, trzeba było uczestniczyć w procesjach, wykonywać określone gesty, złożyć jakiś dar. Życie toczyło się swoim życiem, ale ważne było uczestnictwo w tych wszystkich celebracjach.
A życie chrześcijańskie zeszło trochę głębiej. Chrześcijanie mówią: przecież my wierzymy w jednego Boga. I poganie mogli patrzeć na nich jak na ateistów. Przecież tyle mamy tutaj bogów, a oni mówią, że wierzą tylko w jednego? Mówią, że temu Bogu nie trzeba składać żadnych ofiar ani urządzać uroczystych procesji. Przypominam, że były to jeszcze czasy prześladowań. Dzisiaj oczywiście publicznie wyznajemy wiarę, jak najbardziej, ale wtedy spotykali się gdzieś potajemnie, nie uczestniczyli w tych wszystkich pogańskich kultach. Po prostu wydawali się ludźmi niewierzącymi.
Teraz przez analogię do dzisiejszych czasów. Jakże często my patrzymy na człowieka tylko przez pryzmat jego religijności. Już dawno nie miałem protokołu przedmałżeńskiego, bo w zeszłym roku mieliśmy zaledwie trzy śluby na całą parafię. Trzech księży i każdy błogosławił po jednym ślubie. Ale pamiętam, że w protokole przedmałżeńskim spisywało się praktyki religijne: że ktoś spowiada się co miesiąc, chodzi do kościoła raz w miesiącu albo co tydzień. Jak ktoś zadeklarował, tak się wpisywało. I to miało w jakiś sposób ukazać wiarę tego człowieka. Bardziej ukazywało religijność, ale tak trzeba było to wpisywać i tak wpisywaliśmy.
My też bardzo często patrzymy na człowieka pod względem praktyk religijnych. Czy chodzi do kościoła, czy nie chodzi, jak często chodzi. To są rzeczy zewnętrzne. Tymczasem wiara chrześcijańska jest czymś głębszym. To jest to, jak żyjemy. To jest przeniesienie religii z poziomu religijności na relację osobową.
Stąd Jezus mówi: kto idzie za Mną, ten przestrzega moich przykazań. Kto Mnie miłuje, przestrzega przykazań. Przeniósł ten poziom z religijności, z samych gestów, na życie. To życie ma pokazać, czy człowiek rzeczywiście wierzy i idzie za Jezusem.
Niech więc ta dzisiejsza Ewangelia będzie dla nas przypomnieniem, że nie wystarczy powiedzieć — jak to niektórzy mówią — wyznać ustami, że wierzę w Jezusa, i już. Nie. Trzeba żyć przykazaniami, bo w ten sposób konkretnie i realnie ukazujemy naszą miłość do Jezusa i naszą wiarę.