Jeżeli świat was nienawidzi, wiedzcie, że Mnie wpierw znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was kochał jako swoją własność. Tak Jezus zwraca się dzisiaj do swoich uczniów. Wcale nie ukrywa przed nimi, że bycie chrześcijaninem, pójście za Jezusem na serio, będzie kosztowało.
Ten tekst rozumiemy oczywiście jako zapowiedź prześladowań, jako zapowiedź ataków na Kościół, na ludzi wierzących, na tych, którzy żyją serio Ewangelią. Dzisiaj chciałbym rozważyć ten fragment w kontekście nauczania dwóch Ojców Kościoła, którzy szerzej rozumieją ten problem.
Pierwszy to Grzegorz Wielki. Pisał o tym, że owszem, te prześladowania będą, będzie sprzeciw, ale najgorsze jest, jeśli chrześcijanin zacznie na siłę szukać akceptacji. Wtedy jego wiara się rozmyje. Pisał, że to są nie tylko wielkie prześladowania, ale też te codzienne uszczypliwości, wyśmiewanie, odrzucanie. Te wszystkie sytuacje, gdy człowiek może być odstawiany przez znajomych na boczny tor, odstawiany bo nie pasuje do tego towarzystwa, bo za bardzo jest wierzący.
Wtedy może się zrodzić pokusa, żeby wyprzeć się swoich wartości, swoich przekonań i szukać akceptacji: „Przyjmijcie mnie, ja jestem taki jak wy”. Jednak oni nie chcą: przecież się modlisz, wierzysz, masz sumienie, zasady – jednak zbyt odstajesz. Wtedy czasami powoli człowiek zaczyna się naginać, rozmiękcza wszystko czym żył i coraz mniej rzeczywiście jest życia wiarą. Nawet może pozostaną praktyki religijne, ale takiej prawdziwej wiary jest coraz mniej.
To jest to pierwsze ostrzeżenie Grzegorza Wielkiego, czyli poszukiwanie na siłę akceptacji innych. Zostawiając nawet temat wiry - widzimy, jak to jest na co dzień z szukaniem akceptacji. Ilu ludzi gdzieś się rozmyło ze swoją tożsamością, osobowością, bo chcieli na siłę zdobyć akceptację, towarzystwa, kolegów. Jednak po jakimś czasie towarzystwo się rozpłynęło, koledzy odeszli, a człowiek sam później nie za bardzo znając swoją tożsamość.
Druga rzecz — Orygenes. Ta interpretacja bardzo mi się podoba. Mówi on o sprzeciwie świata, ale w kontekście naszego życia wewnętrznego. Już nie chodzi o to, że ktoś nas wyśmiewa, ktoś nas prześladuje, ale mówi o tym, co dzieje się w naszym wnętrzu.
Nasz stary człowiek w nas walczy. Jakże często gdy już idziemy drogą nawrócenia, myślimy, że wszystko jest dobrze, a tu przychodzi jakiś wewnętrzny bunt: „Ja chcę żyć po staremu, ja chcę na nowo robić te rzeczy, które robiłem wcześniej, przed nawróceniem”.
Powiedziałbym nawet, że to jest trudniejsze - ten wewnętrzny zgrzyt, ten wewnętrzny atak. Na zewnątrz ludzie może nawet tego po nas nie widzą, ale jeśli to zaczyna nas wewnętrznie atakować, pracować, urabiać, to po jakimś czasie człowiek może ulec.
Niech to dzisiejsze Słowo Boże, że i Jezusa prześladowali, i nas będą prześladować, będzie dla nas umocnieniem wobec tych ataków zewnętrznych, które czasami łatwiej przyjąć, bo łatwiej je rozpoznać, ale też umocnieniem przy tych atakach wewnętrznych. Jakże często one przychodzą. Ten stary człowiek w nas się odzywa, ten sprzed nawrócenia: „Żyj tak jak wcześniej, po co teraz siebie ograniczasz, po co wymagasz od siebie?”, abyśmy w tych momentach nie ulegali pokusie.