Jak umiłował mnie Ojciec, tak i ja was umiłowałem. Trwajcie w miłości mojej. Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak i ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w jego miłości.
Taki dzisiaj nam fragment Ewangelii daje Kościół do rozważania. A go czytając, od razu czegoś mi tutaj brakowało. I to jest rozdział 15 Ewangelii Jana, wersety od dziewiątego. Ale ten początek, te pierwsze osiem wersetów, one mówią o trwaniu winorośli, o trwaniu latorośli w Jezusie. I to jest kontynuacja tego fragmentu, dlatego dobrze też jest zapoznawać się z Pismem Świętym w lekturze indywidualnej, takiej po prostu, jak ktoś mówi lectio continua, czyli po prostu całościowo sobie czytać Pismo Święte.
No ale skupmy się na tym fragmencie, który nam dzisiaj dał Kościół na dzień dzisiejszy przewidziany. Trwajcie w miłości mojej. Ale zanim do tego przejdę, ten początek — Jezus mówi o tym, że Bóg nas kocha. Te słowa: jak mnie umiłował Ojciec, tak i ja was umiłowałem. I to jest pewien w ogóle fundament czegokolwiek, bo ilu z nas czuje się gdzieś niekochanych, odrzuconych, czasami siedzimy i tak się zastanawiamy, dla kogo żyjemy na tym świecie, czy jakby nas nie było, ktoś by w ogóle zapłakał.
Może niektórzy się zastanawiają, ilu by przyszło na jego pogrzeb, czy może szczerze by płakali, czy nie, a może w ogóle nikt by nie płakał. Przyszliby z obowiązku albo zobaczyć, co tam u dalszej rodziny słychać. I tak ludzie naprawdę się zastanawiają nad takimi rzeczami, a Pan Jezus mówi: i ja was kocham, tak jak Ojciec mnie umiłował, tak i ja was kocham. Więc to jest ten pewnik pierwszy, że Jezus nas kocha.
A później pokazuje, w jaki sposób my mamy kochać Go. Trwajcie. I tu Pan Jezus wskazuje konkretnie, że nie chodzi o jakąkolwiek miłość taką deklaratywną, ale o miłość wyrażoną poprzez moralne czyny. Bo to też, to słowo „kocham cię”, bardzo często jest gdzieś wyświechtane w wielu domach. Gdzieś żony po prostu czują się niezrozumiałe, nikt się nie zatroszczy, mąż o ich emocje, uczucia, czują się po prostu już sprzątaczką w tym domu, czy nawet czują, że to nie ich życie, już po prostu są traktowane, pomiatane wręcz czasami.
Ale mąż przyjdzie i powie: kocham cię, kochanie, chodź, przytul się, ja cię kocham. I w drugą stronę to też działa. Czasami mężczyźni zapracowują się na śmierć i ciągną jeden etat i drugi, a w domu czują się gdzieś właśnie niepotrzebni albo czują się tylko sponsorami i żona powie: no ja tak kocham cię, kocham cię, ale nie ma jakiegoś takiego przełożenia na takie konkrety, które umacniają, spajają to małżeństwo.
No ale zostawmy już życie małżeńskie, bo ktoś powie: co tam się ksiądz zna, ksiądz nie ma żony. Czyli ta rzecz najważniejsza — miłość jest fundamentem. I teraz Pan Jezus — tu się odniosę do — to święty Augustyn mówił, że miłość poprzez czyny moralne, nie poprzez tylko deklaracje.
I jeszcze tylko chcę się odnieść do Jana Chryzostoma. Jan Chryzostom bardzo pięknie rozpracował ten tekst, że Pan Jezus daje wskazanie, czyli zadanie: trwajcie w miłości mojej. Ale pokazuje też sposób, jak mamy trwać, czyli przestrzegając moich przykazań. I oprócz tego, że mówi, co mamy robić, jak mamy robić, wskazał też swoim przykładem, jak to czynić. Mówi: tak jak ja trwam w miłości mojego Ojca, jak ja zachowałem jego przykazania.
Niech więc ten dzisiejszy krótki, taki dosyć fragment Ewangelii, ale bardzo treściwy, będzie dla nas zachętą do przyglądania się naszej miłości względem Pana Boga jako trwania, bo to nie jest jakieś trwanie bezosobowe, ale to jest trwanie w miłości, która wyraża się w konkretnych czynach moralnych. Ale zarazem w tych czynach idziemy za przykładem Jezusa, stąd mamy też i tę drogę wskazaną, i podany przykład, ale przede wszystkim też i siłę umocnienia, bo samemu na tej drodze miłości wobec Pana Boga to byłoby zbyt trudno trwać.
Dlatego potrzeba tu i Jezusa, i Ducha Świętego, i Boga Ojca, który będzie nas umacniał i prowadził.