Poznań, miasto doznań. Sodomie lżej będzie w owym dniu niż temu miastu.
Oczywiście nie chodzi o Poznań jako taki. Do Poznania jeszcze wrócę. Chodzi o miasta, które odrzuciły posłanych przez Jezusa siedemdziesięciu dwóch.
Do Poznania nawiązałem dlatego, ponieważ wczoraj wybrałem się właśnie tam pociągiem. Chodziłem po tym mieście, jeździłem tramwajami, autobusami i patrzyłem na ludzi – czy to w komunikacji miejskiej, czy spacerujących, czy stojących na przystankach. Zastanawiałem się, ilu z nich czyta Ewangelię na co dzień, ilu z nich do niej zagląda.
Myśl ta mi towarzyszyła, ponieważ napisałem aplikację na Androida z Ewangelią i rozważaniem na każdy dzień. Obecnie jest w fazie testów i już niedługo będzie dostępna w Sklepie Play.
Wracając do głównego wątku. Patrząc na tych ludzi, zastanawiałem się, czy w ogóle mają w domu Pismo Święte, czy je czytają. Zastanawiałem się, czy te moje rozważania, które tutaj piszę i nagrywam, mogłyby trafić do takiego przeciętnego człowieka, który z Pismem Świętym może nie jest jakoś szczególnie zaznajomiony. Wiem, że te rozważania, które piszę, i filmy, które nagrywam, czytają i oglądają ludzie pobożni, ci, którzy się modlą, którzy starają się pogłębiać Słowo Boże. Jednak taki przeciętny człowiek, mieszkaniec Poznania czy innego większego miasta, czy jakiegokolwiek miasta albo wioski – na ile mógłby być zainteresowany tymi tematami, zwłaszcza w kontekście tej aplikacji?
Tak myślę: może jakieś krótsze cytaty? Bo cytuję tu Ojców Kościoła, szukam tłumaczeń greckich, ale większość ludzi żyje gdzieś szybko, pobieżnie. Jak zachęcić ich, żeby właśnie pogłębiali swoją wiarę?
Tutaj z odpowiedzią przychodzi mi dzisiejsza Ewangelia. Jezus posyła innych siedemdziesięciu dwóch. Bardzo pięknie określa ich św. Cyryl Aleksandryjski. Zacytuję:
„I dlatego Chrystus ustanowił tych, którzy mieli być, że tak powiem, sprzymierzeńcami i współpracownikami Dwunastu uczniów”.[1]
Tak napisał Cyryl Aleksandryjski. Jakże aktualne są dzisiaj te słowa! Siedemdziesięciu dwóch jako sprzymierzeńcy i współpracownicy Dwunastu.
Wracając do Poznania i do mojej wycieczki, patrząc na tych ludzi, byłem przekonany, że wielu z nich nigdy nie zamieni z księdzem nawet słowa. Może przy okazji chrztu własnego dziecka w biurze parafialnym, ale to często jakieś nerwy, bo nie ma zgody na konkretnego chrzestnego albo ksiądz proponuje inny termin. To jest ich jedyny kontakt z księdzem.
Na kolędzie bardzo często gdzieś chowają się po pokojach albo wychodzą z psem. Albo, nie daj Boże, jeszcze kontakt z księdzem przy okazji pogrzebu, jak tam wchodzą często kwestie finansów. Niedawno z jedną panią rozmawiałem – też oburzona: śmierć dziecka, siódmy miesiąc ciąży, a ksiądz od razu podał stawkę, był szorstki. Naprawdę po takim kontakcie wielu gdzieś już nie ma chęci z księdzem rozmawiać.
Zobaczmy, ile młodzieży dopiero, gdy idzie do bierzmowania, przystępuje do spowiedzi, gdzie ostatni raz było przed swoją Pierwszą Komunią Świętą. Takie są realia dzisiejszego czasu, dzisiejszego świata.
Właśnie tego jakoś mocno doświadczyłem. Nie wiem dlaczego, ale właśnie wtedy, zwiedzając Poznań.
Jak docierać?
Księża nie dotrą wszędzie. Tych Dwunastu Apostołów odnosimy do biskupów, a później święconych przez nich kapłanów jako ich pomocników, do tych wszystkich, którzy idą z taką formalną, byśmy powiedzieli, oficjalną posługą. Ale jest właśnie też tych siedemdziesięciu dwóch – tych, którzy mają być sprzymierzeńcami i współpracownikami.
Nawet Jezus, zobaczcie, wybrał Dwunastu, ale wiedział, że ich nie wystarczy, więc wybrał kolejnych siedemdziesięciu dwóch i ich też posłał.
Takich ludzi potrzeba. Potrzeba zaangażowania świeckich.
W wielu parafiach są wspólnoty, ludzie zaangażowani, pełni pasji. Weźmy chociażby kwestię przygotowania do bierzmowania, o którym wspomniałem. W wielu parafiach przecież angażują się w to świeccy, którzy potrafią zachęcić tych młodych ludzi swoim przykładem. Oczywiście tutaj pod kierownictwem księdza, z jego pomocą.
Teraz mówimy o takim formalnym zaangażowaniu w życie parafii, ale pozostaje przecież jeszcze zwykłe świadectwo życia. Osoby świeckie spotykają tych ludzi na co dzień. Wy ich spotykacie. Wasze świadectwo, wasze słowo, wasze pociągnięcie do Chrystusa może zdziałać o wiele więcej niż słowo księdza.
Jak mówię, tych ludzi często w kościele nie ma i nie będzie. Może przyjdą właśnie przy okazji pogrzebu, usłyszą kazanie księdza, ale tak na co dzień ich po prostu nie ma.
Ja tutaj na przykład staram się, dwoję i troję, nagrywam filmy, ale patrzę: później film ma dwadzieścia wyświetleń, trzydzieści. To jest mniej osób, niż mieści się w autobusie. Czasami jest sto, trochę więcej, ale to tyle osób, co się zmieści w jednym tramwaju. Krótkie shorty czasami mają te tysiąc wyświetleń, ale to tyle, co się zmieści w jednym pociągu.
Co to jest wobec całej rzeszy ludzi, którzy mogliby potencjalnie słuchać Ewangelii?
W waszych rękach oni są.
Spróbuj odnaleźć się wśród tych siedemdziesięciu dwóch posłanych przez Jezusa. Pomyśl, że ty też jesteś posłany, aby docierać do tych, do których Apostołowie nie dotarli. Do tych, do których gdzieś ksiądz nie dotrze. Przez twoją posługę słowa, przez twoje autentyczne świadectwo życia chrześcijańskiego Chrystus jest w stanie do nich dotrzeć.
Oczywiście aluzja do Poznania była przypadkowa na początku, bo akurat w tym mieście byłem.
Pozdrawiam wszystkich, szczególnie poznaniaków.
[1] Św. Cyryl Aleksandryjski, komentarz do Ewangelii według św. Łukasza. ↩
Polecam także moje archiwalne rozważania do tego fragmentu Ewangelii: