Bóg Ojciec powierza cię Chrystusowi. Nie ma na świecie ludzi niezaopiekowanych, o których Bóg by się nie troszczył.
Dziś w Ewangelii słyszymy: „Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę”. Tak mówi Pan Jezus. To jest tłumaczenie Biblii Tysiąclecia, ale zdecydowanie bardziej po ludzku i lepiej brzmi: „Wszyscy, których powierza Mi Ojciec, przyjdą do Mnie i nikogo z nich nie odrzucę”. Wcześniej brzmiało to tak, można powiedzieć, bezosobowo, natomiast tutaj bardzo wyraźnie: „których powierza Mi Ojciec”. Czyli Bóg powierza nas Chrystusowi.
Dzisiaj to rozważanie chciałbym poprowadzić w takim kluczu uniwersalnym, bo czasami zastanawiamy się, czy inni ludzie będą zbawieni, ludzie innych religii. Zwłaszcza ostatnio był temat, była dyskusja na temat zbawienia Żydów. Wielu ludzi się bulwersowało, denerwowało, że niektórzy chodzą do synagog. Uważano, że próbują zrównać katolicyzm z judaizmem, gdzieś zatrzeć całkowicie te różnice. Oczywiście, że nie. Wierzymy, że Chrystus zbawia ostatecznie każdego człowieka, ale wiemy, że jest Trójca Święta: Bóg Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. Zbawienie dokonuje się ostatecznie w Chrystusie i Chrystus jest najprostszą, najlepszą drogą do zbawienia.
Pan Bóg jest przecież Stwórcą wszystkich ludzi. To jest pewne uproszczenie: Bóg Ojciec, Syn Boży, Duch Święty, ale tak to przyjmijmy. Bóg Ojciec stwarza każdego człowieka — oczywiście Bóg jako jedność, całość. Nie ma ludzi, którzy pojawili się na świecie bez wiedzy Pana Boga. Nawet ci, których życie powstało w wyniku gwałtu, czy w wyniku jakichś innych sytuacji, czy było niespodzianką dla rodziców, zwłaszcza młodych, bo się nie spodziewali — nie ma tak, że to życie pojawiło się wbrew woli Pana Boga. Pan Bóg chce każdego człowieka.
Teraz przechodzimy do katolicyzmu. Pan Bóg powierza swojemu Synowi ludzi, powierza Chrystusowi. To porównam, bo skojarzyło mi się ze szkołą — bazuję tutaj na świętym Augustynie, ale samo porównanie przyszło mi na myśl z doświadczenia. Mam czasami dyżur na świetlicy i trzeba dziecko później przekazać. Przychodzi mama, tata, babcia, dziadek, inny nauczyciel przejmuje świetlicę, albo odsyłam dziecko na angielski. Muszę w dzienniku elektronicznym wyrejestrować dziecko i zaznaczyć, komu je przekazałem. To musi być odnotowane. Nie ma tak, że mogę po prostu skończyć dyżur i zostawić dziecko. Muszę wskazać, co się z nim dzieje dalej.
Tak samo Pan Bóg przekazuje, powierza nas Chrystusowi. To jest istotne w katolicyzmie: w tej drodze, którą przewidział Pan Bóg, posyłając swojego Syna na świat, jest pełnia i najpewniejsza droga zbawienia. Oczywiście nie jedyna, bo Pan Bóg formował ludzi przez cały Stary Testament. Ludzie Starego Testamentu także będą zbawieni. Trzeba było przygotować naród wybrany, żeby był w stanie odkryć Boga jako człowieka — Syna Bożego, który przyjął naturę ludzką. Bez tego kontekstu Starego Testamentu, bez proroków, byłby niezrozumiały. Gdyby Chrystus pojawił się dwa tysiące lat wcześniej i zaczął mówić o Bogu, ludzie nie mieliby jeszcze koncepcji Boga jedynego, bo panowało wielobóstwo. Zostałby całkowicie odrzucony jako niezrozumiały. Stąd potrzeba Starego Testamentu jako fundamentu i przygotowania.
Następnie przychodzi Chrystus i mówi: „Ojciec powierza Mi tych, którzy do Mnie przyjdą, i nikogo z nich nie odrzucę”. Wiemy jednak, że nie wszyscy są katolikami, nie wszyscy są chrześcijanami. Są muzułmanie, wyznawcy judaizmu, religii dalekowschodnich, są ateiści, agnostycy. Co z nimi?
Zobaczmy: Bóg Ojciec powierza Chrystusowi ludzi, ale ci, którzy w jakiś sposób nie zostali powierzeni, nie otrzymali łaski wiary, nie poznali wiary katolickiej, nie pozostają bez opieki, nie są pozostawieni sami sobie. Cały czas są w ręku Boga. To jest najistotniejsze: Pan Bóg wskazuje drogę najlepszą, najprostszą, ale do niektórych nie dociera, bo nie ma misjonarzy, bo głoszenie Ewangelii jest słabe. Dzisiaj mało kto na świecie nie słyszał o Jezusie, ale często jest to obraz zniekształcony — z memów, z karykaturalnych przekazów, z wyśmiewania.
Pan Bóg, nawet dając łaskę wiary takiemu człowiekowi, nie zawsze może go doprowadzić konkretnie do Kościoła, bo brakuje poznania. Ten człowiek jednak cały czas pozostaje w ręku Boga. Nie ma na świecie ludzi, którzy byliby poza Jego wiedzą, troską i opieką.
W jaki sposób dokonuje się zbawienie? Najprostsza droga to Kościół, życie sakramentalne — to jest droga najpewniejsza. Człowiek umiera i staje przed trybunałem Chrystusa. Natomiast pozostali, którzy za życia nie rozpoznali Chrystusa — czy to eucharystycznego, czy w ogóle nie byli chrześcijanami — mieli możliwość żyć dobrze, zgodnie z sumieniem, zgodnie z zasadami wpisanymi w naturę człowieka. W ten sposób, stając po śmierci przed Chrystusem, mogą otrzymać zbawienie, jeśli rzeczywiście żyli zgodnie z przykazaniami, nawet jeśli nie znali ich wprost i nie znali Boga.
Ktoś powie: skoro tak, to „hulaj dusza, piekła nie ma”. Nie. Może być ktoś, kto mimo że jest powierzony Bogu, występuje przeciwko życiu, przeciwko przykazaniom, ostatecznie przeciwko samemu Bogu. W ten sposób sam skazuje się na potępienie. Staje przed Chrystusem, a jego życie okazuje się całkowicie sprzeczne nawet z podstawowymi zasadami ludzkiego życia.
Na koniec obraz. Pielgrzymka zatrzymuje się na stacji paliw. Wszyscy wsiadają do autokaru i jadą dalej. Na następnym postoju okazuje się, że jednej osoby brakuje. Organizator zrobi wszystko: zawróci, wyśle samochód, zadzwoni, zaproponuje autobus czy pociąg, żeby tę osobę sprowadzić z powrotem. Ta osoba może jednak powiedzieć: „nie, zostaję, idę swoją drogą”.
Pierwsza sytuacja — to my, Kościół katolicki, jak w autokarze: najprostsza droga, wszystko dane — sakramenty, środki zbawienia. Druga — ci, którzy jeszcze tego nie znają: wtedy Pan Bóg znajdzie inne drogi, jak organizator, który szuka pielgrzyma. Trzecia — ktoś całkowicie odrzuca. Wtedy dla takiej osoby zbawienia nie będzie.