Bóg staje się pokarmem, a nie tylko karmi. Dzisiaj zwracają się ludzie do Jezusa, mówiąc: nasi przodkowie karmili się na pustyni manną. Jak napisano: dał im do spożycia chleb z nieba. A Jezus odpowiada: to Ja jestem chlebem życia.
I tutaj zacząłem od tego, że Bóg staje się pokarmem, a nie tylko karmi, bo zobaczmy wcześniej: Pan Bóg zsyłał mannę, później zsyłał przepiórki, a ogólnie można powiedzieć, że opiekował się narodem wybranym, cały czas dawał coś, jakieś dary. A w tym momencie Jezus, utożsamiając się z Eucharystią – bo to jest dla nas najistotniejsze, dla katolików – sam staje się pokarmem. Czyli już nie jest tak, że Bóg coś daje, ale cały Chrystus nam się daje jako Bóg.
Jest to wejście w jedność z Chrystusem poprzez Eucharystię. Już nie tylko otrzymywanie od Niego jakichś darów, nie tylko zdobywanie wiedzy, nauki, nie tylko czytanie Słowa Bożego, czyli przyjmowanie czegoś z zewnątrz, ale wierzymy, że przyjęcie Eucharystii, daru z nieba, Chrystusa, który powiedział, że On jest chlebem życia, jest w pełni przyjęciem Jego, utożsamieniem się z Nim.
Inne dary mogą być chwilowe, na jakiś czas, a Pan Jezus mówi: ten, kto do Mnie przychodzi, nie będzie już głodny. Ponieważ Jego dar jest całkowity, wypełni tę naszą całą pustkę. Czyli tutaj nie jest tak, że Pan Bóg chce nam dawać jakiś kolejny dar, ale daje już maksimum, wszystko, co może – samego Chrystusa.
I tutaj przechodzimy do sedna. Jezus mówi: ten, kto we Mnie wierzy, nie będzie już nigdy odczuwał pragnienia. Dlaczego? Ponieważ Pan Bóg nie może dać nic więcej. Dał już wszystko, dał realną komunię, czyli jedność, bycie razem, zjednoczenie.
Jak to możemy tak bardziej po ludzku objaśnić? Weźmy relację z kimś. Tata pojechał w delegację, daleko pracuje, czy żona wyjechała i przysyła prezenty. Dziecko się cieszy, bo tu jest prezent od taty, tu też coś otrzyma, czy żona od męża, czy mąż od żony – jakaś pamiątka, liścik miłosny, perfumy, coś, co pokazuje, że pamięta, że jest ta miłość. Ale to jest nic w porównaniu z tym, gdy ta druga osoba wróci. Wróci tata z delegacji, przytuli dzieci, wróci żona, spotka się z mężem – wchodzą w żywą relację, spotykają siebie.
To jest ta różnica pomiędzy Starym Testamentem, gdzie Pan Bóg dawał dary, a tym, co ostatecznie dokonało się w Chrystusie. Poprzez wcielenie dał nam się całkowicie. A my poprzez przyjmowanie Eucharystii, chleba życia, jak Jezus nazywa samego siebie, wchodzimy z Nim właśnie w tę relację. Już nie tylko czekamy na jakieś poszczególne dary, ale jesteśmy z Jezusem zjednoczeni.
To jest już może ostatni wątek: ten pokarm daje nam siłę na życie wieczne, ale i na to życie obecne tutaj. Wiemy jako katolicy, że jeśli ktoś umiera, bardzo często jest wzywany ksiądz. Oczywiście nie chodzi o to, żeby czekać do ostatniej chwili, ale wcześniej, gdy ktoś jest w stanie zagrażającym życiu, poprosić księdza z Komunią. Ta Komunia nazywa się wiatyk, co oznacza z łaciny pokarm na drogę.
Ostatnia przyjęta Komunia Święta przez katolika to właśnie pokarm na drogę – na tę drogę do życia wiecznego, na to przejście do życia wiecznego. Analogicznie jest to pokarm także na drogę naszego życia tutaj, żebyśmy byli umocnieni w codzienności.
Nie jest tak, że Komunię Świętą przyjmujemy tylko po to, żeby pokazać, że mamy stan łaski uświęcającej czy – nie daj Boże – być lepsi od innych. To jest pokarm dający nam życie, zaspokajający nasze pragnienia i przede wszystkim budujący relację z Chrystusem.
Wtedy wchodzimy z Nim w komunię, abyśmy się przemieniali w Chrystusa, żebyśmy swoim życiem, swoimi relacjami z innymi, traktowaniem innych ukazywali Chrystusa, żeby On w nas był widoczny.
Dzisiejszy fragment Ewangelii pokazuje, że Pan Bóg nie chce tylko nas karmić, tak jak to było w Starym Testamencie, ale sam stał się pokarmem, żebyśmy, przyjmując Chrystusa w Eucharystii, sami się uświęcali i stawali się Chrystusem dla innych.