Nie musisz się nikomu tłumaczyć, a ludzie czasami są wścibscy i to bardzo. Piękna Ewangelia dzisiaj. Ludzie zorientowali się, że uczniowie przepłynęli na drugi brzeg jeziora, a była tylko jedna łódź. I gdy z tamtego brzegu przybyli ludzie szukać Jezusa, okazało się, że Go nie ma. Wracają z powrotem, spotykają Jezusa i zdziwieni: „Rabbi, kiedy tu przybyłeś?”. Bo przecież wiedzą, że uczniowie przypłynęli jedną łodzią i aż dziwne, że Jezus jest nagle na drugim brzegu.
My wiemy, co się stało, bo wcześniejszy fragment tej Ewangelii mówi o tym, że Pan Jezus przyszedł w trakcie burzy na środek jeziora, później łódź pojawiła się na drugim brzegu i tak Pan Jezus tam się zjawił. Ale co Pan Jezus robi? Nie tłumaczy im się, nic nie mówi. Mógłby powiedzieć: „tak, przyszedłem w nocy, tutaj, gdy była burza”, zacząć opowiadać albo jeszcze się dokładniej tłumaczyć. Ale nie zaspokoił ich ciekawości, wścibskości, bym powiedział.
Wręcz przeciwnie, Pan Jezus wyrzuca im, po co idą za Nim, po co Go poszukują. „Szukacie Mnie nie dlatego, że zobaczyliście znaki, ale dlatego, że najedliście się chleba dosyta”. Bo wcześniej po drugiej stronie Pan Jezus dokonał rozmnożenia chleba. To jest ten jeden wątek. Pan Jezus się nie tłumaczył.
Ty też nie musisz się nikomu tłumaczyć. No może mąż żonie w jakichś takich sprawach podstawowych, czy pracownik – wiadomo – w rozliczeniach firmy. Jeśli ktoś wchodzi w twoją prywatność, gdzieś wścibsko wtyka nos w nie swoje sprawy, nie musisz się tłumaczyć. Pan Jezus naprawdę idealnie to rozegrał: przekierował rozmowę i dalej tłumaczy im.
Mówi o pokarmie na życie wieczne, mówi o królestwie Bożym i oni dalej Go pytają: „co więc mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże?”. Zobaczmy, poprzez konsekwencję, niewchodzenie z nimi w dialog, w tłumaczenie się, konsekwentnie Pan Jezus naucza dalej. Oni stawiają pytanie, co mają czynić.
To jest druga myśl z dzisiejszego tekstu, czyli konsekwencja w naszym głoszeniu Ewangelii, ale też w naszym życiu codziennym. Czasami potrzeba po prostu tej konsekwencji bez tłumaczenia się. Lepiej, żeby ludzie dostrzegli owoce naszej dobrej pracy, niż żeby gdzieś właśnie doradzali, ingerowali, bo każdy ma tysiąc swoich pomysłów, tysiąc swoich rad. Czasami samemu sobie z wieloma rzeczami nie radzi, ale innemu to by chętnie doradził. Więc lepiej pracować konsekwentnie i czekać na te dobre owoce.