Jezioro burzyło się z powodu gwałtownie wiejącego wiatru, tak to opisuje Jan Ewangelista. Zapadł zmrok, a Jezus jeszcze do nich nie dotarł. Gdy wiosłując, przepłynęli około 25 lub 30 stadiów, dostrzegli idącego po jeziorze Jezusa.
W dzisiejszej Ewangelii mamy dwa cuda. Pierwszy oczywisty, czyli Jezus idący po wodzie, ale drugi cud czasami gdzieś wielu potrafi przegapić. Na końcu łódź natychmiast znalazła się przy brzegu, do którego zmierzali. To jest istotne, ponieważ byli na środku jeziora. Ta odległość około 25 lub 30 stadiów to jest około 5 kilometrów, czyli mniej więcej środek Jeziora Galilejskiego. W takiej odległości byli, a gdy przyszedł do nich Jezus, nagle ta łódź znalazła się przy brzegu. To cud jak nic.
Dzisiaj chciałbym posłużyć się interpretacją Jana Chryzostoma. Bardzo pięknie on, patrząc na ten tekst, pokazuje, że Pan Jezus dopuścił wśród uczniów pewien strach, lęk, wątpliwość, żeby te wszystkie uczucia w nich się objawiły. Także w naszym życiu Pan Jezus nie chce przychodzić na początku trudności, usuwać wszystkie kłody spod nóg, żebyśmy żadnych trudności w życiu nie mieli. Tak postępuje rodzic niedojrzały, który dziecku wszystko zabiera, wszystkie przeszkody, niańczy je, a później dziecko wchodzi w okres nastoletni, dorosły i nie potrafi sobie z życiem poradzić.
Pan Jezus dopuszcza wejście w trudności, dopuszcza nawet te wątpliwości, strach i lęk. Przychodzi natomiast w momencie największego napięcia, gdy jest burza na jeziorze, gdy wieje gwałtowny wiatr. Uczniowie są już w połowie drogi, nie wiedzą nawet, czy lepiej wracać, czy płynąć dalej, bo w sumie na to samo wychodzi. W tym momencie pojawia się Jezus.
Istotne jest także to, co podkreśla Jan Chryzostom: Jezus nie przyszedł od razu z gotowym rozwiązaniem, ale mówi: „To Ja jestem, nie bójcie się”. Wlewa najpierw spokój w ich serca, pokój serca, pokój sumienia, a dopiero potem łódź znajduje się przy brzegu. Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź natychmiast znalazła się przy brzegu, do którego zmierzali.
Jan Chryzostom odnosi to do naszego życia. Gdy jesteśmy w trudach, niepokojach, w tych wszystkich zewnętrznych sytuacjach, które nas wewnętrznie bolą i są trudne, Pan Jezus przychodzi z Bożym pokojem. Nie oznacza to, że od razu wszystko na zewnątrz się ułoży i będzie idealnie, ale jeśli ten wewnętrzny pokój wleje w nasze serca, wtedy te zewnętrzne przeszkody staną się łatwiejsze do pokonania.
To jest częste doświadczenie osób wierzących: Pan Jezus nie przychodzi tak, że wszystko nagle na zewnątrz się układa. Jednak bardzo często daje taką pewność wewnętrzną. Mimo że na zewnątrz jest chaos, nagle po modlitwie, po prośbie przychodzi czas łaski i w tym wszystkim pojawia się wewnętrzny pokój. Wiemy, że to się uda, że to jest dobry kierunek.
Tak jak apostołowie płynęli przez jezioro, wiedzieli, że mają dopłynąć na drugi brzeg — kierunek był dobry. W tym całym chaosie i burzy nagle zapanował pokój po słowach Jezusa: „To Ja jestem, nie bójcie się”.
Dzisiaj Pan Jezus chce także mówić do ciebie. Jeśli jesteś w momencie trudności, niepewności, niepokoju, czekaj na ten głos. Czekaj na Jezusa, który przyjdzie po jeziorze, ukoi twoje serce i powie: „ze Mną dasz radę”. Nawet jeśli okoliczności nadal będą niesprzyjające, Pan Jezus wleje pokój w twoje serce i przede wszystkim przeprowadzi cię do drugiego brzegu.