Wiatr wieje, gdzie chce, i nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd zmierza. Słyszysz tylko jego szum. Tak też jest z każdym, który zrodził się z Ducha.
Tak Pan Jezus podczas rozmowy z Nikodemem mówi o chrześcijaninie, o człowieku wierzącym i o działaniu Ducha Świętego w jego życiu. Użył określenia, które, myślę, było zrozumiałe dla ówczesnych słuchaczy i dla nas także — porównania do wiatru.
Dzisiaj może już te zjawiska wiatru bardziej znamy, młodzież uczy się o nich na geografii, wiemy, jak przechodzą różnego rodzaju cykle, potrafimy też bardziej wykorzystać wiatr, chociażby w elektrowniach wiatrowych. Generalnie jednak wiatr, jak Pan Jezus powiedział, wieje, gdzie chce i kiedy chce. Zwłaszcza w ostatnich dniach widać, że wiosna nie może się przebić i wiatr daje się nam we znaki. Chodziłem po Kalwarii — spadające gałęzie były już bardzo niebezpieczne, niemal spadały na ziemię. Musiałem kilka zrzucić. W szkole, na boisku, jedna gałąź wisiała i również trzeba było ją strącić, żeby żadnemu uczniowi nie spadła na głowę. Ten wiatr działa i właśnie po jego efektach widzimy to działanie.
Nie będę się jednak wdawał w meteorologię, przejdźmy do życia duchowego.
W naszym życiu Duch Święty też działa. Widzimy Jego efekty, ale często nie wiemy, jak. Tak jak Pan Jezus powiedział: wiatr — nie wiemy, skąd przychodzi i dokąd zmierza, ale widzimy, że działa. Ważne jest, aby to działanie w swoim życiu rozpoznawać, rozeznawać. To jest to, o czym wielokrotnie mówiłem — moja ulubiona szkoła duchowości ignacjańskiej, rozeznawanie duchowe — a także potrafić przypisać to działanie Duchowi Świętemu.
Dzisiaj mamy ogromną tendencję do korzystania z usług psychologów, psychoterapeutów, psychiatrów. Oczywiście nie podważam tego, ponieważ nauka i wiara powinny się uzupełniać i są to rzeczy pożyteczne, byleby nie było pomieszania płaszczyzn. Często bowiem tłumaczy się to, co dzieje się w człowieku, próbując rozłożyć wszystko na części pierwsze, wyjaśnić konkretnym mechanizmem, powiedzieć, że to podświadomość.
Bywa tak, że człowiek sobie z czymś nie radził, a nagle jednego dnia wstaje i jest wolny od nałogu. Ktoś powie: to musiało w nim siedzieć, coś zostało przepracowane i nagle wyszło. Zdarza się, że ktoś w jakiejś sytuacji zdobędzie się na odwagę i zrobi coś, czego długo się bał. Pojawiają się inne momenty przełomowe w naszym życiu, decyzje, których sami nie rozumiemy: nagły przypływ żalu, smutku, czasami bez zewnętrznej przyczyny zaczynamy inaczej rozumieć relację z kimś, potrafimy spojrzeć na drugiego człowieka w duchu miłosierdzia, zobaczyć go inaczej niż dotąd.
Teraz przygotowywałem młodzież do bierzmowania. Zawsze pojawia się pytanie, czy są dobrze przygotowani, czy będą potrafili rozpoznawać dary Ducha Świętego w sobie i wydawać Jego owoce. Nawet na płaszczyźnie teoretycznej ważne jest, aby te dary poznali i potrafili je zdefiniować, ale jeszcze ważniejsze jest, aby rzeczywiście je dostrzec.
Często bowiem to, co się dzieje w człowieku, zrzuca się na podświadomość, mechanizmy obronne czy psychologiczne. Czasami bardziej pobożni katolicy przypisują to złemu duchowi: „to nie ja, to zły duch”. Pojawia się podejrzenie opętania czy potrzeba modlitwy o uwolnienie. Zły duch ma do nas dostęp, ale poprzez pokusy i rozbudzanie pragnień — ostatecznie jednak decyzję podejmujemy my.
Niech więc ta dzisiejsza Ewangelia, mówiąca o działaniu Ducha Świętego, często niepozornym, jak wiatr, który przychodzi, skąd chce i zmierza, dokąd chce, będzie dla nas przypomnieniem, że Duch Święty działa w życiu każdego z nas poprzez chrzest i dar Ducha Świętego otrzymany podczas chrztu, a szczególnie w bierzmowaniu, gdy otrzymaliśmy pełnię Jego darów.
Ważne jest, aby rozeznawać to działanie w swoim życiu i nie iść na skróty, tłumacząc wszystko zmęczeniem, rozkojarzeniem czy mechanizmami psychologicznymi. Potrzeba rozeznania i współpracy z łaską Bożą.