Dzisiaj mamy bardzo piękny tekst biblijny o uczniach idących do Emaus. Już po zmartwychwstaniu Chrystusa oni uciekają w pewien sposób z Jerozolimy, bo nie są w stanie tego wszystkiego ogarnąć swoim umysłem. Pan Jezus przychodzi do nich, podłącza się, można powiedzieć, do tej grupy idących osób i zaczyna z nimi rozmawiać. Wiemy, że dopiero na końcu oni Go rozpoznają.
Święty Ambroży bardzo pięknie ukazuje tutaj, że Chrystus może nam towarzyszyć także wtedy, gdy Go nie rozpoznajemy. Piękna myśl. Zobaczmy: wczorajsza Ewangelia — Maria Magdalena wzięła Jezusa za ogrodnika. Tutaj uczniowie idący do Emaus widzieli w Jezusie jakiegoś wędrowca, który dołączył się do nich, chciał, żeby mu ta droga może szybciej minęła, chciał po prostu z nimi porozmawiać. Pomimo tego, że nie rozpoznali Jezusa, On był z nimi. Tak że często wielu ludzi gdzieś nie rozpoznaje obecności Boga w swoim życiu, ale to nie znaczy, że tego Boga nie ma. On z nimi jest. To jest myśl świętego Ambrożego.
Myśl świętego Cyryla Aleksandryjskiego — dzisiaj odniosę się aż do czterech Ojców Kościoła — ujmuje to tak, że oni byli nie tylko smutni, nie tylko przestraszeni czy wręcz przerażeni, ale byli zagubieni teologicznie. Przecież gdy czytamy dalej, ta rozmowa jest niczym innym jak objaśnianiem teologii, tłumaczeniem zapowiedzi starotestamentalnych i tłumaczeniem misji Mesjasza, który przez wielu był rozumiany bardzo prosto czy wręcz politycznie: że ma przynieść wyzwolenie i koniec. A Pan Jezus tłumaczy im teologię, objaśnia Stary Testament. Czyli to nie był zwykły smutek, ale potrzeba było też właśnie tej wiedzy, żeby zrozumieć.
Święty Hieronim — to jest chyba najpiękniejsza myśl z tych wszystkich dzisiejszych. Święty Hieronim mówi o tym, w jaki sposób Jezus z nimi rozmawia. Zobaczcie, On nie stanął i nie powiedział: „Hej, oto Ja, zmartwychwstałem”. Wchodzi z nimi w dialog, słucha ich, dyskutuje z nimi i wydobywa ich sposób myślenia. Właśnie oni mówią o tych swoich obawach, o smutku: „A myśmy się spodziewali...”. Mówią o swoich oczekiwaniach mesjańskich, a Pan Jezus wchodzi z nimi w dialog, wydobywa to, co jest w ich sercu, pozwala im dzięki temu to uporządkować. To jest po prostu piękne.
Dla mnie to jest ideał głoszenia Ewangelii. Jestem daleki od tego, żeby wyjść jako ksiądz i mówić: tak, tak, tak, jest prawda, macie mnie słuchać. Tak nieraz uczniowie na katechezie się zgłaszają do pani katechetki czy do księdza proboszcza: „A dlaczego?”. „Bo tak, bo tak powiedziałem”. Nie. Właśnie ta dyskusja, rozmowa, zrozumienie słuchacza... Bo każdy z nas jest inny, każdy ma inny zasób wiedzy, inne własne doświadczenia życiowe. Żeby komuś coś wyjaśnić, wytłumaczyć, trzeba najpierw zobaczyć, jak on widzi tę rzeczywistość. To nie jest już tylko mój wymysł, ale jest to właśnie pedagogika Jezusa, który rozmawia z tymi uczniami idącymi do Emaus, wydobywając najpierw to, co jest w ich sercu, i dopiero wtedy jest w stanie im się objawić.
Święty Beda Czcigodny — to właśnie najczęściej ten fragment jest interpretowany w duchu Eucharystii. Ten moment spotkania, gdy już zostali przy stole, gdy oczy im się otworzyły i poznali Go, to jest właśnie ten moment, który Kościół uznaje jako Eucharystię. Jezus szedł z nimi, rozmawiał, ale dopiero dał się im poznać przy łamaniu chleba. Wtedy widzimy, co się dzieje dalej: wracają, już się nie boją tej ciemności, nocy. Wracają podzielić się tą radosną nowiną.
Niech więc ta dzisiejsza Ewangelia, bardzo piękna, w której — myślę — każdy z nas może się odnaleźć, będzie dla nas przypomnieniem właśnie o obecności Chrystusa w Eucharystii, że tam odnajdujemy Go w pełni. Ale też ta myśl Hieronima, ten dialog. Nawet gdy my czasami mamy wątpliwości, gdzieś błądzimy, szukamy, to pamiętajmy, że Pan Bóg nie chce nam się objawiać tylko na zasadzie: masz uwierzyć i koniec, bo tak Kościół napisał, tak Kościół powiedział, tak jest w Piśmie Świętym. On chce, żebyśmy tymi wątpliwościami się dzielili, żebyśmy szukali.
Po to są właśnie dokumenty Kościoła, po to są kręgi biblijne na przykład, po to są spotkania, katechezy dla dorosłych — w wielu parafiach też. Po to są różne treści, żeby szukać, szukać odpowiedzi. To, że człowiek gdzieś odpowiedzi nie znajdzie, nie znaczy jeszcze, że to pójdzie w zapomnienie. Często ta myśl później gdzieś krąży, krąży, narasta, a później przychodzą odejścia od wiary, bo człowiek gdzieś nie zaspokoił tych swoich niepewności. Nie bójmy się, gdy przychodzą wątpliwości, trudności, ale szukajmy odpowiedzi w dobrych źródłach.