Który z was Mnie wyda? Tak zwraca się dzisiaj Jezus do Dwunastu podczas Ostatniej Wieczerzy. Od razu zrobił się gwar, szmer, jakiś niepokój i pytanie apostołów: „Chyba nie ja, Panie?” Pytali jeden po drugim — tak to zapisał ewangelista Mateusz.
Jezus odpowiada: „Wyda Mnie ten, który zanurzył ze Mną rękę w misie”.
W tym momencie pojawia się pytanie Judasza, tylko że on pyta: „Chyba nie ja, Rabbi?”
Zobaczmy — tu jest kolosalna różnica. Apostołowie pytali: „Chyba nie ja, Panie?”, a Judasz pyta: „Chyba nie ja, Rabbi?”. Inny język już.
Zanim Judasz wydał Jezusa, on już był tylko — że tak powiem — obecny fizycznie na tej uczcie. Grał rolę ucznia, apostoła, ale już wewnętrznie się zdystansował od Jezusa.
Gdy apostołowie nazywają Go Panem, czyli Władcą, uważają Go za kogoś większego, za Tego, który ma panować nad ich życiem, Judasz zwraca się: „Rabbi”, czyli: „Nauczycielu”. On dla niego jest jakimś mędrcem, prorokiem, kimś, kto mówi mądre rzeczy, ale już w tym czasie Judasz planuje zdradę, już w swoim sercu zdystansował się od Jezusa, już nie jest Panem jego życia.
Judasz jeszcze fizycznie w tym gronie apostołów funkcjonuje, uczestniczy w Ostatniej Wieczerzy, ale już się zdystansował wewnętrznie, co przekłada się też na ten język. Jemu już przez gardło nie przeszło słowo „Panie” do Jezusa. „Czy to ja, Rabbi?”
Przełóżmy to teraz na nasze życie. Jakże często w relacjach międzyludzkich zaczyna się jakiś chłód, dystans, gdzie już nie ma słowa „kochanie”, nie ma jakichś słów życzliwych — w relacjach małżeńskich chociażby czy w relacjach z dziećmi. Gdzieś zaczyna się wszystko ochładzać.
Podobnie może być i w relacji z Panem Bogiem, gdzie ten język staje się już taki... no, jest Bóg, jest Jezus, ale już gdzieś brakuje na naszej modlitwie tej osobistej zażyłości: „Panie”, czy takiego zaufania, że Ty czuwasz nade mną. Podobnie może być też w relacji do Matki Bożej — już coraz rzadziej, że tak powiem, zwracamy się „Mamusiu”, może nie dosłownie, ale w takich ciepłych odczuciach, że jest, że Matka Boża czuwa, że robi nam się ciepło na sercu, gdy zajeżdżamy na Jasną Górę, widzimy obraz Matki Bożej, czasami popłyną łzy.
Może przyjść taki moment, gdzie już jest chłód, gdzie patrzymy: no jest, jest kult, ładny, zabytkowy kościół... Ten nasz zewnętrzny język bardzo mocno oddaje to, co jest w naszym wnętrzu.
Niech ta dzisiejsza Ewangelia będzie dla nas też taką okazją do zobaczenia, jak ja postrzegam Jezusa tym moim takim zewnętrznym patrzeniem, w tym słownictwie, w moich modlitwach. Czy tam jest jeszcze ta bliskość, ciepło, relacja? Jeśli nie, to może gdzieś już tak delikatnie, powoli odchodzę.