"Żaden dzień się nie powtórzy, nie ma dwóch podobnych nocy." Może nie będę śpiewał dalej, bo akurat śpiew nie jest moją mocną stroną. Żaden dzień się nie powtórzy. Idealnie pasuje to do dzisiejszej Ewangelii.
Wydarzenie wyjątkowe. „Maria zaś wzięła funt pachnącego i drogiego olejku nardowego, namaściła nim stopy Jezusa, po czym wytarła je własnymi włosami, a woń olejku napełniła cały dom”.
Wydarzenie niesamowite, że aż ewangelista zdecydował się je umieścić w Piśmie Świętym. Nieprzypadkowo, bo ona okazuje tę ogromną miłość. Gdy dzisiaj w szkole czytam tę historię, to wielu uczniów albo nie potrafi sobie tego wyobrazić, albo czuje jakiś niesmak. Dzisiejszy świat trochę wypaczył też nasze patrzenie. Ale ewangelista chciał w całej czystości pokazać piękno tego wydarzenia, ogrom miłości Marii, która namaszcza te stopy olejkiem, i to bardzo drogim, do czego za chwilę przejdę.
Są takie wyjątkowe momenty, które się nie powtórzą. Jezus mówi: „Zostaw ją w spokoju. Ona przechowywała go na dzień mojego pogrzebu”. Mamy pewnie wiele takich chwil w swoim życiu, które wspominamy, które może chcielibyśmy jakoś odtworzyć, ale to już nie to, bo ta atmosfera, ten moment, kiedy można było powiedzieć jakieś słowo, kiedy coś się wydarzyło, jakiś zachód słońca, słowa wypowiedziane akurat w tym momencie — to był właśnie ten czas na to.
Są takie chwile, są takie piękne chwile i właśnie taką chwilą było to namaszczenie w Betanii. Ale musimy je rozumieć właśnie w kluczu miłości.
A obok kogo mamy? Judasza. Stoi i chłodno patrzy na to całe wydarzenie, i mówi: „Dlaczego nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów, a pieniędzy nie rozdano ubogim?”. Wprowadza pewien chłód. Tutaj ojcowie Kościoła pokazują właśnie tę dysproporcję pomiędzy bezgraniczną miłością Marii, która ofiarowuje, co ma — tutaj ten bardzo drogi olejek — dokonuje gestu, który mógł trochę wzburzyć nawet innych, a z drugiej strony chłód Judasza, który ma piękne frazesy na ustach, a ewangelista Jan dopisuje wprost: „Był złodziejem”. Powiedział tak nie dlatego, że zależało mu na ubogich, ale dlatego, że był złodziejem.
Zobaczmy więc: można mieć piękne frazesy na ustach, a jednocześnie prowadzić podwójne życie. I tutaj ten pierwszy kontrast: miłość, a z drugiej strony jakiś chłód, wyliczenia.
Przejdźmy najpierw do tej pierwszej płaszczyzny — bezgranicznej miłości. Czas ofiarowany, pieniądze ofiarowane, ten drogi olejek. Przełóżmy to na nasze życie. Jakże często zaczynamy wyliczać — czy Panu Bogu, czy naszej rodzinie, dzieciom, mężowi, żonie: tyle poświęcam czasu, tyle pieniędzy, a wy jesteście niewdzięczni, a wy jesteście tacy. Przecież można to wykorzystać inaczej. I tu już wchodzą te słowa Judasza: „Można było sprzedać i rozdać ubogim”.
Ale zobaczmy: człowiek, który gdzieś oszczędza czas i nie pójdzie w niedzielę do kościoła — ktoś tak mówi — czy naprawdę te 45 minut plus ewentualnie dojście, dojazd, to nawet półtorej godziny zaoszczędzone w tygodniu, jest potem tak bardzo spożytkowane na jakieś inne dobre cele? Czy ten czas, który człowiek gdzieś zaoszczędzi, bo nie zajmuje się dziećmi, bo da dziecku telefon: „niech się dziecko bawi”, czy w tym czasie naprawdę wiele innych dobrych rzeczy wydarza się w życiu?
To są pytania. Czy dać biednemu rybę, czy dać wędkę. Jakże często to nasze oszczędzanie czasu, pieniędzy na dzieci, na ich wychowanie, teoretycznie jest właśnie umotywowane czymś dobrym, bo są rzeczy ważniejsze, pilniejsze. Ale po jakimś czasie właśnie to zaniedbanie spraw religijnych odbija się na braku formacji serca. Przychodzą trudne momenty kryzysowe w małżeństwie, w pracy, przychodzi jakaś choroba, trzeba podjąć jakieś odważne decyzje, być wytrwałym — i tego brakuje, bo serce jest nieuformowane, niestabilne.
Podobnie w relacji z dziećmi. To mnie szczególnie gdzieś boli w wielu rodzinach, bo brakowało czasu na wspólne zabawy, gry, takie głupotki czasami po prostu, zwyczajne bycie razem. Dla wielu to jest czas stracony. No co? Jesteśmy razem, bawimy się, śmiejemy, z tego nie widzę jakiegoś efektu natychmiastowego. Ale ten efekt przyjdzie z czasem, bo więzi rodzinne się zacieśniają, rodzina funkcjonuje razem, jest razem, kocha siebie, szanuje. To nie jest czas stracony.
Po ludzku, zwłaszcza tym chłodnym spojrzeniem Judasza, moglibyśmy powiedzieć: tak, czas stracony, przecież można było w tym czasie wiele rzeczy zrobić. Ale później owoce tego przychodzą po jakimś czasie, często po długim czasie.
Więc gdy czasami przychodzi nam ta myśl, że coś można zaoszczędzić, że można było zrobić inaczej — czy czas, czy pieniądze wydane — pomyślmy, czy na pewno. A może właśnie potrzeba tego czasu spędzonego razem, wspólnych wakacji rodzinnych, wyjazdu, czy nawet wyjścia w niedzielę na spacer po południu, czy pogrania w gry. A może potrzeba tego czasu modlitwy, codziennego pacierza, chwili refleksji nad słowem Bożym, poczytania dobrej lektury, wyjścia na Mszę Świętą, czy teraz na nabożeństwo okresowe: Gorzkie Żale, Drogę Krzyżową.
Bo teoretycznie jest to czas stracony, ale praktycznie jest to ten czas, który może wiele budować w naszym sercu. Budować właśnie przede wszystkim miłość.
I tu wróćmy do tego początku. Chłodne spojrzenie Judasza, wyliczone, chociaż frazesy na ustach piękne, ideały głosił piękne. A z drugiej strony ta miłość Marii, która pokazała się w takim geście, może nie do końca dla nas zrozumiałym, czy nawet dla jej ówczesnych ludzi, ale pięknym, który stworzył niezapomnianą chwilę.
Bo są takie momenty, których się w życiu nie powtórzy. Jezus mówi: „Namaściła Mnie na dzień pogrzebu”. Ile to było? Sześć dni chyba przed męką Jezusa, jeśli się nie mylę. Sześć dni przed świętem Paschy, czyli tydzień przed śmiercią Jezusa. Chwila niepowtarzalna.