Dzisiaj Niedziela Palmowa, albo mówiąc bardziej profesjonalnie, Niedziela Męki Pańskiej, ponieważ jak będziemy w kościele, zobaczymy, że ksiądz będzie w czerwonym ornacie, symbolizującym mękę Jezusa, i będzie właśnie odczytywana męka podczas Mszy Świętej. A ci, którzy będą w kościołach, gdzie będzie Msza dla dzieci albo zwyczaj rozpoczęcia procesji z palmami sprzed kościoła, usłyszą jeszcze dzisiaj drugą Ewangelię o wjeździe Jezusa do Jerozolimy. Dlatego obydwa teksty umieściłem na stronie, bo chciałbym je właśnie zestawić.
Z jednej strony słyszymy mękę o śmierci Jezusa, a z drugiej strony wspominamy ten uroczysty wjazd Jezusa do Jerozolimy. Od razu widzimy tutaj tę różnicę, niestabilność, byśmy powiedzieli, w tłumie. Z jednej strony tłum, który wita Jezusa: Hosanna, rzuca te palmy, liście, łodygi jakieś pod osiołka, na którym wjeżdża Pan Jezus, rzucają swoje płaszcze. Tłum w entuzjazmie po prostu idzie przed Jezusem, czytamy, idzie za Jezusem, śpiewają: Hosanna Synowi Dawida, a za kilka dni ten sam tłum krzyczy: na krzyż z Nim, ukrzyżuj Go, i żądają dla Jezusa śmierci.
Niektórzy z Ojców Kościoła uważają, najczęściej jest interpretowane, że chodzi o ukazanie zmienności tłumu. Ale niektórzy mówią, że to nie mógł być najprawdopodobniej ten sam tłum. Tu raczej byli ludzie, sympatycy Jezusa, ludzie z terenów Galilei, którzy przybyli na święto, bo na końcu tego tekstu widzimy, że niektórzy pytają w Jerozolimie: kto to jest?, a tłumy odpowiadają: to jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei. Czyli część tłumów, zwłaszcza mieszkańcy Jerozolimy, mogli nie znać też Jezusa. I oni najprawdopodobniej byli tym tłumem zmanipulowanym, przekupionym, który krzyczał: na krzyż z Nim. A tu mamy ten tłum entuzjastycznie przyjmujący Jezusa.
Wiecie, że od pewnego czasu fascynuje mnie postać Bedy Czcigodnego, jednego z Ojców Kościoła. Jakoś z patrologii go nie bardzo pamiętam, ale on w takim kluczu kościelnym bardzo interpretuje teksty i w kluczu duchowym. On nie zwraca uwagi właściwie na jakąś labilność tłumu, niestabilność emocjonalną, ale zwraca uwagę na coś innego: że ten pierwszy tłum jeszcze do końca Jezusa nie rozeznał, bo na pytanie: kto to jest?, odpowiada: to jest prorok, Jezus z Nazaretu w Galilei. Czyli ten pierwszy tłum odczytuje Jezusa jako proroka i przyjmuje Go oczywiście entuzjastycznie.
Ale w momencie próby, kiedy Jezus jest skazywany na śmierć, ten tłum albo odwraca się przeciwko Jezusowi, albo jest obojętny, albo po prostu tych ludzi, którzy tutaj Go witali, nie ma, żeby gdzieś stanęli w obronie. I on to odnosi do życia duchowego: że często w naszym życiu duchowym jest takie podejście właśnie emocjonalne, entuzjastyczne, ale jeśli ono nie pogłębi naszego poznania Jezusa, pozostanie tylko tym poznaniem zewnętrznym, to gdy przyjdzie ten moment trudny, człowiek się odwróci.
Można poznawać Jezusa właśnie tylko emocjonalnie. Ja mam taką naturę, że jak ktoś tam za bardzo się egzaltuje, fascynuje, to tak podchodzę trochę z dystansem. Jakoś nie potrafię na te wibracje wskoczyć, w te emocje. Taki może podam przykład z kolędy. W jednej z poprzednich miejscowości pan z panią sobie mieszkają, przyjęli mnie na kolędzie, opowiadają o różnych miejscach: tu byli na pielgrzymce, tu byli, tam byli w sanktuarium, tutaj zwiedzali tyle rzeczy. Próbowali mnie zawstydzić, że o niektórych sanktuariach nawet nie słyszałem. Ale gdy doszliśmy do konkretów, okazało się, że żyją w konkubinacie, do kościoła absolutnie nie chodzą, nie interesują ich tematy kościelne, ale oni — ważne, że Pan Bóg ich kocha, że kochają Jezusa, że mogą zwiedzać, mogą te wszystkie miejsca odwiedzać. Pani zwłaszcza uważała się za osobę głęboko wierzącą i próbowała mnie aż zawstydzić.
Ale to wszystko, widzicie, był ten poziom emocjonalny, tego tłumu dzisiaj witającego z palmami Jezusa, krzyczącego Hosanna, a rozpoznającego Jezusa tylko jako proroka. W życiu duchowym człowieka też często jest tak. Bardzo dobrze, że Jezus nam się objawia często właśnie w taki sposób emocjonalny, że możemy Go kochać, że daje nam — tak to się mówi — te landrynki czy słodkie cukierki, tak niektórzy mówią na pocieszenie duchowe, że to nas podbudowuje. Ale to jest moment, który jednocześnie też zachęca, żeby równolegle pogłębiać wiarę.
Jeśli człowiek pozostanie tylko na tej płaszczyźnie czysto emocjonalnej, to gdy przyjdą różne trudności, to niestety może właśnie jak ten tłum nie tylko odejść, rozpłynąć się, ale nawet obrócić się przeciwko Chrystusowi.
Niech takie będzie przesłanie dzisiejszej Ewangelii, tej o wjeździe do Jerozolimy i tej odczytywanej męce Pana Jezusa. To wszystko się zmienia, jeśli człowiek nie pogłębia wiary. Z tego entuzjastycznego tłumu może niestety stanąć wśród tych, którzy krzykną: na krzyż z Nim.